Cracovia dostała burzliwą lekcję pokory. "Moje słowa nie nadają się do druku"

- Porażka to wina każdego z piłkarzy. To co im powiedziałem, nie nadawałoby się do druku - przyznaje Wojciech Stawowy, trener Cracovii, po zawstydzającym pożegnaniu z Pucharem Polski.
Krakowianie odpadli w rundzie wstępnej PP po przegranej z II-ligową Stalą Stalowa Wola (0:1). Ostatni raz tak szybko pożegnali się z rozgrywkami dziewięć lat temu, gdy polegli z czwartoligowym Skalnikiem Gracze. Wówczas zespół też prowadził Stawowy.

Mimo kompromitującej porażki ze Stalą, szkoleniowiec może jeszcze spać spokojnie. W klubie wiosną rozglądali się za kandydatem na jego miejsce, ale tym razem działacze zachowują spokój. Sytuacja zmieni się, jeśli krakowianie nie zdobędą punktów w najbliższych spotkaniach z Lechem Poznań i Ruchem Chorzów.

Początek sezonu pokazał, że największą bolączką Cracovii pozostaje obrona. Zespół przystąpił do rozgrywek z parą stoperów Milosz Kosanović i Mateusz Żytko, z którą przed ponad rokiem spadał z ekstraklasy. Mimo pozyskania Tomasza Wełny, krakowianie starają się o zakontraktowanie środkowego obrońcy. Głównym kandydatem jest Jan Hoszek z FK Teplice, ale Czesi nie chcą zgodzić się na roczne wypożyczenie.

Rozmowa z Wojciechem Stawowym,

trenerem Cracovii

Szymon Opryszek: Kompromitacja? Katastrofa? Wstyd?

Wojciech Stawowy: Kłębi się we mnie wiele emocji, które po takich wpadkach szybko nie opadną. Nie jest mi lekko, każdy z moich zawodników na swój sposób przeżywa porażkę. Nie będę kłamał, przecież chciałem poważnie potraktować Puchar Polski. Co prawda liga jest priorytetem, ale dla nas mogła być to szansa na zaistnienie.

Po meczu powiedział pan, że nie chce używać ostrych słów, by nie skrzywdzić piłkarzy. Może trzeba było tak jednak zrobić?

- Miałem dużo do powiedzenia swojej drużynie. Nie chcę mówić publicznie pewnych rzeczy, bo nie nadawałyby się do druku. Zresztą trenerzy, którzy krytykują podopiecznych przed kamerami, zwykle robią to na pokaz i się popisują. My wyciągamy wnioski we własnym gronie.

Podobnie mówił pan po porażkach w I lidze, a wielkiej poprawy nie widać.

- Analizę przyczyn naszej słabej gry zostawiam dla piłkarzy, nie chcę o niej mówić publicznie. Widzę kilka powodów, ale na pewno nie jest to zlekceważenie rywala. Po obiecującym meczu z Piastem Gliwice (2:3) tym razem zagraliśmy poniżej możliwości, nie kreowaliśmy gry, popełnialiśmy proste błędy. To nie może przydarzać się ekstraklasowej drużynie.

Porażka w Stalowej Woli przypomniała mecz ze Skalnikiem z 2004 roku. Wówczas też był pan zawiedziony postawą piłkarzy.

- Nie chcę grzebać aż tak głęboko w historii. Widzę pewne podobieństwa, bo obaj rywale byli niżej notowani. Wówczas też wystawiłem rezerwowych? Tym razem postawiłem na graczy pierwszej drużyny. Równie dobrze cała jedenastka z meczu ze Stalą mogła zagrać z Piastem, bo mam równorzędnych graczy. Problem tkwił w dyspozycji dnia, ale nie w umiejętnościach piłkarzy. Ale na pewno nie jesteśmy w dołku.

Zanotował pan dwie porażki na starcie sezonu. Nie boi się pan reakcji władz?

- Nikt w klubie nie może być zadowolony, że wróciliśmy na tarczy ze Stalowej Woli. Trudno oczekiwać pochwał. Dla Cracovii priorytetem jest liga, spokojny sezon bez walki o utrzymanie. Może to dobrze, że zimny prysznic przydarzył się nam na początku sezonu? Lepiej, że w spotkaniu PP, które o niczym - poza awansem - nie decydowało niż w meczu mistrzowskim.

Może działacze wyciągną wnioski i zakontraktują wartościowego stopera?

- W klubie mamy profesjonalistów, którzy pracują nad wzmocnieniami. Nie chciałbym jednak, by błędy w obronie w meczach z Piastem i Stalą przypisywane były wyłącznie stoperom. W defensywie pracuje cała drużyna, a jeden błąd pociąga łańcuszek, który czasem kończy się utratą gola. Dlatego nie winię za porażkę tylko określonych osób, ale zespół.

Dwie porażki nie przybiją pana piłkarzy?

- Nie robimy tragedii, nie ma nerwowej atmosfery. Zdarzyła się niespodzianka, która o niczym nie przesądza. To dobry materiał do analizy. Drużyna przeszła lekcję pokory, a ja zobaczyłem, że przede mną jeszcze dużo pracy nad mentalnością podopiecznych. Wiem, że piłkarze mają urażoną ambicję i w kolejnych spotkaniach udowodnią, że PP to był wypadek przy pracy.