Paweł Brożek - jedyny napastnik Wisły - stąpa po bardzo cienkiej linie

Gra z groźbą pogłębienia kontuzji, a na mecze wychodzi na środkach przeciwbólowych. - Mięsień mocno się spina i może zostać naderwany lub - nie daj Boże - zerwany - przyznaje 31-letni napastnik.
Jesteś kibicem i jesteś z Krakowa? Musisz zostać fanem Facebooka Kraków - Sport.pl »

Jego sytuacja nie wygląda dobrze. W poprzednim tygodniu na pełnych obrotach trenował tylko raz, a wczoraj, gdy większość zawodników z całych sił uderzała na bramkę, Brożek lekko kopał piłkę z boku. Z niewesołą miną przyglądał mu się trener Franciszek Smuda. - Co z Pawłem? Na razie nie trenuje - rzucił tylko szkoleniowiec.

Optymizm trudno znaleźć też u Brożka. Zawodnik nie wie, czy zagra w sobotę z Ruchem Chorzów. - Mogę pogłębić uraz, co wyeliminuje mnie na dość długo. Pojawił się krwiak i próbuję go rozbiegać. Zmieniliśmy jednak leczenie i mam nadzieję, że wkrótce będzie lepiej - zaznacza 31-letni zawodnik.

Brakuje błysku i depnięcia

Problemem jest mięsień dwugłowy. Pierwszy ból pojawił się po jesiennym meczu z Legią, ale później zawodnik miał dwa tygodnie na wykurowanie się podczas przerwy na kadrę. Uraz zaleczył, ale nie wyleczył. Mięsień znów dał o sobie znać podczas wiosennego spotkania z Cracovią.

Po nim była przerwa w treningach i mecz z Lechią. Nie minęło pięć minut, a Brożek na fatalnej murawie znów poczuł ból. Mimo to grał do końca, ale wielkiego wyboru nie było, bo na ławce rezerwowych trener Smuda miał tylko jednego zawodnika ofensywnego - Emmanuela Sarkiego.

Po spotkaniu Brożek do treningów na pełnych obrotach się jednak nie nadawał. Co więcej, gdyby Wisła miała drugiego napastnika, to pewnie nie poleciałby nawet do Gdańska. Ale sytuacja kadrowa krakowian jest tak zła, że Smuda woli stawiać na Brożka z urazem, niż szukać innych rozwiązań (z napastników w kadrze ma jeszcze tylko Michała Szewczyka, bo Danijel Klarić nie jest zatwierdzony do gry). Dlatego przed spotkaniem napastnik bierze tabletki przeciwbólowe i wychodzi w pierwszym składzie.

Wisła Ekstra! Wywiady, ciekawostki, reportaże - to wszystko wyślemy Ci na pocztę »

- Pod względem wydolnościowym jestem przygotowany lepiej niż w poprzedniej rundzie, ale mimo to gram poniżej oczekiwań. Z powodu urazu brakuje mi błysku i "depnięcia", które dawało mi przewagę nad rywalami. Może kiedyś przejmowałbym się krytyką za słabszą grę, ale dziś nie biorę jej do serca, tylko wierzę, że wkrótce zacznę grać na normalnym poziomie - przyznaje Brożek.

W tej sytuacji idealnym rozwiązaniem byłby odpoczynek, bo Brożek z urazem wiosną jeszcze nie strzelił bramki, a do tego ryzykuje przewlekłą kontuzję. Jeśli zerwie mięsień, rehabilitację będzie trzeba liczyć w tygodniach. - Ale teraz nie mamy czasu na leczenie, bo w sobotę mecz z Ruchem, choć decyzja, czy zagram, zapadnie pewnie tuż przed spotkaniem. Stąpam po cienkiej linie? A co mam innego zrobić? Jeśli jednak będzie naprawdę źle, to powiem, że czas na leczenie, i zrobię przerwę - zapewnia Brożek.

Był pierwszy, jest czwarty

Gdyby napastnik Wisły nie wybiegł w sobotę na boisko, to ofensywa Wisły wyglądałaby jak sklejanie modelu z ledwie pasujących do siebie elementów. Smuda pewnie postawiłby na grę sześcioma pomocnikami, ale i to rozwiązanie nie byłoby łatwe do wprowadzenia w życie.

Niewykluczone bowiem, że z powodu braku Arkadiusza Głowackiego i Łukasza Burligi Smuda jednego pomocnika będzie musiał cofnąć do obrony. Oprócz tego trzej inni zawodnicy z drugiej linii (Michał Chrapek, Ostoja Stjepanović i Wilde Donald Guerrier) pojechali na zgrupowania reprezentacji i na treningu Wisły prawdopodobnie zjawią się dopiero w piątek, więc czasu na przetestowanie nowego ustawienia Smuda nie miałby zbyt wiele. - Spodziewaliśmy się, że gdy pojawią się kartki i kontuzje, to będziemy mieli problem. I tak też się stało - przyznaje Brożek.

31-letni napastnik Wisły jesienią zdobył 11 bramek i był najlepszym strzelcem ligi. Teraz spadł na czwartą pozycję za Marcinem Robakiem (15 goli), Marco Paixao (13) i Łukaszem Teodorczykiem (12).