Pech Dariusza Treli. Wychował się w Krakowie, czekał na mecz z Wisłą i... nie będzie mógł zagrać

Dariusz Trela, bramkarz Piasta Gliwice, który wychował się w Krakowie, nie zagra w niedzielę przeciwko Wiśle, choć bardzo by chciał. - Cóż, muszę się z tym pogodzić - mówi.
Piłkarz trafił do Wisły, kiedy miał 17 lat, wcześniej występował w Skawince. Po dwóch sezonach spędzonych w juniorach znalazł się w drużynie występującej w Młodej Ekstraklasie. Do pierwszego zespołu się nie przebił.

Raz trafił do kadry meczowej, ale to wszystko. - Dobrze pamiętam mecz z Groclinem, który spędziłem na ławce. Bronił wtedy Łukasz Jarosiński, nie było to nic wielkiego, ale był to dla mnie taki debiut w meczowej "osiemnastce", więc był to bodziec, by się dalej rozwijać. Jeśli chodzi o treningi, to na pewno było to fajne, bo wtedy w Wiśle byli znakomici piłkarze i trenować z nimi to była przyjemność - opowiada bramkarz w rozmowie z oficjalną stroną Piasta.

Przez kolejne dwa sezony Trela występował w małopolskich drużynach z niższych lig. Na szerokie wody wypłynął dopiero w Piaście. - W Wiśle to była bardziej taka sportowa złość, ale patrząc z perspektywy, wydaje się, że nie powinienem odczuwać żalu, a być wdzięcznym klubowi za to, że mnie wychował. I na pewno ten czas, który minął od odejścia, nie jest stracony - twierdzi Trela.

W niedzielę Piast zagra w Krakowie. Trela nie może zagrać, bo w poprzedniej kolejce dostał czerwoną kartkę. Ale zapewnia, że pojawi się na meczu. - Będę trzymał kciuki za chłopaków, żeby udało się zdobyć trzy punkty. Fajnie byłoby zagrać w tym spotkaniu, ale o tym już można mówić w czasie przeszłym. Nie myślałem o udowadnianiu niczego Wiśle, raczej chodziło o aspekt emocjonalny. Muszę się z tym pogodzić i mam nadzieję, że jeszcze nadarzy się okazja - mówi Trela.