Nasz komentarz: W Wiśle zapanował dyktat kibola, ale to nie Jacek Bednarz przegrał wojnę

To nie Jacek Bednarz przegrał konflikt z kibolami, ale Wisła i przede wszystkim Bogusław Cupiał - pisze o dymisji Jacka Bednarza z funkcji prezesa Wisły dziennikarz kraków.sport.pl Piotr Jawor
Facebook? » | A może Twitter? »


Kibole świętują zwycięstwo. Przetrwali, pokazali solidarność, finansowo niemal sterroryzowali klub. "To jest ten dzień" - pisali w internecie, a dziś restauracja U Wiślaków z tej okazji postawi 100 piw. To jest to samo miejsce, z którego ponad pół roku temu strzelali racami: na murawę, w sektor rodzinny, w okolice, gdzie siedziały dzieci. Historia zatoczyła koło, kibole się bawią. W tym samym lokalu i pewnie w tym samym towarzystwie.

Gdy przy Reymonta piwo poleje się strumieniami, Bednarz będzie setki kilometrów od Krakowa. Nie będzie już wysłuchiwał bluzgów i mijał setek wyzwisk na murach. Weźmie należną mu odprawę i odejdzie z poczuciem wypełnienia obowiązku - zrobił, co kazał mu przełożony. Bednarz jako prezes może nie sprawdził się w marketingu, nie był wzorem postępowania w kwestii kontraktów, ale jego plan przegonienia kiboli ze stadionu już na początku pobłogosławił Cupiał, dał mu pełne poparcie, a następnie schował się za jego plecami. Bednarz był twarzą konfliktu, Bednarz go prowadził, ale nie Bednarz go przegrał. Klęskę poniósł Cupiał, a z nim cała Wisła.

Właściciel klubu na ogół przymykał oko na kiboli i tylko czasem wymachiwał im przed nosem szabelką. Konflikt zawsze szybko się kończył i na trybuny wracały antysemickie przyśpiewki, burdy, race itd. Teraz przez chwilę będzie spokojnie, ale później wróci stare, tak jak zawsze wracało.

A dziś kibol Wisły jest potężny jak nigdy. Na dobrą sprawę może wejść do klubu, rozłożyć nogi na biurku i powiedzieć: jeśli ktoś mnie wyrzuci, to znów zrobimy bojkot. Wisła stała się bowiem jednym z niewielu miejsc, gdzie nie ma zastosowania powiedzenie: "nie pan mnie zatrudniał i nie pan mnie będzie zwalniał". Bo Bednarza zatrudnił Cupiał, a zwolnili kibole. Skoro są już w stanie wyrzucić z klubu prezesa, to mogą niemal wszystko. Co będzie dalej? Mogą np. nakazać śpiewanie lub oglądanie meczów na stojąco. W końcu kiedyś jeden z kiboli Wisły pobił kibica, bo ten nie chciał ryczeć zaintonowanej piosenki. Jak to mówią: "nasze miejsce, nasze zasady". A może coś bardziej absurdalnego? Np. niedawno trybuny PSV Eindhoven protestowały, bo klub na terenie stadionu chce wprowadzić darmowy internet. Dla niektórych to skandal, bo kibic na meczu ma śpiewać i skakać, a nie gapić się w komórkę czy tablet. Wolny kraj? Kraj tak, ale nie stadion.

Od dziś na wszystko z boku i bez emocji będzie patrzył Bednarz. Może jako pracownik innego klubu, może jako prawnik (takie ma wykształcenie). W spokoju obejrzy mecz w telewizji, bez obaw usiądzie w restauracji i pewnie odetchnie: "jak dobrze, że mnie już tam nie ma".

A pan, panie Cupiał, zostanie z tym dyktatem kiboli. I to dyktatem jeszcze silniejszym, który wyhodował pan na własnej piersi.

Odejście Jacka Bednarza to...