Wisła Kraków ostatkami sił zremisowała z Piastem Gliwice

Wisła Kraków zremisowała z Piastem Gliwice. Jeśli jednak sytuacja kadrowa krakowian będzie się pogarszała w takim tempie, to za kilka kolejek po boisku będą biegali sami juniorzy.
Nie trzeba było kilkunastu kolejek czy plagi żółtych kartek, by Wisła zaprezentowała kadrę meczową niegodną ekstraklasy. Już w drugim spotkaniu trener Franciszek Smuda na ławce musiał otoczyć się żółtodziobami, a w całym meczu dokonał jednej zmiany. Pod koniec Rafał Boguski był tak zmęczony, że padł na murawę, a Maciej Sadlok z braku sił tylko truchtał po boisku. Na ławce nie było jednak nikogo, komu Smuda postanowiłby zaufać.

O ile pierwszy skład nie wyglądał jeszcze najgorzej, to na ławce rezerwowych roiło się od graczy niedoświadczonych. Tak młodych, że czterech razem wziętych miało niemal tyle samo lat co Smuda. Sytuację skomplikowała kontuzja Pawła Brożka, który przed meczem zgłosił kadrze uraz pleców. Smuda musiał więc postawić w ataku na Rafała Boguskiego, który w ostatnim sezonie do siatki trafił... raz. 30-letni zawodnik szarpał, próbował, schodził na skrzydło i nic z tego. Zdecydowanie lepiej radził sobie po przerwie, jako defensywny pomocnik.

Przez kontuzję Brożka na boisku zrobiło się miejsce dla Emmanuela Sarkiego, ale Smuda chyba szybko pożałował, że postawił na Nigeryjczyka. Pierwsze dwa dotknięcia piłki szkoleniowiec skwitował schowaniem twarzy w dłoniach. W pierwszej części podobny gest trener mógł wykonać co najmniej kilka razy. Dośrodkowania fruwały wysoko nad głowami zawodników, tempo akcji było mocno wakacyjne, do tego nie wszyscy piłkarze jakby wiedzieli, co i gdzie mają robić na boisku.

W ciągu kilku dni Wisła nauczyła się jednego - jak najwięcej strzelać. Na inaugurację w Łęcznej krakowianie próbowali wbiec z piłką do bramki, a teraz zdecydowanie częściej decydowali się na uderzenia. Niektóre były bardzo niecelne, inne za słabe, ale strzały Łukasza Garguły czy Macieja Jankowskiego chociaż na chwilę poderwały trybuny. W efekcie w pierwszej części gospodarze uderzali 12 razy, podczas gdy w całym poprzednim meczu strzałów było 13.

Sytuacja zrobiła się beznadziejna, gdy na początku drugiej części Tomasz Podgórski przymierzył z rzutu wolnego. Piłka odbiła się od słupka i zaczęła tańczyć na linii bramkowej. Zawodnicy Wisły tylko mogli się jej przyglądać, bo najbliżej był Jan Polak i dobił piłkę do siatki. Piast prowadził, wiślacy oglądali się na siebie oszołomieni, a goście chyba sami byli zdziwieni, że udało im się zdobyć gola.

Za chwilę to jednak gliwiczanie stali jak wryci. Na murawie doszło do nieporozumienia i w efekcie Maciej Jankowski miał przed sobą tylko bramkarza, który też był zupełnie zmieszany. Wystarczyło tylko trafić w bramkę, ale pomocnik Wisły chybił. - Lepszej sytuacji już nie będzie miał - podsumował Grzegorz Mielcarski, komentator Canal+.

"Smuda, zmieniaj coś" - krzyknął z trybun jeden z kibiców, ale pole manewru było mocno ograniczone. W końcu szkoleniowiec sięgnął po Tomasza Zająca, ściągnął Alana Urygę i w ten sposób postawił wszystko na jedną kartę. Wisła rzeczywiście się rozruszała, zepchnęła Piasta, a Jankowski się zrehabilitował. Idealnie w tempo wyskoczył do dośrodkowania Łukasza Garguły i było 1:1.

Gospodarze cały czas atakowali, Zając udowadniał, że na seniorską piłkę jest już gotowy, ale ciągle brakowało jednego lub dwóch zawodników, którzy weszliby na końcówkę i podnieśli zespół.







Wisła Kraków1 (0)
Piast Gliwice1 (1)
Bramki: Jankowski (77.) - Polak (49.)

Wisła: Buchalik - Burliga, Głowacki, Dudka, Sadlok Ż - Uryga (66. Zając) - Sarki, Stilić, Jankowski, Garguła - Boguski;

Piast: Cifuentes - Klepczyński, Horvath, Polak, Piotr Brożek - Martinez - Murawski (69. Said), Podgórski, Hanzel, Badia (81. Izvolt) - Jurado (76. Wilczek).

Widzów: 4277.