Zapchajdziura w Wiśle na wagę złota

Jeśli jeszcze założy rękawice bramkarskie, to zaliczy wszystkie pozycje w defensywie. - Może właśnie z powodu tej elastyczności Dariusz Dudka nie zrobił większej kariery? - zastanawia się trener Mirosław Jabłoński.
Facebook? » | A może Twitter? »


Gdy Adam Nawałka jako szkoleniowiec Wisły chciał przesunąć Clebera o kilka metrów w lewo, Brazylijczyk wynajął tłumacza i jasno dał do zrozumienia, co o tym myśli. A gdy któryś z innych trenerów drużyny z Reymonta zamierzał eksperymentować z pozycją Marcina Baszczyńskiego, musiał liczyć się z niezadowoleniem i kilkudniowym narzekaniem.

Tymczasem Dudka w sobotnim meczu ze Śląskiem prawdopodobnie zaliczy czwartą zmianę pozycji w sezonie, ale zdążył się już do tego przyzwyczaić. Bo dziś do żadnego zawodnika Wisły lepiej nie pasuje wyświechtane: "zagram tam, gdzie wystawi mnie trener".

To nie rzucanie kostką

Kombinowanie z pozycjami miał wpisane w piłkarki życiorys. Poważnie w piłkę zaczął grać w Amice Wronki. Przychodził jako zawodnik prawonożny, mimo to trenerzy woleli wystawiać go po lewej stronie.

- Bardzo dobrze mieć takiego piłkarza. Darek zawsze był uniwersalny, ale może właśnie z tego powodu nie zrobił większej kariery? W końcu talent miał, do treningów się przykładał, ale częste zmiany pozycji nie zawsze wychodzą na dobre. Może coś w tym jest, że jeśli w wielu rzeczach jesteś bardzo dobry, to w żadnej nie jesteś doskonały - zastanawia się Jabłoński, jeden z pierwszych trenerów Dudki w dorosłej piłce.

Dziś jest podobnie. Stoper, defensywny pomocnik, prawy obrońca, a w najbliższym meczu również lewy - wyznaczanie pozycji dla 31-letniego Dudki może przypominać rzucanie kostką, ale wynika tylko z potrzeby łatania dziur. Zastępował już Arkadiusza Głowackiego i Łukasza Burligę, teraz ma zagrać w miejsce Macieja Sadloka (w sobotę ze Śląskiem przy Reymonta będzie pauzował za kartki).

- Dla nas to był zawodnik na wagę złota. Bardzo dobrze grał lewą i prawą nogą, a to potrafi niewielu. Najpierw dobrze spisywał się z boku, ale wolał występować w środku. Nie narzekał przy zmianie pozycji, bo wiedział, jakie ma atuty - wspomina Rafał Janas, który w Wiśle był asystentem trenera Macieja Skorży.

Za tych szkoleniowców Dudka też łatał w defensywie dziury. Podobnie było w reprezentacji - podczas mistrzostw świata w 2006 r. wszedł na bok obrony w końcówce spotkania z Niemcami i popełnił błąd przy golu.

Zapchajdziura? Nie, jest zupełnie inaczej

Wydawało się, że po tym spotkaniu będzie mu trudno wrócić do reprezentacji, ale Leo Beenhakker zobaczył w nim defensywnego pomocnika i Dudka w kadrze wystąpił jeszcze... 57 razy (łącznie na koncie ma 65 meczów).

Dudka jest na tyle wszędobylskim zawodnikiem, że w styczniu niektórzy uwierzyli, że podpisał umowę z TS Celulozą Kostrzyn z... drugiej ligi futsalu. Po nieudanym pobycie w Levante i Birmingham tak bardzo chciał znaleźć klub, że podobno był w stanie zgodzić się na wielką obniżkę zarobków. Plotka z Celulozą okazała się nieprawdziwa, a kilka tygodni później zawodnik podpisał umowę z Wisłą. Ku radości trenera Smudy. - Ma zdrowie i przez 90 minut może biegać jak nakręcony - chwali Dudkę szkoleniowiec Wisły.

Janas: - O takich zawodnikach jak Darek często mówi się, że są zapchajdziurami, bo trzeba im szukać miejsca na boisku. Ale z nim jest zupełnie inaczej - on po prostu potrafi poradzić sobie na wielu pozycjach i jest bardzo drużynie potrzebny. Czy jest drugi równie uniwersalny zawodnik w naszej lidze? Oj, musiałbym się mocno zastanowić...



Wisła ze Śląskiem