Filip Kurto regularnie gra w Eredivisie, a w Wiśle Kraków... "marnowałbym czas"

- Nie przyszedłem tutaj, żeby siedzieć na ławce - mówi w rozmowie z portalem 2x45.com.pl 21-letni Filip Kurto, który był trzecim bramkarzem Wisły, a w Rodzie Kerkrade gra regularnie.
Kurto do Eredivisie przeniósł się przed sezonem i od razu został pierwszym bramkarzem. W Wiśle nie mógł liczyć na grę. - Niby jakieś wstępne rozmowy były, ale ja też nie byłem zbyt entuzjastycznie nastawiony do dalszego pobytu w Wiśle. Skoro przez trzy lata nie stałem się nawet numerem dwa, to zostawanie w Krakowie raczej nie okazałoby się najlepszym pomysłem. Podpisałbym kontrakt i znów siedziałbym na trybunach z przerwami na Młodą Ekstraklasę. Bez sensu, marnowałbym czas - twierdzi Kurto.

Transfer wyszedł mu na dobre, bo regularnie gra w lepszej lidze. - Od początku tak zakładałem. Udało się, jestem zadowolony. Nikt mi jednak nie mówił przy podpisywaniu kontraktu, że pozyskują mnie jako pierwszego bramkarza, że od razu wskakuję do składu. Wszystko wyjaśniło się dopiero tuż przed rozpoczęciem sezonu - przekonuje bramkarz.

Kurto zdradza m.in., że raz w tygodniu chodzi na lekcje języka niderlandzkiego, ale najczęściej posługuje się angielski. Z kolegami porozumiewa się też po... polsku, bo w Rodzie grają też Mateusz Prus i Mikołaj Lebedyński. - Oczywiście trzymam z Mikołajem i Mateuszem, ale bardzo dobry kontakt mamy też z Portugalczykiem Danilo Pereirą i Aminem Affane. Obaj są młodzi, niewiele różnimy się wiekiem. Ta piątka to taka nasza paczka. Z resztą kolegów nie mam żadnych problemów, wszyscy są w porządku. Zaaklimatyzowałem się dość łatwo - twierdzi.

Na razie jednak Kurto nie ma powodów do radości. Jego Roda ma za sobą czarną serię dziewięciu meczów bez zwycięstwa, a Polak w 15 meczach puścił aż 30 goli.