Zbigniew Boniek radzi Jackowi Bednarzowi wziąć się do pracy, a sam "belki w swoim oku nie widzi" [KOMENTARZ]

Szef sędziów nie zamierza karać arbitrów, którzy wypaczyli mecz Wisła - Legia. Prezes PZPN zamiast reagować, radzi prezesowi krakowskiego klubu skoncentrować się... na pracy.
Polscy arbitrzy jednak się uczą na swoich błędach. Tzn. uczą, jak z nich wybrnąć. Po prostu po fakcie trzeba wyjść przed dziennikarzy, odczytać oświadczenie i przeprosić klub. I to wszystko. Proste? Bardzo. Ręce sędziów umyte, pieniądze zarobione. A gdyby tak sami z siebie zaproponowali, że za fuszerkę w pracy przekażą je (te pieniądze, nie ręce) na cele charytatywne...? Przepraszam, odpłynąłem, biję się w piersi.

Potem przychodzi pora na szefa sędziów. W ewidentnej sytuacji Zbigniew Przesmycki przyznaje, że gola być nie powinno, bo piłka była za linią, ale w dziwny, przewrotny, a przede wszystkim niezgodny z prawdą sposób próbuje tłumaczyć Sebastiana Jarzębaka. - Sędzia bramkowy przesuwał się z miejsca, gdzie zawodnik wykonywał wślizg, i ustawił się tak, że kąt patrzenia na linię końcową zasłaniały mu noga i piłka - twierdzi.

Tyle że na powtórkach widać sędziego stojącego prawie metr od sytuacji i patrzącego na piłkę! Ale Przesmycki karać nie zamierza, bo "to były głównie błędy w zarządzaniu zespołem". Teraz już wiemy, że za wypaczenie wyniku kar się nie daje.

W sukurs sędziom i ich szefowi idzie Zbigniew Boniek. Co prawda przyznaje, że popełnili błędy, ale w tym samym wpisie na Twitterze od razu ich tłumaczy: "Stres i odpowiedzialność czasami paraliżują. Niestety". Skoro Jarzębak sobie nie radzi z presją, niech wróci do zawodu nauczyciela. Po co się męczyć wzdłuż linii, którą zresztą niespecjalnie widzi.

Wcześniej prezes PZPN pisał też, że mówienie o wypaczaniu wyników przez błędy arbitrów to "nasz polski patent". Pewnie we Włoszech kibice i dziennikarze ze zrozumieniem kiwają głową nad pomyłkami arbitrów, a my, Polacy, tylko potrafimy narzekać, a nie cieszyć się, że padło kilka bramek. A że piłka była zagrana zza linii? No cóż, zdarza się.

Po meczu prezes Wisły Jacek Bednarz powiedział do sędziów: "Panowie, gratuluję, po raz kolejny nas okradliście", a klub zapowiedział stworzenie Galerii Sędziowskich Sław. Wisła zareagowała na błędy ostro, bo to kolejne w tym sezonie punkty stracone przez arbitrów (inna sprawa, że w poprzednich rozgrywkach wygrywała po ich pomyłkach). Nawet za ostro, bo środowisko sędziowskie nie lubi wytykania błędów.

I znów Boniek zareagował ad personam, nie ad rem: "Panie Bednarz, zamiast »projektów dotyczących sędziów" może by Pan skoncentrował się na pracy dla swojego pracodawcy". Równie dobrze prezes Wisły mógł odpowiedzieć, by szef PZPN skupił się na reprezentacji, bo w rankingu FIFA wyprzedzają nas już Haiti, Albania czy Gwinea Równikowa.

Z prezesurą Bońka wróciła wiara, że z polską piłką będzie lepiej. Miał też poprawić wizerunek PZPN i rzeczywiście to zrobił. Zresztą po swoim poprzedniku nie było to trudne. Ma dar mówienia tego, co większość chciałaby usłyszeć. Niestety, niespecjalnie widać, by oprócz gadania miał pomysły, jak naprawić polską piłkę. A że jeszcze jest dużo do zrobienia, widać choćby po błędach sędziów, którzy wypaczają wyniki.