Michał Buchalik woli być nazywany przeciętnym, jeśli Wisła wróci do pucharów

PRZEGLĄD PRASY. Bramkarz Wisły zaliczył poprawną rundę jesienną. Z meczu na mecz grał coraz pewniej, a najlepszy występ zaliczył przeciwko Piastowi Gliwice
Buchalik jesienią wystąpił we wszystkich spotkaniach od początku do końca. Puścił 24 gole - mniej stracili bramkarze Legii, Śląska, Lecha, Jagiellonii i GKS Bełchatów. Nie popełnił jednak poważnych błędów.

- Początek rundy nie był w moim wykonaniu rewelacyjny. Musiałem najpierw się zaaklimatyzować w nowym klubie. Inne wymagania były wobec piłkarzy w Chorzowie, a inne są w Wiśle. W Ruchu nie było aż takiego ciśnienia na wynik. A od Wisły się wymaga - robią to też dziennikarze, kibice. Na początku sezonu było więc trochę stresu, nie ukrywam - przyznaje w Gazecie Krakowskiej

26-letni zawodnik najlepiej spisał w spotkaniu z Piastem. Dzięki jego interwencjom Wiśle udało się z Gliwic przywieźć punkt. Wtedy większość mediów wybrała go graczem meczu. - Dla mnie najistotniejsza jest opinia trenerów, oni mnie rozliczają. Choć przyznam, że takie mecze, jak ten w Gliwicach, są dla bramkarza ważne. Nabiera się pewności siebie i potem jest łatwiej - podkreśla Buchalik. - Dla mnie ważniejsze jest dobro drużyny. Wolę, żeby nazywali mnie przeciętnym ligowcem, a jednocześnie, by Wisła na koniec sezonu zajęła miejsce dające grę w pucharach, niż gdybym miał się popisywać z niekorzyścią dla zespołu.