Były piłkarz i trener Wisły, teraz selekcjoner, czyli Adam I Zwycięski

Pod wodzą krakowianina Adama Nawałki Polska pierwszy raz w historii pokonała Niemcy. - Już teraz stał się bohaterem narodowym - uważa Marek Motyka, przyjaciel selekcjonera.
Nawałka jest wychowankiem Wisły, był z nią związany niemal całą karierę zawodniczą, a później trzykrotnie był jej trenerem. Sięgnął z nią po mistrzostwo Polski. Koledzy z boiska zapamiętali go podobnie i powtarzają: solidny, rzetelny, pracowity, skromny i pokorny.

Karierę przerwała mu kontuzja, ale Nawałka dobrymi występami (190) zdążył zapracował na miejsce w jedenastce stulecia Wisły obok m.in. Kazimierza Kmiecika czy Antoniego Szymanowskiego. Jaki był na boisku? "Najtwardsi pękali jak krucha zapałka / Pod presją, którą stwarzał Adam Nawałka" - pisał autor fraszek i wierszy Dariusz Zastawny.

Te słowa idealnie obrazują charakter Nawałki piłkarza, ale też trenera. - Wszyscy powiedzą, że zawsze był rzetelny i solidny. Za wcześnie skończył karierę, bo był świetnym piłkarzem. Na boisku pokazywał charakter, a później przeniósł to na ławkę trenerską. Właśnie nim zaraził drużynę, która w końcu pokonała Niemców - twierdzi Marek Kusto, były piłkarz Wisły, który występował z Nawałką.

Pracowitością i pokorą spełnił marzenie - został selekcjonerem reprezentacji Polski. Wielu ekspertów wytykało, że nie ma dużego doświadczenia i niczego w Europie nie osiągnął. Nawałka nie brał sobie zarzutów do serca, tylko robił to, co potrafi najlepiej - ciężko pracował. W niecały rok przetestował rekordową liczbę piłkarzy, a wielu pukało się w czoło. Uważano, że selekcjoner marnuje czas, a weryfikacja nastąpi w spotkaniu z Niemcami.

- Mało mówił, przeżywał porażki, jeździł za granicę, by namawiać do gry niektórych piłkarzy. Wówczas wiele osób próbowało go kopać i ośmieszać, a on teraz pokazuje, że niezasłużenie. Podważali jego autorytet jako trenera Polaka, bo wiele osób oczekiwało, że selekcjonerem będzie obcokrajowiec. Po meczu z Niemcami może chodzić z podniesioną głową. Stał się bohaterem narodowym - twierdzi Motyka.

Kusto: - Adam pracuje 24 godziny na dobę. Spodziewałem się, że to może być trener, który poprowadzi reprezentację do dużych sukcesów. Pierwszy już za nim, i to ogromny.

Nawałka wiedział, że po tym meczu może przejść do historii. I zaryzykował - postawił na dwóch napastników, gdy np. Jan Tomaszewski sugerował, by Polacy poprosili Niemców o jak najniższy wymiar kary. Reprezentacja nie pokazała na Stadionie Narodowym pięknego futbolu, ale zabójczo skuteczny.

Kilka miesięcy temu Nawałka spotkał Motykę w Białej Podlaskiej na konferencji dla trenerów. - Powiedział mi szczerze: "Marek, co ja mam do stracenia? Muszę wyjść na dwóch napastników i wierzyć, że wygramy. Trzeba to piłkarzom uświadomić". Okazało się, że on naprawdę w to wierzył! Nie wiem, czy ktoś inny tak odważnie podszedłby do takiego spotkania. Teraz zaczyna marsz do historii. Ba! On już się w niej znalazł! Do końca życia nikt z Polaków mu tego nie zapomni. Choć na pewno zdaje sobie sprawę, że to początek drogi - przekonuje Motyka.