Sport.pl

Gdyby Paweł Brożek był w formie z maja 2010 roku...

Wisła od czterech lat wraca z Łazienkowskiej z pustymi rękami. - Mam nadzieję, że w niedzielę uda się coś strzelić - mówi napastnik Paweł Brożek, który w 2010 r. ściągnął gwizdy na... piłkarzy Legii w Warszawie.
Gdyby wszystko ułożyło się idealnie po myśli 31-letniego napastnika, to do Krakowa wracałby w świetnym nastroju. Jest niemal pewne, że w niedzielę rozpocznie trzecią setkę występów w ekstraklasie, bo mecz z Ruchem był jego 200. O drugie osiągnięcie będzie zdecydowanie trudniej, bo wymagałoby od Brożka strzelenia aż trzech bramek, a wówczas mógłby się pochwalić 100 golami w ekstraklasie.



Zadanie łatwiej byłoby osiągnąć, gdyby był maj 2010 r. Wówczas Wisła była wiceliderem i jechała do Warszawy na mecz z Legią, która była szargana wielkimi problemami. Gospodarzy zdołował Brożek, który skompletował hat trick. Żegnały ich gwizdy, a krakowianie ostatni raz wyjeżdżali z Łazienkowskiej jako zwycięzcy. Później przegrali tam trzy mecze, w których zdobyli tylko jedną bramkę, a stracili sześć.

Teraz też nie są faworytami, bo zajmują trzecie miejsce, a Legia jest liderem. Do tego w ostatnich dwóch spotkaniach zdobyli tylko punkt, a Brożek gola nie może strzelić od czterech spotkań.

- Ale wcześniej czy później ta jego czarna seria się skończy i będzie strzelał prawie w każdym meczu. Jest bardzo doświadczonym piłkarzem i znajdzie na to sposób. Nie ma jednak łatwo, bo obrońcy rywali skupiają na nim całą uwagę - podkreśla Marek Kusto, były zawodnik Legii i Wisły w rozmowie z krakow.sport.pl.

Brożek za pośrednictwem oficjalnej strony Wisły wczoraj odpowiadał na pytania zadawane przez kibiców. Jedno z nich było bardzo optymistyczne: "Ile goli strzelisz Legii i ile wygramy?". - Strzeliłem im już 11 bramek. Mam nadzieję, że w niedzielę również się uda. Co do wyniku, to staram się nigdy nie prognozować - odpowiedział napastnik krakowian, a przy okazji kolejnego pytania dodał: - Na Legię nie trzeba nas mobilizować. Wiemy, że to ważne spotkanie dla kibiców. Fajnie byłoby nawiązać do meczu jesiennego, kiedy wygraliśmy 1:0, lecz trzeba pamiętać, że mamy problemy kadrowe i trener musi szukać optymalnego ustawienia.

Spotkanie Legia - Wisła w niedzielę o godz. 13. Kibice będą mogli je obejrzeć tylko w telewizji, bo z powodu zadymy kiboli stadion przy Łazienkowskiej został zamknięty na jeden mecz.

Więcej o: