Piotr i Paweł Brożkowie - piłkarze sprzed ołtarza

- Grzeczne chłopaki, tylko ojciec ich gonił, bo zamiast się uczyć, to za piłką latali - opowiadają w Białogonie. W piątek Paweł Brożek zagra przeciwko Piotrowi, swojemu bliźniakowi
Facebook? » | A może Twitter? »


- Jak się pan czuje po strzeleniu bramki? - pyta młody dziennikarz.

- Ale ja jestem Piotrek, Paweł zaraz wyjdzie - pada odpowiedź. Na tym wywiad się kończy, a starsi dziennikarze zanoszą się śmiechem.

Takich sytuacji po meczach było co najmniej kilka, bo Brożków na pierwszy rzut oka trudno rozpoznać. - Pomylić nie szło się tylko wtedy, gdy wychodzili na boisku, bo jeden mańkut, a drugi prawus - uśmiecha się Marian Szczepanik, kierownik obiektu Polonii Białogon, związany z klubem od ponad 20 lat.

Fajne chłopaki, zawsze się odkłonili

Do Parafialnego Klubu Sportowego Polonia trafili dzięki służeniu do mszy. Byli ministrantami w Białogonie (dzielnica Kielc), gdzie wikariuszem był ksiądz Andrzej Zapała (później obu braciom udzielał ślubów). To on w 1992 r. postanowił założyć drużynę. Treningi zaczęło 50 chłopców, wybrano z nich 15. Wśród nich byli Brożkowie, którzy w trampkarzach w sumie potrafili zdobyć ponad 70 bramek. Niektórzy do dziś twierdzą, że ostro między sobą rywalizowali.

- Fajne chłopaki. Grzeczne, zawsze się odkłonili. Tylko ojciec ich gonił, bo zamiast się uczyć, to za piłką latali. Mieli talent, ale na boisku często się kłócili. Niby lubili grać w jednej drużynie, ale jak coś nie szło, to była awantura. Czasem miałem wrażenie jakby się ścigali, który strzeli więcej. Takie zadziory - uśmiecha się Szczepanik.

Podobnie było w Wiśle. - Paweł nie wyobrażał sobie, by Piotrek do niego nie podał. Jak było inaczej, to zaczynał wymachiwać rękami. To było irytujące - opowiada Andrzej Iwan, który był w sztabie trenerskim, gdy bliźniacy wchodzili do seniorskiej kadry Wisły.

Do Krakowa sprowadził ich Adam Nawałka i traktował jak synów. Dbał o nich na każdym kroku i nie pozwalał, by wciągnęły ich pokusy dużego miasta. Zaczynali w juniorach, podobno dostawali po 400 zł stypendium miesięcznie. - Najpierw nie chciała ich Korona, ale jak się w Kielcach połapali jakie to talenty, to rozpętała się burza. Od Wisły jakieś pieniądze dostaliśmy, ale niewielkie. Gdyby nawet chcieli odejść za darmo, to byśmy się zgodzili. Znam ich od drugiej klasy podstawówki i już wtedy mieli jedno marzenie - zagrać z orzełkiem na piersi - wspomina Kazimierz Mądzik, który dobijał targu z Wisłą i do dziś zasiada w zarządzie Polonii.

Dodatek do brata

Pierwszym sukcesem bliźniaków w Wiśle było mistrzostwo Polski juniorów w 2000 r. Kluczową bramkę zdobyli... niemal na pół - uderzał Piotr, dobijał Paweł. Zdarzało się, że razem występowali w ataku, ale z czasem Piotr został obrońcą. Choć jest o pięć minut starszy (mówi też, że mądrzejszy), do tego pierwszy się ożenił i został ojcem, to jednak w bliźniaczym związku rządził Paweł. - Wystarczyło, że się odezwali i już było wiadomo, który jest który. Paweł zawsze miał predyspozycje do przewodzenia w tym duecie - podkreśla Iwan.

Piotr i Paweł Brożkowie podczas pożegnania z Wisłą w 2011 roku

Gdy Piotr po meczu chciał uniknąć wywiadu, Paweł dwoma słowami przywoływał go do dziennikarzy. Także na boisku miał więcej do powiedzenia, choć starszy z braci pokazywał pazurki. Na meczu w Wodzisławiu krzyknął do Macieja Skorży "To sam zagraj!", za co szkoleniowiec ściągnął go z boiska. A gdy trener Robert Maaskant posadził go na ławce, Piotr z przekąsem sugerował, by lepiej obejrzał jego świetny występ z Barceloną. Zresztą holenderski szkoleniowiec dał do zrozumienia, że obaj bracia są piłkarskimi leniami, za co mieli do niego wielki żal. To właśnie za Maaskanta odeszli do Trabzonsporu. Komentowano wówczas, że Piotr jest tylko dodatkiem aklimatyzacyjnym dla Pawła (napastnik kosztował 2 mln euro, obrońca 200 tys. euro).

Na Reymonta wrócili w 2013 r. Paweł w lipcu, Piotr w październiku. W Wiśle zadowoleni byli tylko z tego pierwszego, z drugim umowy nie przedłużono i przeniósł się do Piasta Gliwice, z którym krakowianie zmierzą się w piątek. - Już się przekomarzamy. Piotrek oczywiście mówi, że wygrają. No zobaczymy... - uśmiecha się Paweł.

Bez imion na koszulkach

A ich Polonia dziś gra w B klasie i na stronie internetowej reklamuje się hasłem "Tutaj zaczyna się Twoja kariera piłkarska. Daj się zauważyć skautom z zawodowych klubów Anglii, Hiszpanii i Włoch". Bracia do klubu nie zaglądają, choć kilka lata temu jeden z nich przyjął zaproszenie na mecz z okazji otwarcia boiska. - Przyjechać miał Paweł. Ale był Piotrek, bo Paweł nie mógł. Czy mi się pomylili? Nie, zapewniam pana, że dla mnie to nie muszą mieć nawet imion na koszulkach. Wystarczy, że zobaczę jak się ruszają i wiem, który jest który - podkreśla Mądzik.

Iwan: - Te Brożki to naprawdę fajne chłopaki. Sympatyczni, pomocni, do rany przyłóż. Szkoda tylko, że nie udało się z nich wycisnąć więcej. Ukształtowało ich podwórko, mieli charaktery trudne do okiełznania. Adaś Nawałka pilnował ich jak oka w głowie i gdyby nie odszedł z Wisły, to zrobiliby wielkie kariery. W pewnym momencie ktoś jednak nad nimi nie zapanował. Bo jak ja przychodziłem do Wisły, to najpierw uciekłem spod stadionu, bo obawiałem się wejść do szatni, gdzie byli wielcy zawodnicy. Mówiłem wszystkim na "pan", znałem miejsce w szeregu. A za Pawła Brożka to w szatni była już demokracja. Gdyby wówczas Arek Głowacki, Mirek Szymkowiak czy Tomek Frankowski go utemperowali, osiągnąłby więcej.

BRAŁEM PO 3-4 TABLETKI DZIENNIE... [WYWIAD]


Który z braci Brożków może jeszcze wrócić do reprezentacji Polski?