Podsumowanie Wisły i Cracovii, czyli pech, seria, pogrom, transfer, mówca, liczba...

Dlaczego dziennikarze z Warszawy przybijali nam piątki? Komu mogą się śnić strzały w słupek? Po co Cracovia ściągnęła bezużytecznego stopera, a który transfer oczyścił atmosferę w Wiśle?
POGROM SEZONU?

Wisła (5. miejsce): 0:5 z Legią w Warszawie. Jeszcze nigdy za Bogusława Cupiała Wisła nie została tak upokorzona. Rywal robił, co chciał. A po meczu warszawscy dziennikarze podchodzili do nas z hasłem: "Przybij piątkę".

Cracovia (14. miejsce): 1:6 z Lechem Poznań - to spotkanie przeszło do niechlubnej historii klubu. Cracovia tylko raz straciła więcej bramek na własnym stadionie. W 1970 roku przegrała z Hutnikiem 1:7, ale w II lidze. Mimo to po meczu z Lechem kibice bili piłkarzom brawo, a eksperci chwalili ich za postawę w pierwszej połowie (patrz: pechowiec roku).

PECH SEZONU?

Wisła: Rafał Boguski, i to pod każdym względem. Niemal tyle samo czasu co na boisku spędził w gabinetach lekarzy. Po pięciu miesiącach leczenia wszedł na boisko na pół godziny i już do końca sezonu nie wrócił. Jego walka z kontuzjami to przykra norma, ale na miano pechowca zasłużył strzałem w meczu z Piastem Gliwice. Piłka była na linii bramkowej (!), a pomocnik Wisły trafił nią w słupek

Cracovia: Władimir Boljević - wystarczył jeden mecz, by zasłużył na to miano. Jesienią przeciwko Lechowi (patrz: pogrom roku) powinien co najmniej zaliczyć hat tricka, ale cztery razy trafił w słupek. Raz piłka po jego uderzeniu wpadła do siatki, ale wówczas... sędzia niesłusznie odgwizdał spalonego. - W Czarnogórze wszyscy się dziwili, jak to było możliwe. Na szczęście to spotkanie nie śniło mi się po nocach - opowiadał.

SERIA SEZONU?

Wisła: Były dwie. Pierwsza to osiem wygranych z rzędu na swoim stadionie bez straty bramki, czego wcześniej nie było w 108-letniej historii klubu. Ale wiosną przyszło wszystko, co najgorsze - krakowianie przegrali pięć meczów z kolei.

Cracovia: Miała w tym sezonie spektakularne wzloty i równie spektakularne upadki. Najpierw była dobra passa: jesienią po czterech z rzędu zwycięstwach niektórzy optymiści widzieli zespół Wojciecha Stawowego na podium ekstraklasy. Potem był zjazd: po czterech kolejnych porażkach widmo spadku stało się realne, a Stawowy stracił pracę.

TRANSFER SEZONU?

Wisła: Można byłoby roztrząsać, czy ważniejsze było przyjście Semira Stilicia, czy Pawła Brożka, ale w tej sytuacji zdecydowaliśmy się na Patryka Małeckiego. Latami psuł atmosferę w szatni, dzielił kibiców, aż w końcu zaszedł za skórę Bogusławowi Cupiałowi, gdy nie przyszedł na świąteczne spotkanie. Dziś gra w Pogoni Szczecin, wiosną nie strzelił dla niej bramki, nie zaliczył asysty, a gdy z nową drużyną przyjechał na Reymonta, to przegrał 0:5 i "popisał" się tylko pokazaniem kibicom gestu Kozakiewicza.

Cracovia: Marek Wasiluk - ulubieniec prezesa Janusza Filipiaka przez pół roku nie wystąpił w ani jednym meczu. Gdyby właściciel Comarchu był szkoleniowcem, pewnie wystawiałby go regularnie. Kłopot w tym, że trenerem był... trener, a on miał inną wizję. - Niepotrzebnie w ogóle zostałem ściągnięty. Chyba nie było zgody co do mojego transferu - mówił Wasiluk.

MÓWCA SEZONU?

Wisła: Tu bezkonkurencyjny jest trener Franciszek Smuda. Można zarzucać mu niedbałą polszczyznę i pokrętną logikę, ale jego konferencje w porównaniu np. z Tomaszem Kulawikiem czy Michałem Probierzem to niebo a ziemia. "To nie jest tak, że to nie jest piłkarz, tylko jakiś murarz albo piekarz" - mówił o testowanym zawodniku, ale ostrzej odgryzł się Bogusławowi Leśnodorskiemu, prezesowi Legii: "nie znam tego człowieka, jakiś nowicjusz chyba. Co on pajacuje, dobry Boże. Jak grałem w Lidze Mistrzów, to on pod szafę z nocnikiem wjeżdżał". A gdy dziennikarz dopytywał się o transfery, Smuda zbył go hasłem: "A co to jest? Zgaduj-zgadula?". W swoim stylu docenił też Arkadiusza Głowackiego: "To profesjonalista ze skóry i kości. Jak się mu rzuci cegłę, to i tak zagra głową".

Cracovia: Mateusz Żytko - to specjalista od barwnego opisywania porażek. Kiedy ktoś musi stanąć przed dziennikarzami i tłumaczyć drużynę ze słabej gry, to zazwyczaj jest to on. - Jesteśmy drużyną mężczyzn, a nie jakichś cipulinek - powiedział po meczu z Zawiszą. A innym razem mówił: - Jesteśmy w szambie. Nie po szyję, ale po klatkę piersiową.

LICZBA SEZONU?

Cracovia: 9 porażek poniosła przy ul. Kałuży. Napisać, że nie rozpieszczała kibiców, to nic nie napisać. Tak często jak ona na własnym stadionie nie przegrał żaden inny zespół ekstraklasy. Nic dziwnego, że poziom irytacji na trybunach sięgał zenitu. Często dało się słyszeć ironiczne brawa i niewybredne okrzyki.

Wisła: 3330 minut spędził na boisku bramkarz Michał Miśkiewicz. Od pierwszej do ostatniej minuty zagrał we wszystkich spotkaniach jako jedyny w ekstraklasie.

SAMOBÓJ SEZONU?

Wisła: Naturalnym wyborem byłoby podanie Michała Nalepy, które wpadło do bramki, bo w piłkę nie trafił bramkarz Michał Miśkiewicz. Ale zdecydowaliśmy się na zachowanie części kibiców, która poparła bojkot kiboli i nie przychodzi na mecze. Taki brak wsparcia może być dla klubu bardziej bolesny nie niejeden samobój.

Cracovia: Janusz Filipiak - tego, co mówił po zwycięskim (!) meczu z Jagiellonią Białystok, słuchaliśmy z otwartymi ze zdziwienia ustami. Wylał kubeł pomył na trenera Wojciecha Stawowego, jakby wszystko, co złego dzieje się w Cracovii, było jego winą. Prezes koncertowo zepsuł atmosferę w drużynie i dał jasny sygnał, że klub trawią konflikty.