Jacek Bednarz: Za rok Wisła będzie miała tylko kłopoty bogactwa

Prezes Wisły zapewnia, że za 12 miesięcy klub wyjdzie na prostą. - To będzie też oznaczało, że na 11 piłkarzy podstawowego składu będziemy mieli ośmiu Polaków, o których będą pytali prezesi z Niemiec czy Francji - mówi Bednarz
Andrzej Klemba: Mówił pan, że Wisła rozpoczyna nowy etap w historii klubu, ale kryzys finansowy wciąż nie został zażegnany?

Jacek Bednarz: Mamy długi, ale je spłacamy i na bieżąco wypełniamy bieżące zobowiązania. Ze wszystkim jeszcze nie daliśmy sobie rady i to potrwa jeszcze około 12 miesięcy. W lipcu 2014 roku będziemy w stanie sami zarobić wystarczająco dużo, by mieć też na inwestowanie.

Skąd ten optymizm?

- Mieliśmy kłopot ze stadionem [Wisły nie stać, by płaciła ok. 7 mln zł rocznie za wynajem], ale mam nadzieję, że do końca tego roku porozumiemy się z miastem i przy Reymonta będziemy czuli się dobrze, bo nie będą nas dobijały koszty utrzymania obiektu. Od stycznia dostaniemy do użytku nowoczesną bazę w Myślenicach i nie będziemy musieli się martwić, gdzie trenować. To już jest bardzo dużo. A jak wspominałem, w lipcu 2014 roku nie będzie już innych kłopotów, tylko kłopoty bogactwa. To będzie też oznaczało, że na 11 piłkarzy podstawowego składu będziemy mieli ośmiu Polaków, o których będą pytali prezesi z Niemiec czy Francji.

Miasto podobno chce 200 tys. zł za wynajem meczu na jedno spotkanie.

- Nie słyszałem nic o takiej sumie, a z miastem umawialiśmy się, by informować, jak się już dogadamy. Jesteśmy w trakcie negocjacji i w takich sytuacjach zawsze mam obawy, czy uda się je pomyślnie zakończyć.

To inaczej: 200 tys. zł za jedno spotkanie to byłoby drogo?

- Próbuje mnie pan podejść, ale się nie dam.

Z zespołu odeszło aż siedmiu zawodników. To duży upływ krwi.

- Upuszczanie krwi to nie jest teraz nowoczesna metoda (śmiech ). Kiedyś w ten sposób leczono i ludzie nie ginęli. Jeśli rzeczywiście upuściliśmy złej krwi, to nie jest źle. Do drużyny dołączyło trochę młodzieży i część dobrze rokuje. Oczywiście, byśmy teraz mieli zadanie walczyć o mistrzostwo, to nasz skład byłby za mały. Gerard Bieszczad, Stjepanović, być może Jose Romo i jeszcze lewy obrońca to ludzie, którzy dadzą nam pewne poczucie bezpieczeństwa.

Szukacie głównie obcokrajowców. Nie zostaną znów zachwiane proporcje między graczami polskimi i zagranicznymi?

- Mamy w Krakowie mistrzów Polski juniorów młodszych. Trener też to wie i część już zadebiutowała w pierwszej drużynie [z Limanovią 1:2 - przyp. red.]. Nie wygrali, ale to jest dobry ruch. Na pierwszym zgrupowaniu z Młodej Ekstraklasy było trzech graczy, z juniorów młodszych do seniorów dołączymy trzech lub czterech. Mam wrażenie, że oni na to zasługują. W przyszłości proporcje zawodników będzie odwracać na korzyść dobrych Polaków.

Startuje nowy sezon Wygraj Ligę! Sprawdź się jako prezes klubu »

Podpisaliście kontrakt z Ostoją Stjepanoviciem...

- Po odejściu Radka Sobolewskiego potrzebowaliśmy uniwersalnego środkowego pomocnika, na którego będzie nas stać. Oglądaliśmy, jak Ostoja spisywał się wcześniej, potem przyjrzeliśmy się mu na treningach i w sparingach. Ma umiejętności na pozycję defensywnego pomocnika. Jest zdyscyplinowany, potrafi grać szybko, piłka mu nie przeszkadza, a to wszystko popiera niezłą motoryką i przeglądem pola. Gdybyśmy przesunęli go trochę do przodu, to prawdopodobnie też by sobie poradził. To taki pomocnik biegający od jednego pola karnego do drugiego. Wydaje mi się, że będzie wzmocnieniem. Do piątkowej inauguracji sezonu powinniśmy uprawnić go do gry, ale nie wiem, czy uda się załatwić pozwolenie na pracę.

Sprawdzacie Jose Romo...

- Nie ma jeszcze podpisanego kontraktu i jego testy trwają. Nie przewiduje komplikacji przy tym transferze, ale liczy się - jak mawiał marszałek Piłsudski - tylko polityka faktów dokonanych.

Co z Cwetanem Genkowem? Według bułgarskich mediów chcecie, by zrezygnował ze 120 tys. euro.

- On uważa, że rozwiązał kontrakt, my też tak na to patrzymy. 30 czerwca uznał, że nie jest już naszym piłkarzem, i chcemy, by to potwierdził także w kwestii naszych zobowiązań wobec niego. Jeśli tak się stanie, nie widzę problemu, byśmy rozstali się jak dżentelmeni po uregulowaniu, co jesteśmy sobie winni. Zawarliśmy z nim ugodę, by uzyskać licencję. W poniedziałek powinniśmy spłacić część tych zaległości, a w bliskiej przyszłości resztę. Jeśli nie będzie dodatkowych roszczeń, to się dogadamy.

Czy ktoś jeszcze dołączy do klubu?

- Być może będzie transfer z Wisły, a wtedy będzie też transfer do Wisły. Nie mogę jednak podać żadnych konkretów.

Prezes meksykańskiej Puebli mówił, że chciałby Osmana Chaveza...

- To świetnie, gdyby jeszcze 15 prezesów powiedziało, że go chce, cieszyłbym się jeszcze bardziej.

Jaki cel stawia pan przed piłkarzami?

- Bardzo chcielibyśmy, by po sezonie regularnym Wisła była w grupie mistrzowskiej. Ale to nie jest nic oryginalnego, bo pewnie to samo powiedziałaby reszta prezesów polskich klubów z ekstraklasy.

Wierzysz, że sprawdzą się słowa prezesa Wisły i za rok klub wyjdzie na prostą?