Robert Gaszyński był pierwszym polskim piłkarzem w Afryce. "Odprawiano szamańskie gesty"

Ciekawostka: nowy prezes Wisły Kraków ma za sobą roczny epizod występów w Republice Południowej Afryki. - Ktoś nawet powiedział, że powinienem być bramkarzem reprezentacji tego kraju - wspomina.


Niedawno kontrakt w lidze angolskiej podpisał Jacek Magdziński, który dotychczas występował w Promieniu Kowalewo Pomorskie, drużynie z IV ligi. Jednak Académica Petróleos Clube do Lobito to nie pierwszy klub na kontynencie afrykańskim, w którym pracę znalazł polski zawodnik.

W 1990 roku 19 meczów w Wits University FC rozegrał Gaszyński, który w środę został zaprezentowany jako nowy prezes Wisły. Wtedy RPA nie była jeszcze krajem należącym do FIFA, liga była półamatorska.

Gaszyński: - Decyzja o wyjeździe do RPA była głównie związana ze sprawami zawodowymi. Skończyłem Akademię Górniczo-Hutniczą i po zakończeniu gry w piłkę podjąłem decyzję, że pora szukać pracy w moim zawodzie. Kiedy podpisałem tam kontrakt na pracę, okazało się, że w RPA jest też piłka nożna.

Bramkarza zaproszono do gry w Wits. - Grali tam głównie piłkarze o białym kolorze skóry, było nas 8-9 i cały rok tam grałem. Nawet jeden z trenerów czy komentatorów powiedział, że gdyby RPA była w FIFA i przyjąłbym obywatelstwo tego kraju, to powinienem być bramkarzem reprezentacji - mówi.

Gaszyński najmilej wspomina mecze z drużyną z prawie milionowego miasta - Soweto, znanymi Kaizer Chiefs. - Graliśmy przy 80-90 tysiącach kibiców. Wielu z nich miało bębny. Nie było jeszcze wuwuzeli. Dopingowano bardzo różnie, kibice mieli czaszki, kości, odprawiano szamańskie gesty, żeby pomóc drużynie. To było duże i ciekawe doświadczenie - opowiada.

Po 20 latach od czasu gry bramkarza w RPA kraj zorganizował mistrzostwa świata.