Kiedyś uciekał z Wisły, dziś wierzy w powrót. Kalu Uche: Martwię się o krakowian

PRZEGLĄD PRASY. - 9. miejsce w ekstraklasie? O mój Boże! Za moich czasów było to nie do pomyślenia - mówi Kalu Uche, były skrzydłowy Wisły Kraków, który opowiada o możliwościach... powrotu na Reymonta.
Uche występuje obecnie w tureckim klubie Kasimpasa, który stał się czarnym koniem rozgrywek. Zespół zajmuje 4. miejsce w tamtejszej ekstraklasie tuż za wielką trójką ze Stambułu. Nigeryjczyk, który do Turcji przeniósł się z Espanyolu Barcelona, wyrósł na gwiazdę: w 25 meczach zdobył 15 goli i jest czołowym strzelcem ligi.

- Decyzja, aby przyjść tu latem, okazała się strzałem w dziesiątkę. Liga turecka rośnie w siłę, trafiają tu gwiazdy. Nawet gdy nie ma meczów, to wszyscy o piłce dyskutują. Na ulicach, w kawiarniach, autobusach. Fajnie się gra w takim klimacie - podkreśla Nigeryjczyk w rozmowie z "Super Expressem".

Były skrzydłowy Wisły opowiada też występach na stadionie przy ul. Reymonta. - Czas spędzony w Wiśle wspominam z radością. Ale mieliśmy wtedy pakę! Żurawski, Kosowski, Baszczyński, Kuźba, Frankowski... To w Krakowie na dobre zaczęła się moja kariera. Sprawdzam czasem wyniki Wisły i martwię się, bo przecież wcześniej wyglądało to dużo lepiej - przyznaje Uche.

Nigeryjczyk deklaruje, że chciałby kiedyś wrócić do Wisły. Z klubem rozstawał się jednak w niezbyt dobrej atmosferze. W 2003 roku odmówił wyjścia na mecz z Omonią Nikozja, bo nie dostał pozwolenia od władz na transfer do Ajaksu Amsterdam. Potem został zawieszony na pół roku, a sprawę badała FIFA.

Kilka miesięcy później Uche podpisał nowy kontrakt, ale leczył kolejne urazy. Potem został wypożyczony do Girondis Bordeaux. Po pół roku znów wrócił do Krakowa, zagrał w meczu z Panatinaikosem, a po odpadnięciu z Ligi Mistrzów Wisła sprzedała go do UD Almeria.

Wierzysz w powrót Uche do Wisły?