Jacek Bednarz, prezes Wisły mówi dlaczego można wpaść w depresję [WYWIAD]

- W trzech meczach byliśmy lepsi, a zdobyliśmy tylko punkt. To budzi rozgoryczenie. Mimo to celem na koniec sezonu jest podium - mówi Jacek Bednarz


Rozmowa z Jackiem Bednarzem, prezesem Wisły Kraków

Piotr Jawor: Jeśli chodzi o licencję na grę w ekstraklasie, to w tym sezonie śpi pan spokojniej niż przed rokiem?

Jacek Bednarz: Trochę, choć nie wiem, czy w mojej sytuacji ktokolwiek mógłby spać spokojnie. W zeszłym roku było potężne ryzyko, czy zdążymy, bo do ostatniego dnia załatwialiśmy różne sprawy. Teraz z częścią formalności uporaliśmy się 10 dni przed terminem, w zeszłym tygodniu spłaciliśmy część dłużników, a z innymi się porozumieliśmy.

Jak wyglądają sprawy z zaległościami dla piłkarzy?

- Jeszcze je mamy, ale ten dług został potężnie zredukowany. Obecnie łączne zaległości to może 1/15 naszego rocznego budżetu [ok. 1,2 mln zł]. Jestem bardzo zbudowany postawą wszystkich byłych zawodników, a szczególnie zagranicznych. Są wobec nas bardzo eleganccy. Fajnie zachował się też Radek Sobolewski, który nie pierwszy raz poszedł nam na rękę i pomógł. Mamy zamiar rozliczyć się z nimi do końca czerwca.

Obecnym zawodnikom płacicie na bieżąco? Plan zakładał, że uda się to z końcem marca.

- Zalegamy im jeszcze za jeden miesiąc, ale od maja powinniśmy zacząć płacić już na bieżąco, a w czerwcu uregulować wszystkie premie. Prawda jest taka, że teraz musimy zapłacić bonus tylko za luty, bo w marcu zawodnicy zdobyli raptem punkt.

Ale jako prezesa pewnie martwi Pana pięć ostatnich meczów bez zwycięstwa.

- Najbardziej żałuję, że w trzech z nich byliśmy lepsi, a zdobyliśmy zaledwie punkt. W tej sytuacji można popaść w depresję, budzi to moje rozgoryczenie. No, ale nikt nie mówił, że będzie łatwo.

A może zawodnikom przeszkadza to, że już zrealizowali cel, czyli awansowali do grupy mistrzowskiej.

- Nie podejrzewam ich o to. Z Zagłębiem brakowało jednak determinacji, by strzelić gola. Chcieliśmy z piłką wjechać do bramki, a może trzeba było się decydować szybciej na strzał? Arkadiusz Piech uderzył słabo, a bramka padła...

Jaki teraz cel stawia pan przed zawodnikami?

- Zostać na podium, bo to jest przepustka do gry w europejskich pucharach. Byłoby jednak wielką arogancją z naszej strony gdybyśmy, widząc jak wygląda pierwsza ósemka, mówili, że trzecie miejsce jest już nam dane. Wraca Arkadiusz Głowacki, mam nadzieję, że do gry gotowy będzie też Dariusz Dudka i obronimy miejsce na podium.

Jesteś kibicem i jesteś z Krakowa? Musisz zostać fanem Facebooka Kraków - Sport.pl »

Michał Miśkiewicz w Lubinie się nie popisał, zawinił przy dwóch golach. Paradoksalnie może to panu ułatwić negocjacje jego nowej umowy.

- W dwóch sytuacjach zachował się bardzo dobrze, ale - choć to komunał - piłka nożna jest grą błędów. Popełnił jeden, który będziemy długo pamiętać. Musi to wziąć "na klatę". Ale nie chcę się na ten temat wypowiadać, bo to, co powiedział trener na konferencji, powinno wystarczyć [szkoleniowiec stwierdził, że strzał z wolnego sam by obronił - przyp. red.]. Z drugiej strony można by też mieć pretensje np. do Gordana Bunozy, który naraz zaatakował Piecha i po tym był rzut wolny. Ten wynik jest "zasługą" całej naszej drużyny.

W najbliższym czasie można spodziewać się jakichś wiadomości w sprawie przedłużania kontraktów?

- Tak.

W tej grupie jest Michał Nalepa?

- Powinniśmy się porozumieć. Michał jesienią był rozczarowany, bo nie grał, ale to normalna reakcja. Teraz wystąpił w kolejnym spotkaniu i wypadł poprawnie. To młody zawodnik, ale zimą zderzył się trochę z rzeczywistością. Młodzieżowy reprezentant Polski i nagle nie było na niego chętnych, a menedżer próbował znaleźć mu klub. Wisła jest chyba dla niego dobrym miejscem, gdzie może pograć.

Przymierzacie się już do letnich ruchów transferowych?

- Jakieś pieniądze powinny się zwolnić. Prochu nikt nie wymyśli jak powie, że przydałyby się wzmocnienia. Ale nie spodziewam się, żeby sytuacja była tak radykalnie dobra, byśmy robili transfery za miliony.