Jacek Bednarz: Zarzucali mi, że w Wiśle uprawiam "czarnowidztwo"

PRZEGLĄD PRASY. - Nie mam traumy związanej z odejściem z Wisły - zapewnia Jacek Bednarz, były prezes Wisły Kraków, obecnie prokurent zarządu Ruchu Chorzów. Cytuje go "Dziennik Polski".
Facebook? » | A może Twitter? »


Bednarz w Wiśle prowadził otwartą wojnę z kibolami. Jak przyjął zwolnienie? - Spokojnie. Koncentruję się na tym, co będzie, a nie na tym, co było. Mimo wszystkich okoliczności, jakie towarzyszyły mojemu odejściu, generalnie okres pracy w Wiśle wspominam pozytywnie - przekonuje.

Przy Reymonta walczył z niechęcią trybun, ale też przede wszystkim z problemami finansowymi. O długach w klubie do dziś mówi się niemal częściej niż o wynikach. - Niektórzy zarzucali mi, że mówię zbyt często, jak jest w Wiśle źle, że uprawiam wręcz "czarnowidztwo", ale ja starałem się po prostu obiektywnie przedstawiać rzeczywistość. Mimo że sytuacja nie była różowa, udało nam się stworzyć całkiem przyzwoity zespół - twierdzi Bednarz.

- Zostałem odwołany dlatego, że niektórym po prostu przeszkadzała moja osoba, i to nie tylko kibolom. Jak się ostatecznie okazało, w pewnym momencie również właścicielowi, dlatego postanowił się ze mną rozstać - dodaje.

Bednarz mówi więcej. Nie zgadza się z tym, że Wisła na konflikcie z kibolami straciła trzy miliony złotych, "a tak sprawa została przedstawiona przez nowe władze klubu". I przyznaje, że klub może mieć "jakiś problem" z uzyskaniem licencji na grę w ekstraklasie. - Kara ujemnych punktów, jaka została nałożona na Wisłę, nie wzięła się przecież z sufitu - podkreśla.

Więcej w "Dzienniku Polskim"

PIOTR I PAWEŁ BROŻKOWIE - PIŁKARZE SPRZED OŁTARZA