Sport.pl

Emmanuel Sarki tak gra, że Franciszek Smuda żartuje o wizycie w Kobierzynie

W klubie jest jednym z najmniej efektywnych zawodników, w reprezentacji od razu stał się jedną z największych gwiazd. Emmanuel Sarki przeciwko Górnikowi Łęczna strzelił pierwszą od półtora roku bramkę.
- Czasami doprowadzają mnie do takiego stanu, że myślę, że już za sekundę będę w Kobierzynie - mówił o Sarkim i Wildzie-Donaldzie Guerrierze po meczu z Górnikiem Łęczna trener Wisły Franciszek Smuda.

Chwilę wcześniej cieszył się z bramki strzelonej przez Nigeryjczyka, ale była to radość przez mocno zaciśnięte zęby. Przez 45 minut (tyle grał Sarki) szkoleniowiec krzyczał, podskakiwał i wymachiwał rękoma, zdenerwowany grą skrzydłowego. - Mógł dziś sam strzelić trzy bramki, ale jego decyzje w mózgu są inne - ocenił.

To typowy obrazek ostatnich kilkunastu miesięcy. Jeśli na kimś skupia się gniew Smudy w trakcie meczu, to właśnie na którymś ze skrzydłowych. Później na konferencji prasowej można spodziewać się dość barwnych podsumowań. - Żeby do niego dotrzeć, trzeba iść piechotą do Lagos - twierdził o Sarkim trener.

Dziś trzeba iść jeszcze dalej, bo skrzydłowy do Wisły przychodził jako Nigeryjczyk, ale odejdzie już jako Haitańczyk. Dzięki Guerrierowi zadebiutował w reprezentacji z karaibskiej wyspy. Jego przodkowie trafili do Afryki jako misjonarze. Gdy spotkał się z dziennikarzami po pierwszym powołaniu do kadry Haiti, mieszał się w wypowiedziach. Jednemu powiedział, że jego pradziadek ma 132 lata. Jeszcze większe różnice były, gdy pytano go o wizyty na wyspie. Najpierw przyznał, że był tam dwa razy, później, że dwukrotnie mógł tam być, a na koniec dnia powiedział jednak, że w ogóle go tam nie było.

Jeśli poza boiskiem Sarki jest chaotyczny, to po wejściu na murawę wcale nie robi się bardziej uporządkowany. W każdym meczu potrafi się urwać obrońcy, by później fatalnie dośrodkować. Stąd gniew Smudy, a z czasem też i piłkarzy Wisły, zwłaszcza Pawła Brożka, który nie może się doprosić celnego podania w pole karne od skrzydłowego.

Zawodnicy po meczach nabierają jednak wody w usta. - Nie będziemy na niego narzekać. On ma olbrzymi potencjał motoryczny i każdy trener czy piłkarz chciałby najlepiej to wykorzystać - mówi Arkadiusz Głowacki, kapitan Wisły.

Nie byłoby jednak takiej dyskusji wokół Sarkiego, gdyby nie to, że w ostatniej akcji meczu strzelił bramkę. Pierwszą od ponad 50 meczów w ekstraklasie. - Bardzo się z tego cieszę. Długo czekałem na ten fantastyczny moment. To wielka ulga - mówił.

Gol rozluźnił skrzydłowego i podzielił się on wspomnieniami ze zgrupowania reprezentacji Haiti. - Zagrałem cztery mecze w ciągu tygodnia i był to dla mnie bardzo trudny tydzień. Pierwszy zacząłem na ławce, dopiero w drugim spotkaniu wyszedłem od początku. Byłem najlepszy i miałem dwie asysty - zapewniał Sarki.

Wraz z Guerrierem wziął udział w Pucharze Karaibów, który Haiti zakończyło na trzecim miejscu. Dzięki temu Haitańczycy zakwalifikowali się do przyszłorocznego Złotego Pucharu federacji CONCACAF, czyli głównego turnieju strefy Ameryki Północnej, Środkowej i Karaibów.

27-letni skrzydłowy dopiero niedawno wszedł do kadry, ale - jak twierdzi - trener daje mu odpowiedzialne zadania. - Powiedział, że najlepiej wykonuję stałe fragmenty - mówi, ale w jednym z meczów nie strzelił rzutu karnego. - Ciążyła na mnie wielka odpowiedzialność.

W reprezentacji Haiti Sarki może czuć się jak gwiazda. Zupełnie inaczej jest w Wiśle, w której skrzydłowy ma dogrywać piłki. Praktyka pokazuje jednak, że sprawia mu to trudności. Gdy nie wychodzi, od razu słyszy okrzyki z ławki.

- Trener Smuda nie krzyczy na mnie, by mnie rozproszyć, ale zmotywować. Ma rację, musi pchać całą drużynę do przodu, nie tylko mnie. Po meczu powiedział mi, że wykonałem bardzo dobrą pracę - zakończył zawodnik.

Kto był najlepszym piłkarzem Wisły w meczu z Górnikiem Łęczna?
Więcej o: