Sposób na krakowskie korki? Dojeżdżać z Chorzowa

Życie piłkarza to ciągłe podróże. Dla niektórych z Ruchu Chorzów i Wisły Kraków długie dojazdy to codzienność. - Zbieram się z Maćkiem Jankowskim i jedziemy do Myślenic - mówi Maciej Sadlok, piłkarz krakowskiego zespołu.
Facebook? » | A może Twitter? »


Codziennie z Krakowa do Katowic i z powrotem kursuje około 80 autobusów. - To oznacza, że dziennie przemieszcza się na tej trasie około 1600 osób w jedną stronę. To dużo - oceniają szefowie dworca autobusowego w Krakowie.

Wszystkie autobusy jeżdżą autostradą A4 i dołączają do blisko 32 tysięcy innych pojazdów, które dziennie przejeżdżają tą drogą. Wśród nich - piłkarze Wisły i Ruchu, którzy zmierzą się w sobotę w Chorzowie.

Bliskość tych dwóch miast powoduje, że nie warto się przeprowadzać - tak myślą zawodnicy obydwu drużyn. Łukasz Surma wciąż mieszka w Krakowie, a do Chorzowa tylko dojeżdża, bo jego dzieci chodzą już do gimnazjum i lepiej, żeby kontynuowały naukę w stolicy Małopolski.

Pomocnik Ruchu nazywa siebie specjalistą od trasy Kraków - Śląsk. - Już 15 lat temu dojeżdżałem codziennie. Dużo się pozmieniało, kiedyś jeździłem przez Olkusz - mówi Surma.

Każdy, kto wybiera się w podróż i musi przejechać przez Śląsk, staje przed wyborem - albo autostrada, albo droga krajowa. Pierwsza opcja jest szybsza, ale druga znacznie tańsza, jeśli jedzie się przepisowo (na trasie roi się od fotoradarów). Z roku na rok drożeje bowiem opłata za autostradę - dziś trzeba już zapłacić 18 złotych za przejazd kilkudziesięciu kilometrów.

Choć również na drodze krajowej można było się rozpędzić. Zaraz po przyjściu do Chorzowa Surma (przeszedł do Ruchu w 1998 roku) założył się z kolegami, że przejedzie spod stadionu do Krakowa w 50 minut. - To była głupota, człowiek był młody i nie zdawał sobie sprawy z niebezpieczeństwa - mówi. Czy wygrał zakład? To pozostaje tajemnicą.

Wtedy do Chorzowa Surma jeździł sam. Teraz, z racji powiększenia "grupy krakowskiej" w szatni Ruchu, może się zmieniać z innymi zawodnikami: Markiem Zieńczukiem i Sebastianem Janikiem. - Sebastian ma hatchbacka i jeździ agresywniej niż ja i Marek. No, mamy też większe samochody, więc siłą rzeczy jest spokojniej - mówi.

Od lipca w drugą stronę regularnie jeździło trzech piłkarzy Wisły: Maciej Sadlok, Maciej Jankowski i Michał Buchalik. Teraz dojeżdża tylko dwójka, bo bramkarz krakowskiego zespołu mieszka już w Krakowie.

Sadlok: - Dla mnie to nie problem. Na początku było trudno, ale teraz to przychodzi automatycznie. Zbieram się z Maćkiem i jadę do Myślenic [tam trenuje Wisła - przyp. red]. Przecież koledzy, którzy mieszkają w Krakowie, nie jeżdżą tutaj kilka minut, tylko też muszą trochę czasu poświęcić.

Wcześniej na Reymonta dojeżdżali Marcin Baszczyński i Kamil Kosowski. Ten drugi przy pierwszej przygodzie z Wisłą mieszkał blisko centrum Krakowa, ale gdy wrócił na sześć miesięcy w 2007 roku, to przyjeżdżał z Mikołowa, spokojnego miasteczka na południu aglomeracji śląskiej. - Śląsk jest chyba najlepiej skomunikowanym regionem w Polsce, więc nie wyobrażam sobie teraz codziennego stania w krakowskich korkach. Dobrze mi w Mikołowie - mówił Kosowski w rozmowie z portalem futmal.pl.

Z kolei Baszczyński najbardziej z pokonywania trasy Śląsk - Kraków pamięta mijanie "kopuł" przy autostradzie. - Wtedy wiedziałem, że już mam niedaleko - wspomina. Czasem był to sygnał do przyspieszania, bo prawemu obrońcy zdarzało się spóźniać na treningi. - Płaciłem wtedy kary - dodaje.

Na tej trasie zdarzają się także inne charakterystyczne punkty. Teraz najczęściej są to zwężenia. - Właśnie koło tych kopuł teraz są roboty. Już do tego się przyzwyczailiśmy, ale przez to nie jeździ się płynnie. Najgorzej jest w piątki - narzeka Surma.

Codzienne pokonywanie blisko 150 km może być uciążliwe, ale większości piłkarzy minusy nie przesłaniają plusów, czyli możliwości przebywania z rodziną.

PIOTR I PAWEŁ BROŻKOWIE - PIŁKARZE SPRZED OŁTARZA


Na zakończenie roku Wisła z Ruchem w Chorzowie