Maor Melikson odchodzi z Wisły, ale to będzie pożegnanie bez łez

Z Wisły odchodzi czołowy obcokrajowiec w historii. - Nie wiem, czy dziś zapłaciłbym za Maora Meliksona 0,5 mln euro - mówi Grzegorz Mielcarski, były dyrektor krakowian
To była krótka, ale burzliwa przygoda. Po pierwszym roku Izraelczyk był wynoszony pod niebiosa i okrzykiwany najlepszym graczem ligi. Przy Reymonta można było go stawiać w jednym rzędzie z takimi obcokrajowcami jak Marcelo czy Kalu Uche. Pożegnanie tak optymistyczne nie jest.

Melikson zaliczył spadek formy, jaki za Bogusława Cupiała miało niewielu. - To nie była tylko jego wina. W klubie trwało zamieszanie z trenerami i prezesami, a do tego doszły problemy finansowe. To nie służyło nikomu. Porównajmy jednak Maora do Kewa Jaliensa. Holender borykał się z tymi samymi problemami, do tego Wisła chciała z nim rozwiązać kontrakt, a jesienią był jednym z najlepszych. W jego sytuacji Melikson pewnie zgasłby zupełnie - uważa Mielcarski, dziś ekspert Canal+.

Izraelczyk nie stracił talentu, ale drużyna miała dla niego drugorzędne znaczenie. Dalej potrafił błysnąć niezłym podaniem czy dryblingiem, niewiele to dawało. W rok zdobył dwie bramki, wcześniej w ciągu rundy strzelił cztery. Nie tryskał chęcią do gry i można było odnieść wrażenie, że odlicza dni do odejścia. - Sportowo Wisła może i straci, bo pokazał, że wiele potrafi. Czasem jednak trzeba pozbyć się kogoś dla oczyszczenia atmosfery. Przecież Meliksonowi nie brakowało ptasiego mleczka. Przez dziennikarzy był chwalony, kibice klepali go po plecach i wybaczali złe zagrania. Był niemal na specjalnych prawach, a w drużynie nie może być świętych krów - uważa Mielcarski.

W niedzielę Wisła poinformowała, że Melikson ma zgodę na transfer, a dzień później Izraelczyk wsiadł do samolotu. O grze w zachodniej lidze marzył od dawna. - Dzwonił z Francji, ale nie chciał wiele mówić, by nie zapeszać. Jestem jednak bardzo zadowolony, że będzie grał w Valenciennes. To dobry i wypłacalny klub, który chce walczyć o europejskie puchary - przyznaje w rozmowie z "Gazetą" Armand Melikson, ojciec piłkarza Wisły.

Melikson ma podpisać z Valenciennes dwuipółletni kontrakt. We Francji przeszedł badania medyczne, a klub na stronie internetowej podkreśla, że na umowie brakuje tylko podpisów. Valenciennes obserwowało 29-letniego pomocnika całą rundę. - Trener Daniel Sanchez powiedział, że Maor technicznymi umiejętnościami pasuje do koncepcji. Dla syna gra w Ligue 1 to nowe wyzwanie - podkreśla A. Melikson.

Działaczom 10. klubu francuskiej ekstraklasy Mielcarski się jednak dziwi. - Jestem zaskoczony, że po tym, jak Melikson grał przez ostatni rok, ktoś decyduje się wyłożyć za niego 900 tys. euro [nieoficjalnie tyle ma kosztować, choć francuskie media informują o 700 tys. euro]. Nie sądziłem, że ktoś wyłoży choćby pół miliona. Ale może w nowym klubie i nowych warunkach sobie poradzi - podkreśla.

Melikson w Wiśle zagrał 46 meczów ligowych, strzelił sześć bramek. Do tego dołożył trzy bramki w 11 spotkaniach europejskich pucharów.

Czy 700 tys. euro to dobra cena za Maora Meliksona?