Ibrahim Sunday - nietypowy agent

Ibrahim Sunday nie wygląda jak menedżer, a pracy nie ułatwiają mu urzędnicy. W Wiśle znaczy coraz więcej, a na testy właśnie podesłał Daniela Mendiego
W bazie "Gazety" znajduje się zdjęcie z 2001 r., na którym Sunday cieszy się z mistrzostwa Polski z przykrywką pucharu na głowie. Dziś też nie przypomina podręcznikowego menedżera, choć pierwszy udany transfer już zaliczył, a teraz liczy na kolejny.

Na sobotni mecz z GKS-em Katowice przyjechał z Mendim. Sunday długo rozmawiał z trenerem Franciszkiem Smudą i widać było, że darzą się sympatią. Przywitał się też z częścią zawodników, a z Maciejem Żurawskim przekomarzał się, kto dziś byłby większym wzmocnieniem Wisły. Przy Cedo Gospiciu nie wyglądał jednak na poważnego gracza ma rynku. Agent Ostoi Stjepanovicia (również jest testowany przez Wisłę) przechadzał się z telefonem w ręce i w dokładnie wyprasowanej koszuli, a Nigeryjczyk zaprezentował się w krótkich spodenkach i czapeczce. - Ty jesteś menedżerem amerykańskich koszykarzy? - żartowali członkowie sztabu Wisły, a Sunday z uśmiechem odpowiadał, że taki ma styl i zmieniać go nie zamierza.

Przed sobotnim meczem menedżer wyściskał się też z Emmanuelem Sarkim, którego polecił Wiśle, a niedawno wynegocjował mu dwuletnią umowę. - Kiedyś pomagałem nigeryjskim zawodnikom za darmo. Jak któryś w Polsce nie miał klubu, to dzwoniłem w parę miejsc. Od kilku lat zajmuje się menedżerką i zamierzam postarać się o licencję. Wcześniej nie mogłem tego zrobić, bo grałem w piłkę [jeszcze w 2012 r. był w kadrze LZS Piotrówka] - podkreśla Sunday.

Były zawodnik Wisły zapewnia, że do dziś raz w tygodniu wynajmuje jedno z krakowskich boisk i próbuje coś pokazać młodym zawodnikom. Dwa, trzy razy do roku wraca też do ojczyzny, ale w Nigerii na co dzień ma swojego "szpiega", bo utalentowanych zawodników wyławia mu brat. To właśnie on wypatrzył Mendiego, a następnie przyjechał oglądać go Sunday.

- Potwierdziło się wszystko, co mówił brat. Jeśli Daniel na testach w Wiśle potwierdzi umiejętności, to ma bardzo duże szanse na zatrudnienie, a następnie transfer do lepszego klubu. Gdybym w to nie wierzył, to nie zadałbym sobie tyle trudu, by go sprowadzić - podkreśla Sunday.

Ściągnięcie Nigeryjczyka w porównaniu z Europejczykiem to dwie różne bajki. Piłkarz ze Starego Kontynentu musi tylko zadbać, by nie spóźnić się na samolot. Z zawodnikami z Afryki procedura jest zdecydowanie dłuższa. Największy kłopot to wizy, bo nawet jeśli piłkarz i klub złożą dokumenty błyskawicznie, to i tak nie ma pewności, że pozwolenie na wyjazd będzie załatwione pomyślnie. Mendie na testach w Wiśle zapowiadany był od dłuższego czasu. Zapewniał, że dopełnił wszelkich formalności, ale swoje i tak musiał odczekać. - Martwiłem się, czy dostanę wizę i cały czas modliłem się do Boga, by mi pomógł - wspomina 23-letni obrońca.

Transfer Mendiego skomplikował się jeszcze zanim zawodnik wyszedł na boisko. Wszystko dlatego, że ciągle ma kontrakt z Sunshine Stars, więc Wisła musiałaby go wykupić. Tymczasem krakowianie w tym oknie transferowym celują głównie w graczy z kartą na ręku. - Na razie w Krakowie bardzo mi się podoba, w zespole jest fajna atmosfera. Obawa przez zimnem? Spokojnie, przecież Polska to nie Rosja - uśmiecha się Mendie.

Sunday na testy do Wisły chciał sprowadzić też 20-letniego napastnika Isaha Akora. Jego sprawy wizowe również się przeciągły, poza tym zainteresował się nim inny klub z Europy i sprawa jest raczej zamknięta.