10 lat minęło, czyli Tomasz Frankowski wspomina mecz Wisła Kraków - Real Madryt

Krakowski klub przez ostatnie lata mierzył się z największymi klubami Europy. - A Real był chyba najbardziej renomowanym rywalem - wspomina Tomasz Frankowski w rozmowie z krakow.sport.pl. A było to dokładnie 10 lat temu...
Facebook? » | A może Twitter? »


W przedostatni dzień lipca 2004 roku wiślacy dowiedzieli się, że w III rundzie eliminacji do LM zagrają z Realem. "Przed rokiem Wisła Kraków zrobiła wszystko, by do Ligi Mistrzów nie awansować. I nie awansowała. W tym roku zrobiła wszystko, by się w niej znaleźć i... trafiła w eliminacjach na Real" - pisała wtedy "Gazeta Wyborcza".

Do 11 sierpnia, czyli pierwszego meczu z Hiszpanami, w mediach wyliczano różnice między obydwoma klubami. Budżet Wisły, wynoszący wtedy około siedmiu milionów euro, pozwoliłby krakowianom na utrzymanie jednego tylko Luisa Figo, skrzydłowego Realu. A Jose Camacho miał przecież do dyspozycji też innych "galaktycznych": Ronalda, Davida Beckhama, Zinedine'a Zidane'a...

"Był respekt"

Meczem z tak znanym przeciwnikiem zainteresowana była cała Polska. Spekulowano, że przeniesiony zostanie z Krakowa do... Chorzowa na Stadion Śląski. Piłkarze wyszli jednak na mały wtedy stadion Wisły, na którym zasiadło 11 tys. widzów. Każdy z nich zapłacił grubo ponad sto złotych, by zobaczyć wielkie gwiazdy światowej piłki.

- Dało się wyczuć, że przyjechał do Krakowa ktoś znakomity. Był respekt ze strony naszych kibiców wobec świetnych piłkarzy - mówi Tomasz Frankowski, napastnik krakowskiego zespołu.

Doda na trybunach, Zidane na boisku... ZOBACZ ZDJĘCIA Z MECZU WISŁA - REAL »

Na Wisłę nikt wtedy nie liczył - różnica klas była jasna. Niektórzy nadziei szukali w kilka tygodni wcześniej zakończonych mistrzostwach Europy w Portugalii, gdzie zwyciężyli defensywnie grający Grecy. "Jeśli, jak Grekom, nie zabraknie im zimnej krwi, rywalizacja z gigantem z Madrytu może stać się dramatyczna" - pisała prasa. - Nieee, taka piłka to nie dla nas - mówił jednak napastnik Maciej Żurawski. Frankowski dziś dodaje, że taka gra nie byłaby po prostu w stylu trenera Henryka Kasperczaka.

Garnitur zamiast dresu

- Sami się musieliśmy motywować, żeby dobrze zagrać, bo presji nie było w ogóle - wspomina Frankowski. Motywacji wystarczyło na całkiem spory kawałek meczu. Kultura gry stała po stronie Realu, ale wiślacy potrafili dotrzymać tempa. - 0:0 to był najlepszy wynik, jaki mogliśmy osiągnąć, bo nie przypominam sobie sytuacji z naszej strony - mówi Frankowski.

W 68. minucie na boisku pojawił się Fernando Morientes. Nie minęło pięć minut, a już wpisał się na listę strzelców. Tuż przed ostatnim gwizdkiem Massimo Bussacci trafił po raz drugi i pozbawił Wisły nadziei na awans. W rewanżu krakowianie przegrali 1:3. Honorową bramkę zdobył Damian Gorawski.

Dwumecz z Realem wyzwolił jednak w wiślakach dodatkowe emocje. - Był to chyba najbardziej renomowany rywal spośród tych, z którymi się mierzyliśmy, z najsilniejszą kadrą - wspomina Frankowski. Było to też jedno z nielicznych spotkań, na które trener Henryk Kasperczak założył garnitur zamiast klubowego dresu.

Szampan, buziaki i piękne kobiety, czyli święto w Krakowie