Sport.pl

Trudne życie po Wiśle Kraków

Telefony po wiślaków miały się urywać, ale większość nie trafiła do lepszych klubów. Największych pechowców czeka wyrwa w piłkarskim życiorysie.
Wisła Ekstra! Wywiady, ciekawostki, reportaże - to wszystko wyślemy Ci na pocztę »

Gdy przed zakończeniem sezonu dzwoniliśmy do menedżerów piłkarzy Wisły, większość rzucała ligami, z których zawodnicy mają oferty. Sportowo zyskali jednak nieliczni, a niektórym plany pokrzyżowały kontuzje.

Trzask w dysku

Największych przegranych jest dwóch: Gordan Bunoza i Michał Miśkiewicz. Bośniak poprzedni sezon miał bardzo udany, grał w środku oraz na lewej obronie i wydawało się, że mocne ligi stoją przed nim otworem.

Jeszcze w kwietniu miał podobno siedem (!) ofert, a dziś jest bezrobotny. Nawet jeśli wkrótce się to zmieni, to Bunoza nie będzie szalał z zachwytu, bo wszystko wskazuje na to, że podpisze umowę z Pescarą Calcio, która we włoskiej Serie B zajmuje dopiero 14. miejsce. - Gordan dużo wcześniej znalazłby pracodawcę, ale musiał przejść operację i czekaliśmy, aż będzie zdrowy. Nie chcę nic mówić, bo musimy dopiąć transfer - podkreśla Elvis Basanović, agent Bunozy.

Bardziej rozmowny był Szymon Pacanowski, polski menedżer, który również szukał klubu dla Bośniaka. - Zainteresowanych było kilka ciekawych drużyn, m.in. Czornomorec Odessa, zespoły z Belgii i Polski. Tyle że Gordan nabawił się kontuzji pleców. W tej sytuacji odmawiał wyjazdu na testy medyczne, bo chciał być w porządku. Dopiero dwa tygodnie temu doszedł do siebie i liczę, że we Włoszech wróci do formy - podkreśla Pacanowski.

W gorszej sytuacji jest Miśkiewicz. W Wiśle odbudował się, zaliczył najlepszy sezon w karierze i dostał nawet powołanie do reprezentacji. Chciał zostać przy Reymonta, ale nie porozumiał się z klubem. Wówczas sytuacja nie wydawała się beznadziejna, bo menedżer zapewniał, że ma kilka ciekawych ofert. Miśkiewicz czekał na telefon i trenował indywidualnie. Podczas jednych z zajęć nabawił się kontuzji. - Musiałem przejść operację - mówi oficjalnej stronie Wisły.

Dziś 25-letni bramkarz rehabilituje się i zdrowy ma być pod koniec listopada. To oznacza, że będzie miał co najmniej rundę przerwy w piłkarskim CV.

Przeczytaj też:Polska rejestracja pomaga Michałowi Nalepie na Węgrzech »

To nie koniec urazów

Latem z Wisłą pożegnało się aż 12 zawodników. Trzech (Dawid Kamiński, Dominik Kościelniak i Patryk Fryc) występuje w I lidze, Danijel Klarić biega po boiskach regionalnej ligi austriackiej (w rezerwach Sturmu Graz), a Jan Kocoń i Fabian Burdenski nie grają w ogóle (pierwszy jest zawodnikiem FSV Frankfurt z niemieckiej 1. Bundesligi, drugi bez klubu). Obiecująco w Ruchu Chorzów zaczął Michał Szewczyk (w eliminacjach Ligi Europy był w pierwszym składzie), ale nabawił się kontuzji i gra w III-ligowych rezerwach.

Najczęściej występuje Piotr Brożek, choć rok temu nie myślał, że będzie w Piaście Gliwice. W kratkę radzi sobie Michał Chrapek w Catanii (włoska serie B). Zaczął od asysty, ale później też nabawił się urazu i wchodzi z ławki. W klubie nie mogą być zadowoleni, bo drużyna miała walczyć o awans, a zajmuje 20., czyli spadkowe miejsce.

Przedstawicielem najbardziej zadowolonych ekswiślaków jest Michał Nalepa. W Wiśle grał średnio mniej niż pół godziny na mecz, a w Ferencvarosie ma szansę zostać podstawowym obrońcą.

Więcej o: