Sport.pl

Derby Krakowa - ta wojna dawno przestała być święta

Nawet chuligani z innych miast gardzą krakowskim kibolem, który do walki nie używa pięści, ale noża, maczety, siekiery, a nawet wideł. Barwna krakowska ?święta wojna? Cracovii i Wisły zmieniła się w festiwal agresji, chamstwa i prymitywizmu.
Derby Cracovii i Wisły ze swoją 105-letnią tradycją mogłyby być wizytówką miasta. Ale jest wręcz przeciwnie - dawna "święta wojna" kojarzy się dziś z porachunkami nożowników, zabazgranymi murami, festiwalem zdziczenia kiboli na stadionach.

- Tradycja derbów przez wiele lat oddawała ducha sportu. Dziś mecze Cracovii z Wisłą stały się areną upadku obyczajów. Kibice nie traktują się już jako sportowych rywali, ale wrogów. Dlatego dochodzi do przemocy. To patologia, którą może zatrzymać tylko precyzyjny system sankcji - uważa prof. Zbigniew Nęcki, psycholog społeczny.

Tańce na grobach

Z problemem krakowskich kiboli nie potrafi poradzić sobie nikt. Z roku na rok ofiar przybywa. Ofiary zaś stają się dla innych kiboli "męczennikami", za których znów trzeba przelać krew. Kolejna zemsta, kolejny "wjazd" na osiedle, kolejna ofiara. I tak w kółko.

Związki kiboli z klubami próbuje się umniejszać, ale podczas ostatnich derbów nie jednostki, ale kilka tysięcy osób (!) ryczało m.in. "J... Człowieka, co do śmieciarki ucieka". "Człowiek" - to ksywa jednego z przywódców kiboli Cracovii, zakatowanego w biały dzień nożami, pałkami i siekierami przez kiboli Wisły. W odwecie zamordowany został "Dziekana", czym kibole "Pasów" chełpili się, wywieszając na meczu wielką flagę z napisem: "Witaj Darku w naszym garnku". Ludzie giną na ulicach, a na stadionach kibole urządzają sobie tańce na ich grobach.



Władze Wisły na przyśpiewki "swoich" kiboli przymknęły oko. Prezes Cracovii Janusz Filipiak stwierdził zaś: - Kibice powinni pomyśleć, że takie zdarzenia nie pomagają. Nie wolno takich rzeczy robić. Nie wiem, po co to było. Jako klub nie chcemy jednak wyruszać na wojnę z kibicami, bo relacje z nimi są bardzo dobre. Mamy superfrekwencję. Nie zamierzamy podejmować żadnych środków poza tymi nakazanymi przez władze.

Z roku na rok patologii towarzyszącej derbom było coraz więcej. Kiedyś przy ul. Kałuży na murawę wniesiono łeb świni pomalowany w barwy Wisły, wywieszono transparent "Wisła dzieci wykarmione spermą z zomowskich pał", piłkarzom grożono nożem. Klub z Reymonta przestrzegał, że jeśli sytuacja się nie zmieni, to na mecz na stadionie Cracovii więcej nie przyjedzie. Przyjeżdżać jednak musiał, ale po spotkaniu zawodnicy Wisły nie chcieli udzielać wywiadów, tylko od razu ewakuowali się na Reymonta i dopiero tam odpowiadali na pytania dziennikarzy.

Ale podczas derbów na Wiśle wcale nie jest lepiej, choć przecież kiedyś jeden z kibol zaszedł klubowi bardzo głęboko za skórę. Chodzi o "Miśka", który podczas meczu rzucił nożem w Dino Baggio, przez co Wisła została wykluczona z europejskich pucharów, tracąc miliony złotych. Przy Reymonta kibole też chełpią się morderstwami, wysyłają "Żydów" do gazu ("Żydzi" to dla nich kibice Cracovii) i prezentują tzw. oprawy nawołujące do nienawiści. Tydzień temu podczas spotkania z Piastem Gliwice pokazali oprawę... ukradzioną Cracovii. Podarli ją w strzępy, śpiewając tradycyjne "Cracovia to k...a".

Co prawda zdarzały się próby załagodzenia antagonizmów przez wspólne konferencje prasowe czy poderbowe obiady piłkarzy, ale skończyło się na trzech spotkaniach z dziennikarzami i jednym wspólnym posiłku. Dziś obie drużyny chcą zagrać mecz, jak najszybciej się spakować i na obiekt rywala nie wracać co najmniej przez rok.

Poprawie wzajemnych relacji kibiców i piłkarzy z pewnością nie służy to, że obaj właściciele klubów - Janusz Filipiak i Bogusław Cupiał - od lat nie potrafią publicznie podać sobie ręki i wspólnie potępić kibolską agresję. Ba, nawet razem oglądnąć meczów swoich drużyn. Cupiał rzadko jeździ na spotkania wyjazdowe, więc przy Kałuży tym bardziej nie ma go co wypatrywać. Filipiak przy Reymonta bywał, ale Cupiał nie zapraszał go do loży, lecz sadzał na mniej prestiżowych miejscach. Pewnego razu prezes Cracovii został ulokowany wręcz między zagorzałymi kibicami Wisły i od tamtej pory przestał pojawiać się przy Reymonta.

Taka postawa z pewnością nie pozostaje bez wpływu na pracowników obu klubów. Przy Kałuży od lat spiker gimnastykuje język, byle tylko nie wypowiedzieć słowa "Wisła". W odpowiedzi przy Reymonta nazwy "Cracovia" nie umieszcza się na oficjalnych plakatach derbowych (co obecnie robi też Cracovia). Gdy Cracovia była ostatnia w tabeli, spiker Wisły nazywał to "zaszczytnym miejscem". Za to przy Kałuży od lat oficjalnym hymnem jest piosenka kończąca się słowami "nigdy nie zejdę psy" ("psy" to pogardliwa nazwa kibiców Wisły).

Prezesi Cupiał i Filipiak nie zareagowali nawet wtedy, gdy apelowano do nich, by stanęli ramię w ramię i wspólnie potępili morderców utożsamiających się z ich drużynami. Zamiast tego kluby poprzestają na oficjalnych zapewnieniach, że osoby te nie mają z nimi nic wspólnego. Tak jest najłatwiej.

- Zdumiewa mnie, że kluby współpracują z kibicami, a fundamentem tej relacji są często pieniądze. To patologia. Dochodzi do tego, że władzom drużyn piłkarskich tak zależy na sympatykach, że akceptują prymitywne, wręcz paramilitarne zachowania. Tolerancja dla chamstwa nie hamuje zwierzęcych instynktów, dlatego dochodzi do kolejnych aktów przemocy i zdziczenia - uważa prof. Nęcki.

W klimat międzyklubowej nienawiści niechlubnie wpisał się nawet prezydent Jacek Majchrowski, który 1 stycznia 2010 roku podczas Treningu Noworocznego życzył piłkarzom Cracovii: "żebyście nigdy nie zeszli na psy".

Uciekając przed chamstwem skandowanych haseł i wywieszanych napisów, wielu zwykłych kibiców przestało chodzić na mecze. Daremnie! Chuligańska wojna wylała się poza stadiony na ulice, głównie w postaci widocznych w całym mieście wulgarnych, pełnych agresji napisów: "Mamy noże, mamy czas, zaj...y k...wy, was", "Oczyścimy Kraków z wiślackiego ścierwa" czy "Fanatyczna strona Krakowa, tu się zabija, a nie braci na cmentarzu chowa" - to niektóre z tysięcy bohomazów na murach.

"Święta wojna" to już historia

Między kibolami panuje przekonanie, że krakowskie kluby nienawidzą się, bo taka jest specyfika miasta. Ale przecież w 105-letniej historii krakowskich derbów więcej było drobnych uszczypliwości i inteligentnych przekomarzań niż prymitywnych walk. Dlatego starsi kibice nie są w stanie pojąć dzisiejszej kibolskiej wojenki, niemającej nic wspólnego z dawnym, poczciwym określeniem derbów jako "święta wojna".

Przed II wojną światową derby Krakowa miały specjalną oprawę. Przed pierwszym gwizdkiem kapitanowie wymieniali się prezentami i wygłaszali oficjalne przemowy do kibiców. Nie zmieniła tego także wojna, bo jak informował "Piłkarz" w 1948 roku, przed bezpośrednim meczem o mistrzostwo "zawodnicy Cracovii otrzymali polecenie od kierownictwa, aby w wypadku przegranej pogratulowali przeciwnikom". Zwyciężyli, ale nie było nic dziwnego w tym, że wszyscy kibice na stadionie odśpiewali mistrzom sto lat.

Podczas okupacji częściej było śmiesznie niż strasznie. Np. kibice Cracovii wpadli na pomysł, by zdekoncentrować Jerzego Jurowicza. Bramkarz Wisły słynął z zamiłowania do gołębi, więc jeden z fanów wypuścił ptaki nad stadion w trakcie derbów. Jurowicz puścił dwa gole.

Oczywiście nie zawsze było miło i przyjemnie, bo w 1943 roku doszło do bijatyki kibiców Cracovii i Wisły. Tyle że po niej kluby zdecydowały się na rozegranie meczu pojednania i podpisały tzw. pakt przyjaźni. - W moich czasach normalne było, że po derbach kibice razem szli na piwo do knajpy, którą nazywaliśmy U Żyda. Dyskusji i docinków było pełno, ale o żadnej agresji nie było mowy. Potem pochód ruszał na ulicę Wielopole w oczekiwaniu na wyniki pozostałych spotkań, które wystawiali w witrynie drukarze - opowiada Leszek Mazan, znany publicysta i kibic Cracovii.

Duży wpływ na normalne relacje kibiców miało też zachowanie piłkarzy. Np. w latach 60. zawodnicy obu krakowskich klubów spotykali się regularnie na obiadach przed derbami Krakowa, ale nie tylko.

Andrzej Mikołajczyk, były piłkarz zespołu z ul. Kałuży, wspominał, że w mieście istniały wówczas dwie kawiarnie Fafik i Kopciuszek. W pierwszej najczęściej bywała Cracovia, w drugiej Wisła. - Umieliśmy się jednak bawić razem, a nawet rozgrywaliśmy sparingi poza oficjalnymi rozgrywkami - mówił na łamach "Gazety".

- Kiedyś po spotkaniu szliśmy z rywalami do "Fafika" przy Siennej i piliśmy wspólnie piwo. Ci, co przegrywali, najwyżej byli nazywani dziadygami. Nie to co dziś - kręci głową Zbigniew Lach, kiedyś zawodnik Wisły, obecnie członek zarządu Małopolskiego Związku Piłki Nożnej i członek honorowy PZPN.

Ostatni raz fani Wisły i Cracovii, ale głównie radni, biznesmeni i naukowcy, zjednoczyli się podczas Balu Niepodległości w Willi Decjusza w 2004 roku. Licytowano koszulki obu klubów. Kto wrzucił ostatni, ten wygrywał. Pudełka zapełniały się błyskawicznie, a podzielone na dwa obozy towarzystwo z pierwszych stron gazet intonowało stadionowe pieśni. Fani Cracovii zebrali 2330 zł, Wisły - 2020 zł. Nie zabrakło jednak "wojenki", bo na koniec pojawiły się podejrzenia, że... ktoś podmienił pudełka.

"Operacja Tango"

Krakowski kibol musi podzielić między sobą miasto i deklaruje walkę do upadłego o każdy jego metr. Ale nie wszędzie tak jest. Swego czasu w Anglii też mieli problemy z chuliganami, a mimo to Liverpool w dniu derbów nie żył w strachu. Tamtejszy FC Liverpool i Everton spotykają się w tzw. "Przyjaznych derbach". Kibice zbierali się wspólnie w knajpach, siadali na tych samych sektorach, choć dopingowali przeciwne zespoły. - Pamiętam czasy, gdy w autobusie na stadion jechali fani w czerwonych i niebieskich szalikach, często widziało się pary: mąż w koszulce Evertonu, żona w barwach Liverpoolu - wspomina kibic na forum jednego z klubów.

Zdaniem brytyjskich publicystów kibiców zjednoczyła tragedia na stadionie Hillsborough, gdzie runęła jedna z barier odgradzających trybunę od boiska, w wyniku czego zginęło 96 fanów Liverpoolu. - Wielu z nich to byli po prostu znajomi i sąsiedzi. Przynależność klubowa nie miała znaczenia. Katastrofa zjednoczyła zwaśnione strony - pisze dziennikarz "Bleacher Report".

Pod koniec lat 90. tradycja "przyjaznych derbów" zaczęła zamierać i zaczęło dochodzić do bijatyk. Ale w 2009 roku stowarzyszenia kibiców, co w Krakowie wydaje się niemożliwe, wyszły z inicjatywą zażegnania konfliktu i pielęgnowania dziedzictwa obu klubów. Odsłonięto sześć portretów osób, które wpłynęły na rozwój futbolu w mieście.

Gorąco jest również podczas derbów Glasgow. Tam policja także musi radzić sobie z kibolami, ale część kibiców próbuje rywalizować w uszczypliwy, nie chamski sposób. Do historii przeszła tzw. Operacja Tango. Ważyły się wówczas losy mistrzostwa, obie drużyny rozgrywały swoje spotkania w tym samym czasie. W trakcie meczu Celticu tysiące fanów tego zespołu dostało SMS-y informujące o remisie Rangersów z Dundee, co dawało ich idolom mistrzostwo. Radość była jednak krótka, bo w rzeczywistości Rangersi wygrali 3:0. Jak się okazało, to kibice tego zespołu postanowili zakpić sobie z derbowych rywali, rozsyłając do nich fałszywe wiadomości.

Z kolei w derbach Manchesteru City pokonało United 6:1, więc fani tego pierwszego klubu zorganizowali akcję okolicznościowych żartów. Jeden z kibiców, pracownik hipermarketu, pozamieniał ceny pamiątek United na 1 funt, a zwycięskich City na 6. Odpowiedź fanów United przyszła na kolejnych derbach: wywiesili prześmiewczą flagę Kataru - kraju, z którego pochodzi inwestor Manchesteru City.

Derbami Europy nazywane jest hiszpańskie "El Clasico", czyli spotkanie FC Barcelona - Real Madryt. Podczas tego meczu fani z Katalonii przy każdym celnym podaniu piłki zamiast tradycyjnego "Ole, ole" wykrzykiwali "Por que, por que?" ("dlaczego?"). Te słowa kilka razy wypowiedział Jose Mourinho, trener Realu po jednej z porażek, więc kilkadziesiąt tysięcy widzów na stadionie postanowiło mu o tym zwrocie przypomnieć.

Ojcowie nie odrobili zadania

W Krakowie od wielu lat na derbach nie da się znaleźć choćby nuty poszanowania rywala i tylko czasem można usłyszeć uszczypliwość, od której nie więdną uszy (np. kibice Wisły krzyczeli "Jagiełło, Jagiełło" do Wojciecha Stawowego, trenera Cracovii, który przed derbami opowiadał o taktyce zaczerpniętej z "Krzyżaków").

W ostatnim ćwierćwieczu kibice w szalikach Cracovii i Wisły stanęli obok siebie tylko dwa razy. W 1990 roku po derbach ruszyli wspólnie na... konsulat radziecki. Zdemolowali miasto, a dziennikarze "Tempa" porównywali zajścia do zamieszek na stadionie w Heysel. Po ataku na konsulat ambasador ZSRR wręczył sekretarzowi stanu MSZ notę protestacyjną.

Z kolei w 2005 r. ludzie w barwach Cracovii i Wisły spotkali się na mszy pojednania, dwa dni po śmierci Jana Pawła II. Tyle że kilka dni później na tym samym stadionie kibole Cracovii znów śpiewali prymitywne piosenki i tłukli się z policją, kolejne derby zaś znów były na trybunach pokazem chamstwa.

W poprzednim tygodniu Małopolski Związek Piłki Nożnej zorganizował "Milczący Marsz". Przyszli piłkarze Cracovii i Wisły, część działaczy (Cupiała z Filipiakiem nie było), młodzi zawodnicy i garstka normalnych kibiców, ale nie ci, do których marsz był kierowany.

Skąd w Krakowie taka kibolska nienawiść? - Kiedyś nie wykraczało to poza pewne ramy. Zdarzały się bijatyki, ale w mieście nie dochodziło do regularnych morderstw. Młode pokolenie chuliganów jest dziś o wiele bardziej agresywne. Rywalizację czysto kibicowską, opartą wyłącznie na nienawiści do rywala, potęgują ciemne interesy - wyjaśnia kibic Cracovii z chuligańską przeszłością.

Kiedyś pójście na mecz było w dobrym tonie i miłym relaksem. Dziś coraz więcej szanujących się osób omija stadiony szerokim łukiem. Mają dość wysłuchiwania bluzgów, zapowiedzi kolejnych morderstw i pozdrawiania kolegów z więzienia. Bo z piłką nie ma to nic wspólnego. - Widziałem na stadionie Cracovii siedmiolatka, który wyzywał wiślaków od ubeków. Przy Reymonta młodzi ludzie krzyczą coś o Żydach. Myślę sobie, że ich ojcowie nie odrobili zadania domowego - mówił "Gazecie" Jan Nowicki, aktor, kibic Wisły.

Leszek Mazan: - Sam nie wiem, skąd tyle stadionowej nienawiści... Może to efekt transformacji ustrojowych? Może psychologia tłumu? Może wzorce przyszły z Zachodu? Musimy mieć nadzieję, że się to zmieni, ale przede wszystkim trzeba zacząć działać.

Kto wygra derby Krakowa?
Więcej o:
Komentarze (83)
Derby Krakowa - ta wojna dawno przestała być święta
Zaloguj się
  • barabbas

    Oceniono 249 razy 197

    W każdym normalnym kraju ci gnoje bylby już ścierwem.

    Nie tylko nie byłoby żadnych morderstw, maczet i agresji, nie byłoby też żadnego chamstwa na trybunach.

    Policja spacyfikowałaby "środowisko" tego bydła w tydzień, areszt, wyrok i praca w pierdlu.

    Tak powinno być i u nas.

  • niedlapoprawnosci

    Oceniono 143 razy 119

    Lubię oba kluby. Może ciut bardziej Cracovię. W derbach kibicuję... lepszym. Czyli kto wygra ten lepszy. Kompletnie nie rozumiem, że można walić się po ryjach z powodu tego czy innego klubu. To jest chore. Niestety żeby to zmienić trzeba radykalnych akcji. Kiedyś jechałem autobusem z synem. W autobusie kilku już nieźle wstawionych młodzieńców popijało piwo i głośno rzucało bluzgami. Wstyd. Wszyscy siedzieliśmy ze skulonymi uszami. Tak, nie zareagowałem, bo byłem z synem, ich było 6. Nie wiem czy pasażerowie by także zareagowali. To chamstwo jest bezkarne. Policja twierdzi, że ma wystarczającą ilość patroli, miasto bezradnie rozkłada ręce. wystarczyłby tylko radykalny program "zero tolerancji" w Krk. I nie chodzi o to, by ludzi zamykać, ale karać grzywnami, pracami publicznymi. Mam taką propozycję. może niech kibole zaczną zbierać psie kupy w ramach prac społecznych, ubrani w odpowiednie, robocze stroje. Znikną od razu dwa wstydliwe problemy miasta.
    O roli klubów nie wspominam, ale i w tym przypadku miasto i wojewoda mogą zwyczajnie zacząć działać. Niestety, trzeba przestać wierzyć w bajki, że kluby nie mają z tym nic wspólnego. Ci kolesie z autobusu już byli lekko wstawieni. Na stadion na pewno weszli. A nie powinni. To na stadionie śpiewane są obraźliwe pieśni. Skoro klub jest GOSPODARZEM spotkania to jako gospodarz odpowiada za swoich gości i za to, co się dzieje. Więc niech Filipiak i Cupiał nie ściemniają. Niech nie liczą każdej złotówy od kiboli. Jak ich nie stać na prowadzenie klubu, skoro muszą wspomagać się kasą kiboli, to niech nie prowadzą tego biznesu.
    I jeszcze apel do dziennikarzy. Wielu działaczy obu klubów już nawet nie ukrywa swojej niechęci do adwersarzy zza miedzy. Może czas najwyższy zacząć ich bojkotować. Może czas najwyższy aby dziennikarze wszystkich krakowskich mediów przestali na miesiąc pisać o obu klubach. Może też czas najwyższy przestać rozmawiać z Panem Filipiakiem i wymieniać nazwę jego firmy. Może czas najwyższy pisać a Panu Cupiale i jego fabrykach. Może też czas najwyższy przestać chodzić na konferencje prasowe obu klubów i bojkotować piłkarzy, którzy jawnie gardzą przeciwnikami (a takich nie brakuje). Może czas najwyższy rozmawiać o klubach z kibicami, którzy nie przejawiają tej nienawiści, którzy mogą sympatycznie coś powiedzieć o przeciwniku. Zadymy kibolskie w mieście są świetną pożywką medialną, ale czas wreszcie przestać pisać i biadolić tylko także uderzyć się we własną pierś.

  • marczello

    Oceniono 69 razy 59

    A jakie były chrześcijańskie pojednania "dwóch zwaśnionych klubów" po śmierci papieża. Chołota, która potrafi wycierać swoje ryła nawet kimś takim jakim był Jan Paweł II dla Krakowa.

  • alebyk

    Oceniono 62 razy 58

    Może dobry pomysł to przykładowa historia z Los Angeles gdzie dwa gangi uliczne wykończyły się wzajemnie...

  • maadzik3

    Oceniono 52 razy 36

    biorac pod uwage koszty zdemolowanych miast, podpalonych samochodow, obstawy policyjnej, specjalnych (i demolowanych) pociagow id. itp. to moze futbolu nalezaloby po prostu zakazac albo ewentualnie grac przy pustych trybunach i tylko transmitowac mecze? To wyraznie szkodzi wladzom umyslowym czlowieka.

  • pendrakwielki

    Oceniono 61 razy 25

    Na tą bandę potrzebne ZOMO albo coś w tym rodzaju. Inaczej jak widać nie ma rady. Policji się nie boją. Raczej
    jest odwrotnie. A jak policja ich wyłapie to prokuratorzy chyba się boją i wypuszczają. Kto tu więc rządzi?
    Może, żeby PiS i Radio Maryja nie podlizywało się kibolom to trochę by się ustatkowali, ale niestety kibole
    to zbrojne ramię PiS-u więc ich jeszcze bronią.

  • promemo

    Oceniono 27 razy 19

    Każda kibolska "święta wojna" jest festiwalem agresji, chamstwa i prymitywizmu (czyżby pisząc o Wiśle/Cracovii chciano odwrócić uwagę od "modnej" ostatnio Legii/Polonii ?).
    To stwierdzenie jest truizmem, znanym od bardzo dawna... i równie od dawna ignorowanym.
    Dopiero kiedy skutki tego chamstwa wylały się poza granice świetej RP a smród rozlewa się po Europie, podnosi się larum.
    Teraz jest już conieco za późno na racjonalne działania i nie wiem, co można jeszcze zrobić... wszystko zaorać i posadzić bratki ?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX