Osman Chavez w porę chwycił rękę Jezusa [WYWIAD]

Osman Chavez

Osman Chavez (Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta)

Dorastał w domu ulepionym z gliny i z dachem z liści palmowych. Nie miał butów, a ubrania dostawał po starszych braciach. Obiecał matce, że kiedyś będzie go stać, by kupić jej dom. I po transferze do Wisły słowa dotrzymał. - To wszystko dzięki Bogu - mówi Honduranin Osman Chavez
Maria Hawranek, Andrzej Klemba: Co pan myślał, gdy pierwszy raz wsiadł pan do samolotu do Polski?

Osman Chavez: Wielkie wzruszenie i radość, bo w końcu po testach m.in. w Tottenhamie i w Celticu podpisałem kontrakt w Europie. Otworzyły się drzwi, do których od dawna pukałem.

Co wiedział pan o Polsce?

- Carlos Costly, który grał w Bełchatowie, opowiedział mi o tym kraju i o lidze. Graliśmy razem w reprezentacji i wtedy opowiadał mi o GKS-ie i o najpiękniejszych miastach Polski. Wiedziałem, że Wisła to jedna z najlepszych drużyn, i miałem ochotę do niej się przenieść. O Polakach wiedziałem, że potrafią szanować ludzi. Carlos nigdy nie spotkał się z rasistowskim zachowaniem. To było dla mnie ważne, że przyjeżdżam do kraju ludzi religijnych.

Jest pan pewny, że Polacy są tacy tolerancyjni. Nigdy nie usłyszał pan rasistowskich okrzyków?

- Być może ich po prostu nie rozumiem. Zawsze spotykałem się z szacunkiem i pozytywną reakcją, może dlatego, że w Polsce jest dużo kibiców Wisły.

Co pana najbardziej zaskoczyło?

- Oziębłość i obojętność ludzi. Mieszkasz na osiedlu i nie znasz osób, które żyją obok ciebie. W Hondurasie to niemożliwe, tam co chwilę ktoś zagaduje: "Cześć, sąsiadko, jak się masz?". Sąsiedzi interesują się sobą nawzajem i pilnują domów, a tutaj każdy jest pogrążony we własnym świecie. Mam wrażenie, że ktoś może umrzeć w domu obok, miną tygodnie, miesiące i nikt się nie zorientuje. Zaskakuje mnie też bezpieczeństwo na ulicach, można przechadzać się o każdej porze nawet we dwójkę czy w trójkę. Polska nie jest w konflikcie z żadnym sąsiednim krajem.

1 listopada obchodzimy Wszystkich Świętych. W Hondurasie jest podobnie?

- Tak, ale nie na taką skalę, jest część społeczeństwa, która w ogóle nie obchodzi tego dnia. Jak byłem mały, to sprzątałem groby dziadków.

A jakie święta są najważniejsze w Hondurasie?

- Wielki Tydzień, a szczególnie Wielki Piątek. Wtedy wszyscy wylegają na ulice, po których idą procesje z mężczyzną przebranym za Jezusa niosącego krzyż na plecach. W Wielki Czwartek i w Wielką Sobotę ludzie nie pracują i razem z rodzinami spędzają dzień na plażach. Nad morzem są tłumy i wszyscy się kąpią, bo wtedy jest bardzo gorąco. Hucznie obchodzimy również święta Bożego Narodzenia.

Pan jest ewangelikiem. Czy Honduras nie jest przede wszystkim katolicki?

- To zróżnicowany kraj. Jest otwarty pod względem religijnym, obok Kościoła katolickiego, który ma kanały telewizyjne i radiowe, są też inne, mniejsze, które liczą sobie po 10-15 tys. wyznawców. W każdym większym mieście są kościoły katolickie, a obok nich ewangelickie. W tej chwili ludność wyznaniowo dzieli się pół na pół. My, ewangelicy, dajemy prostą receptę: jedna żona, jeden mąż, zero alkoholu, papierosów i wulgaryzmów.

Pan urodził się w rodzinie ewangelików?

- Nie. Ale wtedy nie wiedziałem, co jest dobre, a co złe. Rano szedłem na mszę, po południu z kimś się biłem, a wieczorem imprezowałem. Kolega zaprosił mnie na spotkanie w kościele ewangelickim i poczułem, jakby ktoś wyciągnął mnie z otchłani. Poznałem złotą zasadę: traktuj innych tak, jak chcesz, żeby oni traktowali ciebie.

Kto był pierwszy: Osman piłkarz czy Osman ewangelik?

- Piłkarz. Kiedy grałem w rezerwach Platense, zacząłem wkraczać w ten niebezpieczny świat imprez wypełniony kobietami, alkoholem i bijatykami. Wówczas Chrystus mnie uratował, bo moje życie było wtedy skazane na klęskę. Kolega opowiedział mi o Jezusie, a ja otworzyłem swoje serce. I to była najlepsza decyzja w życiu. Teraz mam rodzinę, żonę, cudowne dzieci i spokój, którego nie można znaleźć w świecie pełnym codziennych zmartwień.

Kiedy skończy pan karierę piłkarską, poświęci się pan głoszeniu Ewangelii?

- Tak, bardzo mnie to cieszy, a jednocześnie to mój obowiązek, bo Bóg powiedział, że mamy być światłem na pustyni, które nie może przestać świecić.

Jak wyglądało pańskie dzieciństwo w Hondurasie?

- Było bardzo trudne, bo tato odszedł z domu, kiedy byłem mały, i mama została z trójką dzieci. Dorastałem w domu ulepionym z gliny, w którym dach był zrobiony z liści palmowych. Do szkoły chodziłem boso, bo nie mieliśmy na buty. Ubrania dostawałem po starszych braciach, często były tak znoszone, że szybko się rozlatywały. Kiedy padało, woda przeciekała do środka, a my musieliśmy chronić dom, który był przecież zrobiony m.in. z ziemi. Nie było łatwo tak żyć. Byliśmy poza kręgiem ludzi, którzy mieli pieniądze, nic dla nich nie znaczyłem. Ale miałem za wzór najsilniejszą kobietę, jaką znam. Moja mama wstawała codziennie wcześnie rano, szła do lasu po zioła, uprawiała pole, zbierała drewno, piekła chleb, który razem z braćmi sprzedawaliśmy na ulicy. Ani chwili wytchnienia, codziennie wieczorem wracała do domu wyczerpana. I nigdy się nie skarżyła. Gdy byłem mały, mówiłem: "Mamo, kiedy dorosnę, kupię ci dom i nie będziesz musiała tak pracować". I to wszystko udało mi się osiągnąć. Jako chłopczyk obiecywałem sobie, że nie będę jak inni, nie będę pijany wałęsał się po ulicy ani przysparzał jej cierpień. Dorosłem, przeprowadziłem się do San Pedro Sula i tam zacząłem trenować. Wtedy zboczyłem z drogi, pojawiły się kobiety, jedna, druga, trzecia, imprezy. Ale na czas Bóg stanął na mojej drodze.

Honduras to jeden z najbiedniejszych krajów świata. Czy futbol daje możliwość ucieczki od biedy?

- Tak, sam jestem tego przykładem. Jestem tutaj dzięki Bogu i piłce nożnej. Dzisiaj piłka to biznes i wielkie pieniądze, które wszystko umożliwiają. W ciągu rocznego kontraktu możesz stać się milionerem.

Nie brakuje tam fanów piłki nożnej.

- To kraj futbolu. Fani są z nas bardzo dumni, media śledzą występy piłkarzy poza krajem i relacjonują, co robimy w Anglii, w Chinach, w MLS. Są z nas dumni, bo jesteśmy ambasadorami kraju. Kiedy niedawno głosiłem kazanie na Festiwalu Życia w Krakowie, media w Hondurasie o tym pisały. Kibice są z nas dumni, bo dajemy nadzieję tym, którzy jej nie mają.

Zagrał pan na mundialu w 2010 roku. Jakie to przeżycie?

- Nie da się tego opisać. Stanąłem twarzą w twarz z Andresem Iniestą, Geraldem Pique czy Xabim Alonso, piłkarzami, których wcześniej podziwiałem w telewizji. Pomyślałem sobie: "Wow, co ja tutaj robię?". Nagle sędzia gwiżdże, zaczynam biec i myślę: "Ej, właśnie zatrzymuję Davida Villę, a za chwilę Fernando Torresa". Te trzy mecze w RPA w jakimś sensie naznaczyły moje życie.

Ostatnio nie bez problemów awansowaliście do czwartej rundy eliminacji mistrzostw świata w Brazylii 2014.

- Wielu ludzi myśli, że skoro zagraliśmy w RPA, to jesteśmy faworytami i z łatwością przejdziemy kwalifikacje. My też myśleliśmy, że będziemy wygrywać, bo jesteśmy z Hondurasu. Kiedy inni biegali po boisku, my spacerowaliśmy. Ale wreszcie się pozbieraliśmy i jesteśmy na ostatniej prostej.

Które miejsce będzie zajmowała Wisła po rundzie jesiennej?
Zobacz także
  • Kibice Wisły nie będą dopingowali. Tomasz Kulawik: Piłkarze chcieliby mieć wsparcie
  • Marek Kusto Marek Kusto: Atuty Wisły Kraków przed meczem ze Śląskiem... Własne boisko
  • Osman Chavez: Od trenera Wisły Kraków zamiast wsparcia, usłyszałem wyrzuty
Najczęściej czytane

LOTTO Ekstraklasa 2018/19

lp. Drużyna M Pkt Br. Zw. R Por.
1 Lechia Gdańsk 32 63 49:30 18 9 5
2 Legia Warszawa 32 63 49:32 19 6 7
3 Piast Gliwice 32 59 50:31 17 8 7
4 Jagiellonia Białystok 32 51 49:44 14 9 9
5 Cracovia Kraków 32 48 39:36 14 6 12
6 Zagłębie Lubin 32 47 50:42 14 5 13
7 Lech Poznań 32 47 45:43 14 5 13
8 Pogoń Szczecin 32 46 50:48 13 7 12
9 Korona Kielce 31 43 37:44 11 10 10
10 Wisła Kraków 31 42 57:51 12 6 13
11 Górnik Zabrze 31 34 37:49 8 10 13
12 Miedź Legnica 31 33 32:54 8 9 14
13 Wisła Płock 31 33 43:51 8 9 14
14 Śląsk Wrocław 31 31 35:39 8 7 16
15 Arka Gdynia 31 29 39:45 6 11 14
16 Zagłębie Sosnowiec 31 25 43:65 6 7 18

  • Grupa mistrzowska
  • Grupa spadkowa