Mięso z krokodyla i próba ściągnięcia Maradony, czyli jak smakuje piłka w Chinach [WYWIAD]

Marek Zając w Chinach

Marek Zając w Chinach (Archiwum Marka Zająca)

Przyzwyczaiłem się. Lubię mięso krokodyla, a kibice mnie szanują, bo nie ustawiłem żadnego meczu. A niedawno w klubie zmienił się właściciel i od razu zapytał: "Czy możemy sprowadzić Maradonę?"


Rozmowa z Markiem Zającem, byłym piłkarzem Cracovii i Wisły, trenerem młodzieży w Shenzhen

Jarosław K. Kowal: Mówi pan po chińsku?

Marek Zając: Trochę. Właśnie jestem na kursie trenerskim UEFA A i towarzyszy mi tłumacz. To, co jest wyświetlane na tablicy, on przekłada na angielski. Podczas treningów go nie potrzebuję, bo większość piłkarskich zwrotów znam. Kłopot w tym, że nie mam zdolności do języków. Słyszałem, że się nie nauczę chińskiego, bo nie słyszę akcentu. Tu jedno słowo może mieć różne znaczenia.

Na przykład?

- Może pan powiedzieć do dziewczyny, że ma fajną mamę. Tyle że słowo "mama" jest takie samo jako "koń". Wszystko zależy od akcentu, jakiego się użyje.

Więc przyjechał pan do Chin i pomyślał sobie: "O Boże, co ja tu robię?"...

- A właśnie że nie, potrafię się zaaklimatyzować. To było tak: zadzwonił menedżer i zapytał, czy nie chcę jechać do Chin? To miały być tylko cztery miesiące. A że w Polsce ciężko było coś znaleźć... I od razu z moim nowym klubem sięgnęliśmy po mistrzostwo. Działacze zaproponowali potem przedłużenie kontraktu, dawali dobre pieniądze i do tego możliwość gry w azjatyckiej Lidze Mistrzów. A jak cię chcą, to czemu nie?

Nie było szoku kulturowego?

- Ludzie dziwią się, pytają: "Co ty tam jesz?" A przecież w Shenzhen toczy się normalne życie. Przed meczami nikt nas nie koszarował, choć Jacek Paszulewicz [były piłkarz Chengdu Wuniu - przyp. red.] ma pewnie inne wspomnienia. Kiedyś opowiadał, jak pojechał na obóz. Boisko było 5 km od hotelu, więc codziennie w ramach treningu przebiegali ten dystans. Ja nie narzekam. Np. dzięki grze w azjatyckiej Lidze Mistrzów dużo zwiedziłem: Wietnam, Dubaj, Korea Południowa, Japonia...

Co pan jada w Chinach?

- Chińska restauracja w Polsce a w Chinach to dwie różne rzeczy! Od tutejszych posiłków jednak nie stronię. Ostatnio na spotkaniu podawali krokodyla albo żółwia. W Shenzhen jada się też węże.

Próbował pan?

- Pewnie. Jadłem wszystko, oprócz psa, i tylko raz byłem w miejscu, gdzie go podawali. Od razu się da wyczuć, bo zwyczajnie śmierdzi. Ale np. krokodyl... Jakby postawili przed panem talerz, to pewnie nawet nie zgadłby pan, że to nie kurczak. Lubię też syczuańską kuchnię. Bardzo ostra, w Polsce by nie przeszło.

Opowiada pan o Chinach, jakby wszystko było tam zupełnie naturalne.

- Zdziwiło mnie m.in. to, że ludzie potrafią wieczorem wyjść przed dom i uprawiać jogę albo tańczyć. Dziadkowie, babcie wystawiają magnetofon i zaraz przyłączają do nich przechodnie. Za to podróże samochodem są niezdrowe dla ciała.

To znaczy?

- Każdego ranka wyjeżdżam i zawsze sobie powtarzam: "Dziś spokojnie, z nikim nie będziesz walczył". No, ale nie da się! Oni tu nie przestrzegają żadnych zasad! Wyjedzie taki z podporządkowanej i nawet się nie obejrzy. Jak wróciłem do Polski, to aż dziwnie było, bo przez trzy tygodnie miałem na drodze tylko jedno nieprzyjemne zdarzenie. Po wizytach w kraju mój jedyny problem to pogoda. W Chinach ciągle jest gorąco i już się przyzwyczaiłem.

Kilku polskich piłkarzy grało w lidze chińskiej: Sylwester Czereszewski, Marek Jóźwiak, sam pan nakłonił Bogdana Zająca... Wszyscy jednak wrócili.

- A ja jeszcze chcę zostać. Moja żona jest z Hongkongu, ja dostałem tamtejsze ID, bo bez tego nie mógłbym pójść do szkoły. Jestem pierwszym obcokrajowcem, który rozpoczął tu kurs trenerski i najprawdopodobniej przejdę wszystkie szczeble [po kursie UEFA A jest jeszcze jeden: UEFA Pro - przyp. red.]. Wszyscy mnie tu znają, a w Shenzhen prowadzę szkółkę piłkarską, którą nadzoruje mój były klub. Niedawno zmienił się właściciel. Nowy chce zainwestować wielkie pieniądze i m.in. zatrudnić zagranicznego trenera. Jego pierwsze pytanie brzmiało: "Czy możemy sprowadzić Maradonę?" Powiem więcej: jeden z menedżerów do niego zadzwonił. Maradona zażyczył sobie 10 mln dolarów.

Tak duże pieniądze wchodzą w grę?

- Piłkarze zarabiają dwa, nawet trzy razy więcej niż w Polsce. Kiedy przyjechałem do Chin, nie było tak dobrze. Dziś zespół z Shenzhen jest w drugiej lidze i nikt jeszcze nie chce wykładać ogromnych pieniędzy. Ale słyszałem, że po awansie ma być "grubo". Czekam, jak sytuacja się rozwinie, ale mam nadzieję, że zostanę asystentem pierwszego trenera.

Dostał pan taką obietnicę?

- Nie będę za dużo mówił, ale wszystko idzie w dobrym kierunku. Jednak w Chinach jest tak, że jak czegoś nie ma na papierze, to wszystko może się wydarzyć. Mimo wszystko mógłbym się przydać zagranicznemu trenerowi: znam środowisko, podejście zawodników... Pytał pan wcześniej, czemu nie wracam do Polski? A ilu moich znajomych z Cracovii czy Wisły zostało trenerami? Chyba tylko Bogdan Zając, jeszcze Kaziu Węgrzyn, wcześniej też Tomek Kulawik.

Do tego m.in. Krzysztof Bukalski, ale na razie w niższych ligach.

- No właśnie. A ja mierzę wyżej. I tu mam chyba lepsze perspektywy.

Piłka w Chinach to chyba jednak niszowy sport?

- Był niszowy, ale to się zmienia. Mówi się, że nowy prezydent [chodzi o przewodniczącego Xi Jinpinga - przyp. red.] lubi tylko piłkę. Dziwił się, że Chiny mają ponad miliard mieszkańców, a nie można znaleźć 11 piłkarzy. I ten jeden tekst wystarczył, by firmy zainteresowały się futbolem. Słyszałem niedawno anegdotę: prezydent pojechał do pewnego okręgu, gdzie pasło się dużo bydła. Stwierdził: skoro macie dobre mięso, musicie też mieć młodych i silnych ludzi, którzy mogliby być niezłymi piłkarzami. Efekt? Właściciel bydła kupił klub trzecioligowy.

Jaka jest przyszłość chińskiej piłki? Bo dziś gwiazdami ligi są np. Brazylijczycy, ale nie Chińczycy.

- To problem. Kiedy przyjeżdżałem, nie było jeszcze tak wielu gwiazd z zagranicy. Potem pojawiło się kilka, ale w Chinach na nazwisku nie da się grać. Nicolas Anelka dostawał ok. 6 mln euro rocznie, ale ludzie bardzo dużo od niego wymagali.

Polityka w piłce jest obecna?

- Nie wiem, nie odczuwam tego. Oglądam wiadomości, ale nie rozumiem wielu rzeczy. Program z Hongkongu jest emitowany z opóźnieniem, bo kiedy coś negatywnego mówi się o Chinach, to szybko wskakuje reklama.

A korupcja?

- Była. Kiedy jeszcze grałem, zremisowaliśmy osiem pierwszych meczów z rzędu.

Jak to się odbywało?

- Nie będę o tym opowiadał przez telefon. Zyskałem jednak szacunek kibiców, bo grałem normalnie. Raz trener niesprawiedliwie posadził mnie na ławce i cały stadion domagał się, bym wrócił. Krzyczeli, rzucali butelkami... Korupcja została jednak szybko ucięta. Tu nie trzeba nikogo straszyć prokuraturą. Jest krótka piłka: ktoś zawini, to ma problem. Kiedy złapali działacza z chińskiego związku, groziła mu kara śmierci. Człowiek związany z rządem musi świecić przykładem, a on "kręcił lody". Więc gdybym sprzedał choć jeden mecz, miałbym problem z wizerunkiem. Ale żyję z czystym sumieniem.

8 WŚLIZGÓW, 26 PRZYJĘĆ. CO KRYJE WIŚLACKI KOMPUTER


Który z nowych zawodników Wisły okazał się największym wzmocnieniem?
Komentarze (11)
Mięso z krokodyla i próba ściągnięcia Maradony, czyli jak smakuje piłka w Chinach [WYWIAD]
Zaloguj się
  • alter_globalista

    Oceniono 23 razy 11

    "Jest krótka piłka: ktoś zawini, to ma problem. Kiedy złapali działacza z chińskiego związku, groziła mu kara śmierci."Człowiek związany z rządem musi świecić przykładem, a on "kręcił lody"

    ***
    Boże, nie piszcie że gdzieś na świecie jest sprawiedliwość, bo lemingi dostaną zawału. Domagam się serii artykułów żakowskiego, że złodziejstwo rządzących(tych naszych) jest usprawiedliwione i nieszkodliwe.

  • kmk1906

    Oceniono 17 razy 11

    Placebo99 w Chinach to ty na pewno nie byłeś!.
    W slomianych kapeluszach i boso to na reymonta może?

  • legia d

    Oceniono 4 razy -2

    maradona z Polski www.youtube.com/watch?v=jq3tJ1mwVJQ

  • lechmiszcz

    Oceniono 5 razy -3

    Legia jest słaba a Lech miszcz polski nasza duma Wielkopolski!

  • imdbmi

    Oceniono 13 razy -3

    polacki niedawno temu smiali sie z ruskich ze zaczynaja sprowadzac mieso krokodyle bo nie maja co jesc, a tu okazuje sie ze to rarytas...

  • bialyrasizm

    Oceniono 8 razy -6

    Słaby ten wywiad. Ogólnie cała "Gazetowa" publicystyka sportowa wciągana jest nosem przez Weszlo Stanowskiego.
    bialyrasizm.pl/

  • placebo99

    Oceniono 36 razy -28

    Stadion zbudowali a za oknem biedni Chińczycy w słomianych kapeluszach na boso sadzą ryż w błocie po kolana. Taka tam bieda i zacofanie a stadion wybudowali. Żal.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

LOTTO Ekstraklasa 2018/19

lp. Drużyna M Pkt Br. Zw. R Por.
1 Lechia Gdańsk 18 38 30-17 11 5 2
2 Legia Warszawa 19 36 31-18 10 6 3
3 Jagiellonia Białystok 19 32 33-28 9 5 5
4 Lech Poznań 19 30 31-23 9 3 7
5 Piast Gliwice 19 30 26-22 8 6 5
6 Korona Kielce 19 30 25-23 8 6 5
7 Wisła Kraków 19 29 33-28 8 5 6
8 Pogoń Szczecin 19 28 26-23 8 4 7
9 Arka Gdynia 19 24 27-25 6 6 7
10 Zagłębie Lubin 19 24 30-30 7 3 9
11 Cracovia Kraków 19 24 18-20 6 6 7
12 Wisła Płock 19 19 27-34 4 7 8
13 Miedź Legnica 18 19 21-35 5 4 9
14 Śląsk Wrocław 19 18 26-28 4 6 9
15 Górnik Zabrze 19 17 23-33 3 8 8
16 Zagłębie Sosnowiec 19 12 22-42 2 6 11

  • Grupa mistrzowska
  • Grupa spadkowa