Wisła Kraków. Jacek Bednarz: Łukasz Burliga musi iść na leczenie zamknięte

- Gdybyśmy odebrali Łukaszowi Burlidze możliwość grania w piłkę, to być może pozbawilibyśmy go ostatniej deski ratunku - uważa Jacek Bednarz, prezes Wisły Kraków.


Burliga spotkał się z dziennikarzami, ale wygłosił tylko oświadczenie i nie odpowiadał na pytania. Później sprawę na siebie wziął Jacek Bednarz. - Liczę, że po pierwszej części terapii Łukasz się z wami spotka. Teraz jednak potrzebuje trochę spokoju - mówił prezes Wisły.

Bednarz przyznał, że zarząd klubu spotkał się nie tylko z Burligą, ale również z psychoterapeutką, która pracuje z zawodnikiem od pięciu lat. - Po tej rozmowie inaczej patrzymy na sprawę. Problem dotyczy nie tylko piłkarzy, ale również np. dziennikarzy. Wielu ma problemy z hazardem czy alkoholem, a mimo wszystko starają się wykonywać swoją pracę. Czasem przez aktywność zawodową można wyjść na prostą. Gdybyśmy mu odebrali granie w piłkę, to być może pozbawilibyśmy go ostatniej deski ratunku, a to byłoby nieludzkie i niesprawiedliwe - mówił Bednarz.

W tej sytuacji klub ukarał zawodnika 15 tys. zł kary oraz zdyskwalifikował go na rok w zawieszeniu na dwa lata. Teraz jednak sprawą zajmie się PZPN, który może zmienić decyzję Wisły.

Przy Reymonta wiedzieli o problemach Burligi. Prezes Bednarz przyznaje, że rozmawiał o tym z zawodnikiem podczas podpisywania umowy w 2013 r. - Wówczas deklarował, że sprawa jest zakończona. Ale w przypadku takiej choroby kluczowa jest silna wola. On przez 8/9 czasu jest poczytalny, ale na jakiś czas jego poczytalność się wyłącza i podejmuje decyzje impulsem, a nie rozumem - mówił Bednarz.

W klubie nie mają już wątpliwości, że same spotkania z psychoterapeutą to za mało. - Ona go nie trzyma za rękę, tylko widują się na umówionych spotkaniach. Psychoterapeutka i Łukasz są świadomi, że musi iść na leczenie zamknięte. To jest konieczne. Podczas gdy w piłkę trudno jest wykroić z życia 3-4 tygodni, ale może w czerwcu uda się to zrobić i wróci na drugą część przygotowań - uważa Bednarz.

Prezes uważa, że klub nie miał możliwości sprawdzić, jakie mecze obstawiał Burliga. Gdyby okazało się, że były to spotkania polskiej ligi piłkarskiej, to kara od PZPN mogłaby być bardzo surowa. - Takie rzeczy może zweryfikować tylko prokuratura lub policja. Łukasz zapewnił nas jednak, że polskiej piłki nie obstawiał - mówi Bednarz.

Teraz przy Reymonta będą próbowali namówić wszystkich zawodników, by w swoich kontraktach zawarli zapis zakazu uprawiania hazardu. Bednarz przyznał jednak, że u żadnego innego zawodnika nie widział sygnałów związanych z nałogiem.