Sport.pl

Piłka nożna. Smuda: Muszę wyciągnąć coś z "globusa"

- Gdybym był ostry jak kiedyś, pozabijalibyśmy się z piłkarzami. Dziś muszę być ich przyjacielem. Poszedłem na kompromis, nawet wbrew sobie. Nad emeryturą zastanowię się po awansie do Ligi Mistrzów - mówi 66-letni Franciszek Smuda.
Piotr Jawor: Wisła spłaciła część długów i w końcu pojawił się jakiś powiew optymizmu.

Franciszek Smuda: Pół roku temu różne myśli chodziły mi po głowie. Nie wiedziałem, co z tym klubem będzie. Teraz widzę światełko w tunelu. Wiele w rękach piłkarzy, którzy spisują się wyśmienicie. Do nich o nic nie mogę mieć pretensji. Najpierw chcemy utrzymać miejsce w czołowej ósemce, potem powalczyć o coś więcej niż w poprzednim sezonie [Wisła była piąta].

A skąd ten optymizm? Może coś panu obiecał właściciel klubu Bogusław Cupiał?

- Nie, jego zostawmy w spokoju. Ma swoje plany, zajmuje się fabryką i to jest teraz dla niego najważniejsze. Prezes Cupiał już przez kilkanaście lat wiele pomógł Wiśle. Bez niego w ogóle nie wiadomo, co by było. Teraz są inni ludzie, którzy muszą się zająć klubem. Na nich liczę.

Mówi pan o Robercie Gaszyńskim, który od stycznia będzie prezesem?

- O nim i wiceprezesie Mirosławie Jankowskim. Widzę w nich moc. Są w stanie wszystko poukładać. Pan Cupiał będzie zajmował się Telefoniką, a klub ma sobie poradzić sam. Właściciel zaufał porządnym ludziom.

Uchodzi pan za upartego człowieka, ile razy pomyślał pan jednak: "Mam już dość pracy w tak niestabilnym klubie"?

- Kilka razy, ale zawsze kończyło się na jednej refleksji: "Przecież ja w Krakowie do śmierci będę mieszkał, więc jak mógłbym żyć ze świadomością, że Wisła się rozleciała?". Za dużo ludzi żyje tym klubem, przecież to czołowa drużyna w kraju i musi istnieć, bo jej upadek byłby tragedią dla miasta. Dlatego cieszę się, że jest coraz lepiej, szczególnie pod względem sportowym. To podtrzymuje ducha naszego, kibiców i sponsorów. Zależy mi, żebyśmy nie stracili tej wiary.

Pana pomysł na walkę ze stresem?

- Najbardziej pomagają mi wyjazdy do Niemiec czy Zakopanego. Samotna jazda w samochodzie pomaga mi w snuciu refleksji. Biję się z myślami, przychodzą mi nowe pomysły do głowy. W domu zawsze coś trzeba zrobić, a w samochodzie mogę spokojnie myśleć.

Wspomina pan czasem swoje poprzednie drużyny w Wiśle?

- No tak, bo to były moje drużyny. Sam je układałem, sam wskazywałem zawodników, których trzeba sprowadzić. Wypracowaliśmy taktykę i graliśmy rzeczy, których inni nie grali. Teraz też musimy coś wymyślić i już nawet mam pomysł. Zobaczymy, jak się on rozwinie. Wcześniej nie mogłem tego robić, bo miałem zawodników, których spisano na straty. Ale oni się odbudowali i teraz możemy działać. Mam tylko problem z kontuzjami, bo kadra wąska. Jak mi brakuje jednego gracza, to układanka się rozsypuje. To największy ból. Chciałbym, żeby zespół pracował jak maszyna. Jak kiedyś, gdy wiedziałem, że trójeczka zawsze będzie. Nawet jak źle zaczynaliśmy, straciliśmy gola, to w sekundzie pach, pach, pach. Była trójeczka. W Wisłę każdy mocno wierzył i teraz ma być tak samo. Ludzie mają przychodzić na stadion z ciekawości, ile strzelimy bramek i czy będą ładne. To mój cel.

Jest pan stałym czytelnikiem "Kickera", pomysły taktyczne czerpie pan z niemieckiego futbolu?

- Dostaję "Kickera" co tydzień, ale żadnych nowinek w nim nie ma. Po prostu interesuję się niektórymi niemieckimi piłkarzami i o nich czytam. A pomysły taktyczne wymyślam w drodze do Zakopanego. Nigdy nie lubiłem kopiować innych trenerów czy książek. Ja muszę wyciągnąć coś ze swojego "globusa" (Smuda z uśmiechem wskazuje w głowę), coś, co jest dobre dla piłki. Podczas pracy z reprezentacją denerwowało mnie, że nie dało się wszystkiego wypracować. Zawodnicy przyjeżdżali czasem na dwa dni. A w klubie mogę pracować nad tym, co przyszło mi do głowy. Ale łatwiej jest, gdy masz w kadrze 28-30 zawodników, a nie tak jak my.

Czyli nie opowiada się pan po stronie Pepa Guardioli lub José Mourinho?

- Pamięta pan, jak graliśmy z Barceloną? Wtedy powiedziałem, że gramy swoje i idziemy na wymianę ciosów. Albo dostaniemy 10:0, albo wygramy. I mecz dla kibica był kapitalny - bramka za bramkę. I jeszcze sędzia im pomógł, bo Kluivert wygarnął piłkę z autu i Rivaldo strzelił gola. Przegraliśmy 3:4, a mógł być remis. Emocje były, a niektórzy przed meczem mówili: "Wisła dostanie co najmniej siódemeczkę". Tymczasem do przerwy nawet prowadziliśmy.

Dziś za polską drużynę marzeń uznawana jest Legia.

- Wszyscy mówią: "To dream team, mogą wystawić nawet dwa zespoły". Ale my nie możemy na nich patrzeć. Albo nie - patrzmy i zróbmy jeszcze lepszy zespół. Ściągajmy mocnych zawodników, wkomponujmy w drużynę i walczymy z Legią.

Pana poprzednie zespoły Wisły dałyby radę dzisiejszej Legii?

- Piłka się zmieniła, jest bardziej dynamiczna. Taktyka też jest inna. Trudno powiedzieć, ale miałem świetne zespoły. Wiedziałem, że z nimi muszę wygrywać i grać w europejskich pucharach.

A co z ekstraklasą? Jest mocniejsza czy słabsza niż kiedyś?

- Poprawiła się motorycznie, bo pod względem siły nie ulegamy już Zachodowi. Graliśmy z Wolfsburgiem czy Frankfurtem i nikogo w Wiśle skurcze nie łapały. Lepiej jest też z agresją i pressingiem.

Pan się zmienił? Ponoć wcześniej był pan ostrzejszy.

- Gdybym dziś był taki jak kiedyś, to byśmy się z piłkarzami pozabijali. A teraz jest moment, gdy przez 75 proc. czasu muszę być ich przyjacielem. Z nimi chcę naprawić Wisłę, dlatego u nas nie ma rozmów o pieniądzach. Może delikatne zapytania w stylu: "Pieniądze nie przyszły, ale cierpliwie czekamy i na boisku dajemy z siebie wszystko". Tak właśnie zachowują się moi gracze w każdym meczu.

Ale słynne "wahadło" wykańczające zawodników na najbliższym zgrupowaniu chyba będzie?

- Oni sami się o to dopominają. Ja im nawet robię treningi z piłką, w których jeszcze mocniej dostają po d... Sami dopytywali się o rozpiskę z ćwiczeniami na urlopy. Sami! W innych zespołach nikt o tym nawet nie wspomina, a jak dostanie kartkę, to wrzuci do kosza i spokój. A ja jestem przekonany, że jak moi wrócą z urlopów, to będą gotowi do pełnego depnięcia. W Wiśle zawsze miałem profesjonalistów. Zawsze było tak, jak chciałem. Bo niedopuszczalne jest, by było tak, jak piłkarz chce.

W tym roku będzie pan świętował 500. mecz w ekstraklasie jako trener. Jest pan dumny?

- Wydaje mi się, że mam 40 lat, a nie ponad 60 [Smuda ma 66 lat]. Nad emeryturą mogę zastanowić się dopiero wtedy, gdy w Wiśle osiągnę awans do Ligi Mistrzów. Może ja tam awansuję, może jakiś inny trener, ale to musi być. Niemożliwe, żeby Wisła nie spełniła swojego największego marzenia.

Jak zrozumieć Ekstraklasę? Ciekawe wnioski z liczb [STATYSTYKI]


Więcej o:
Komentarze (10)
Piłka nożna. Smuda: Muszę wyciągnąć coś z "globusa"
Zaloguj się
  • Cyprian Hołownia

    Oceniono 128 razy 102

    Najlepsze co mogło spotkać Wisłę to Pan, i gdyby pewnie była by gdzieś na dnie.

  • laborant1

    Oceniono 2 razy 0

    Upadek Wisly bylby tragedia dla miasta???????
    Buhahahahaha. prima aprilis za miesiac.

  • Łukasz Łukomski

    Oceniono 18 razy -10

    Co za debile!!nie potrafie zrozumieć tego czemu non stop dziadów kupuja!!!mimo iz wiele razy się przejechali...zamiast qwa w młodzież zainwestować...

  • louisciffer

    Oceniono 15 razy -11

    niektóre artykuły wyborowców, to jak bełkot tego analfabety ze zdjęcia.

  • louisciffer

    Oceniono 19 razy -11

    kto tłumaczył wypowiedzi tego jełopa?

  • louisciffer

    Oceniono 13 razy -11

    Ułudo2012, wróć jełopie do alkoholu, a po nim czy bez niego twego bełkotu zdzierżyc się nie da.

  • juventusiak87

    Oceniono 54 razy -44

    Smuda się skończył.

  • ttoorroo05

    Oceniono 67 razy -57

    Ech ,jak zwykle mokro wkolo.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX