17-letni talent ćwiczy z Espanyolem - Wisła nawet nie próbowała go zatrzymać

Krakowianie mieli talent pod nosem, ale nie zrobili nic, by go zatrzymać. 17-letni napastnik Adam Buksa błysnął w Młodej Ekstraklasie i młodzieżowej reprezentacji, raz trenował z pierwszą drużyną, ale nie doczekał się oferty z klubu. Zadzwonili za to z Espanyolu Barcelona.
Historia młodego napastnika tylko potwierdza, że Wisła nie jest dobrym miejscem dla młodych talentów. Bogusław Cupiał, właściciel klubu, nie ukrywa, że woli ciąć koszty, niż stworzyć akademię z prawdziwego zdarzenia. W rezultacie przy Reymonta szkolenie najmłodszych traktują ciągle po macoszemu.

Buksa twierdzi, że na kilka ofert z zagranicznych klubów zapracował podczas turnieju eliminacyjnego do mistrzostw Europy do lat 17 w Szwajcarii. - Zaprezentował się naprawdę przyzwoicie - potwierdza Robert Wójcik, trener reprezentacji Polski U-17. - Jest bardzo dobrze wyszkolony technicznie, ma wizję gry i ciąg na bramkę. Zawsze wzbudzał duże zainteresowanie, bo był jednym ze zdolniejszych chłopaków ze swojego rocznika.

Buksa zaczynał w szkółce Dariusza Wójtowicza, a później zwiedził kilka małopolskich klubów. Grał w drużynach młodzieżowych Wisły, Hutnika i Garbarni. Zimą trenował z Puszczą Niepołomice, a kilka miesięcy temu znów przeniósł się do Wisły. Zagrał w pięciu meczach Młodej Ekstraklasy, strzelił pięć goli i... tyle przy Reymonta go widziano.

Trener chciał, ale sprzęt już zdany

Trener Tomasz Kulawik twierdzi, że przyglądał się młodemu napastnikowi, ale miał za mało czasu. - Raz trenował z pierwszą drużyną, potem chciałem go zaprosić na kolejne zajęcia, ale ostatnio dowiedziałem się, że już zdał sprzęt. Czy próbowaliśmy go zatrzymać? Okazało się, że już go nie ma w klubie, więc temat jest zamknięty. Jak ktoś nie chce grać w Wiśle, to na siłę nie ma sensu go trzymać. Oby mu się udało za granicą, życzę powodzenia - mówi Kulawik.

Wisła bez żalu wypuściła talent z rąk, choć z drugiej strony miała je... związane. Buksa profesjonalny kontrakt będzie mógł podpisać dopiero w lipcu przyszłego roku, kiedy osiągnie pełnoletność. W dodatku wraz z rodzicami podjął decyzję o wyjeździe za granicę.

Ojciec finansował

Jeśli uda mu się wybić, to przy Reymonta będą mogli go tylko powspominać. Klub najprawdopodobniej nie będzie mógł liczyć nawet na ekwiwalent za wyszkolenie piłkarza. - Wisła nie poniosła żadnych kosztów mojego szkolenia. Karierę na każdym etapie finansował mój ojciec. Były to np. mój roczny pobyt w Austrii, koszty leczenia, rekonwalescencji po kontuzji, indywidualne treningi. Od Wisły nie otrzymałem też żadnej propozycji. Miałem oferty z kilku zagranicznych klubów, m.in. z Włoch, Niemiec i Hiszpanii - wylicza Buksa.

O tym, jak trudno zatrzymać w klubie utalentowanego juniora, przekonał się ostatnio Widzew. Łódzki klub wyłowił z czwartej ligi Mariusza Stępińskiego, potem złożył mu ofertę, ale młody napastnik w dniu 18. urodzin poinformował, że wyjeżdża za granicę.

Z Buksą mogłoby być podobnie, choć to nie tłumaczy, dlaczego działacze Wisły nawet nie spróbowali go zachęcić, by został. Ostatnio trenował z drużyną U-19 Espanyolu Barcelona i strzelił nawet gola w sparingu z FC Barcelona, której bardzo kibicuje. Gdy pytamy, gdzie ostatecznie trafi, zamienia się w dyplomatę i mówi, że jest za wcześnie, by wyrokować. - Czy poradzi sobie za granicą? Jest inteligentny, ma charyzmę. Jeśli będzie się rozwijał jak do tej pory, to niedługo może wypłynąć na szerokie wody. I wtedy będzie o nim głośno. Najważniejsza rzecz: ma smykałkę do zdobywania bramek - chwali go Wójtowicz.

Trener Wójcik: - Może być różnie. Byli tacy, którym wyjazdy za granicę w młodym wieku pomogły, jak Wojtek Szczęsny czy Grzesiek Krychowiak. Ale było też dużo utalentowanych piłkarzy, który sobie nie poradzili i szybko wracali do Polski.

Odejście Adama Buksy z Wisły to