Ekstraklasa. Drugie sprzątanie Jacka Bednarza

Wisła Kraków zaczęła solidne czyszczenie szatni z piłkarzy i liczy na sukces tej wyprzedaży, bezprecedensowej od ponad dekady. Za wszystkim stoją problemy finansowe.
Wiceprezes Jacek Bednarz przyszedł do Wisły niespełna rok temu i zaczął od sprzątania. Latem zadanie nie było specjalnie trudne, bo wystarczyło nie przedłużyć umów z sześcioma hojnie opłacanymi zawodnikami (m.in. Dudu Bitonem i Tomášem Jirsákiem). Do tego krakowianie sprzedali Andraża Kirma i wypożyczyli Patryka Małeckiego i klub powoli zaczął stawać na nogi. Skład trzeba było jednak uzupełnić - tańszym kosztem.

Tu Bednarzowi już tak łatwo nie poszło i dziś musi sprzątać sam po sobie. - Transferami jestem bardzo rozczarowany. Na razie nic pozytywnego z nich nie wyniknęło. Ponad 20 lat jestem w sporcie, ale jest to dla mnie lekcja pokory - przyznał w rozmowie ze Sport.pl.

Faktycznie, nie wyglądało to najlepiej. Bednarz zatrudnił pięciu zawodników - obrońca Arkadiusz Głowacki z powodu kontuzji opuścił blisko połowę meczów, bramkarz Michał Miśkiewicz zagrał tylko w ostatnim spotkaniu, napastnik Daniel Sikorski jesienią nie strzelił bramki, napastnik Romell Quioto w dziewięciu meczach nie zdobył gola, a dodatkowe pięć musiał pauzować z powodu dyskwalifikacji, bo z premedytacją nadepnął na przeciwnika. W tej sytuacji krakowianie skrócili jego roczne wypożyczenie o połowę i zawodnik po urlopie został w ojczyźnie - Hondurasie. Piąty nabytek Bednarza, Jan Frederiksen, też właśnie się z Wisłą żegna, co oznacza, że drużyna znowu zostaje bez lewego obrońcy i wcale nie jest pewne, że tę lukę uzupełni. Kandydatem jest Orlin Peralta z olimpijskiej reprezentacji Hondurasu.

Trzeba znów sprzątać szatnię, bo dla krakowian wyzwaniem ponad siły może być nawet zagwarantowanie wypłat na ekstraklasowym poziomie, o transferze nie wspominając. Co prawda na pensjach Quioto i Frederiksena trochę zaoszczędzono, ale w biurze zalegają niezapłacone faktury sprzed co najmniej kilku miesięcy. Ich uregulowanie jest priorytetem. Szczególnie że w klubie wychodzą z założenia, że Wisła ani nie spadnie, ani nie awansuje do europejskich pucharów, więc inwestowanie w zespół niewiele da. Co prawda krakowianie walczą jeszcze w Pucharze Polski, ale nie jest to wystarczającym bodźcem, by zatrudniać kolejnych graczy.

Stąd zimowa wyprzedaż. Z klubu co chwilę wychodzą wiadomości, że jakiś piłkarz może odejść, ale tak naprawdę na sprzedaż jest cały zespół. W związku ze słabą pozycją drużyny, wysokimi zarobkami zawodników i problemami finansowymi Wisła nie zamierza stawiać zaporowych cen. Najwięcej hałasu jest wokół Maora Meliksona. Jego menedżer jak zwykle zapewnia, że ma już propozycje od klubów z Wysp Brytyjskich (latem ofertę złożył Celtic Glasgow), ale do Wisły żadne dokumenty nie wpłynęły.

Jeśli wyprzedaż nie zakończy się sukcesem, Wisła czeka na lato i na wygaśnięcie kolejnych wysokich kontraktów - prawdopodobnie odejdą Ivica Iliew, Kew Jaliens, Sergiej Pareiko, być może Radosław Sobolewski - i dopiero wówczas zamierza konstruować nowy zespół. Czy będzie ją na to stać już latem czy dopiero za rok? - Najpierw musimy zbudować solidne ekonomiczne podstawy funkcjonowania klubu, i pewnie nie będzie to trwało krócej niż rok. Później pozostaje cierpliwość i znalezienie dobrego pomysłu na sprawy sportowe - podkreślał Bednarz.