Sport.pl

Do najlepszego sędziego - "Uważaj, bo nie zagłosuję na ciebie w plebiscycie Canal+"

- Piłkarzom nie zabraniam do siebie mówić na ?ty - przyznaje krakowianin Tomasz Musiał, którego piłkarze ekstraklasy wybrali na najlepszego sędziego rundy jesiennej
Musiał znokautował konkurentów - aż 52,9 proc. piłkarzy uznało go za najlepszego sędziego w lidze. Niezły wynik uzyskał też Hubert Siejewicz z Białegostoku (31,4 proc.), ale trzeci Szymon Marciniak z Płocka zdecydowanie odstawał (4,5 proc.).

Grzegorz Baran, piłkarz GKS-u Bełchatów: - Sędzia Musiał czuje piłkę nożną i zazwyczaj pozwala grać ostro. Rządzi, kiedy trzeba, ale nie jest zarozumiały. Ma dobre podejście. Widać, że umie dogadać się z wieloma zawodnikami. To najlepszy sędzia w lidze i tej opinii nie zmieni nawet czerwona kartka, którą ostatnio od niego dostałem. Co prawda mógł dać żółtą, ale nie obrażam się, choć nigdy wcześniej nie zostałem wyrzucony z boiska po jednym faulu. Po meczu i przed jesteśmy kolegami, ale na boisku uprzejmości raczej nie wymieniamy. Przywilejów nie mam, o czym m.in. świadczy ta kartka.

Jarosław K. Kowal: Skąd biorą się tak dobre opinie o panu?

Tomasz Musiał: Trudno powiedzieć. Może wpływ miało to, że wśród piłkarzy jestem raczej lubiany? I może będę nieskromny, ale przyczyniło się do tego po prostu dobre sędziowanie. Gorsze mecze się zdarzały, ale w większości spisywałem się nie najgorzej.

Z piłkarzami jest pan na "ty"?

- Nie zabraniam zawodnikom zwracać się do mnie w ten sposób. W czasie meczu staram się mówić per "pan", choć czasami pozwalamy sobie na wymianę uprzejmości.

Może pozwala pan piłkarzom na zbyt dużo i stąd to wyróżnienie?

- Ale boisko wcale tego nie pokazuje. To, że po meczu rozmawiamy jak koledzy, nie ma nic wspólnego z sędziowaniem. Dam przykład. W ostatnim meczu [GKS Bełchatów - Piast Gliwice - przyp. red.] Grzesiek Baran, który grał z moim bratem w Górniku Wieliczka, dostał ode mnie czerwoną kartkę. Na boisku wyłącza się myślenie, że to kolega. To, że potrafię być dla piłkarzy miły, niczego nie zmienia.

Utrzymuje pan kontakty z piłkarzami?

- A dlaczego nie? Jesteśmy ludźmi i dlaczego miałbym nie utrzymywać? Szczególnie z tymi, którzy mieszkają w Krakowie. Spotykam się z nimi przy różnych okazjach, w kinie czy restauracji, i w pracy to potem nie przeszkadza. Ostatnio wpadłem na Andrzeja Niedzielana, spotkałem też Rafała Boguskiego. Znamy się, więc czemu mielibyśmy razem nie wypić kawy? Tyle że zamiast o piłce, rozmawiamy o dzieciach, rodzinie...

I na boisku nigdy nie pomyśli pan, że musi ukarać dobrego znajomego?

- To siedzi w podświadomości, takiego myślenia nie da się zupełnie wyłączyć, ale staram się to eliminować. Mechanizm ma być taki, że na boisku człowiek powinien podjąć decyzję, zanim uświadomi sobie, jakiego piłkarza ma ukarać. W tej rundzie na szczęście nie miałem z tym problemów.

Piłkarze często pana chwalą?

- Tak, zdarza się. Najprzyjemniejszy w tym zawodzie jest właśnie moment, kiedy na środku boiska zawodnicy podchodzą, by podać rękę i podziękować. Nawet jak przytrafią mi się błędy, to zazwyczaj nie mają z tym problemu. Choć pamiętam ciekawą sytuację, kiedy sędziowałem mecz Śląska Wrocław (wybuch śmiechu ). Nie gwizdnąłem faulu na Sebastianie Mili. Kiedy potem przebiegał obok, powiedział: "za karę nie zagłosuję na ciebie w plebiscycie Canal+".

Często ogląda pan swoje mecze?

- To mój obowiązek. Po meczach mamy wystawić samoocenę, z materiałów wideo wycinamy dobre i złe fragmenty, po czym wysyłamy do zarządu. To bardzo pomaga.

I faktycznie był pan najlepszy w rundzie jesiennej?

- Na pewno była to udana runda. Dwa mecze mi nie wyszły: Legia - Ruch i Piast - Ruch. Nie wypaczyłem wyniku, ale czułem, że po prostu poprowadziłem je słabo. Większość spotkań była jednak pozytywna.

Zgadzasz się, że Tomasz Musiał jesienią był najlepszym sędzię w lidze?
Więcej o: