Wisła dokonała niemożliwego. Tylko remis z Koroną!

Takie remis jest gorszy od pogromu. Wisła Kraków grała z przewagę nawet dwóch zawodników, a mimo tego w ostatniej minucie straciła bramkę i zwycięstwo.
Po takim meczu w szatni Wisły musi być bardzo gorąco, a oberwać powinno się wszystkim: od piłkarzy po członków sztabu szkoleniowego. Krakowianie prowadzili, ponad godzinę grali z przewagą zawodnika, a w końcówce nawet dwóch. I zamiast odnieść efektowne zwycięstwo i wysłać reszcie ligi sygnał: "uważajcie na nas", to dali sobie wbić gola.

By odwrócić złą kartę, trener Tomasz Kulawik zagrał va banque. Od pierwszej minuty postawił na trzech napastników: Cwetana Genkowa, Daniela Sikorskiego i Rafała Boguskiego, który tym razem biegał jednak po skrzydle. Kulawik w ofensywie musiał coś pozmieniać, bo w lidze mniej goli od Wisły ma tylko GKS Bełchatów i właśnie Korona. Do tego ze składu z powodu kontuzji wypadł Maor Melikson.

Krakowianie nie zagrali może bardzo ofensywnie, ale skutecznie. W pierwszej części jedyne szanse miał Genkow i zdobył pierwszą bramkę od półtora miesiąca. Przy pierwszej okazji Bułgar uderzył w bramkarza, ale w drugiej wykorzystał dośrodkowanie Łukasza Garguły. Pomocnik Wisły zagrał bardzo precyzyjnie, mimo że chwilę wcześniej tak nieudolnie kopnął piłkę, że cały stadion wybuchł śmiechem.

Za chwilę krakowianie byli w idealnej sytuacji, bo Michał Janota w środku pola i w zupełnie niegroźnej sytuacji ostro zaatakował Michała Chrapka. Wiślak zwijał z bólu, a kielczanin dostał czerwoną kartkę. Rozsierdzony Janota zszedł do szatni i po drodze podobno strzelał drzwiami. Pretensje może mieć jednak tylko do siebie. - Absolutnie zasłużona czerwona kartka, bo ten atak zagrażał zdrowiu piłkarza. Gdyby sędzia pokazał tylko żółtą, to miałby do niego pretensje - podkreśla Zbigniew Przesmycki, szef polskich sędziów.

W tym momencie zaczęło się usypianie kibiców. Korona cofnęła się, a Wisła długimi fragmentami wymieniała piłkę. Czasem trwało to nawet dobrze ponad minutę, tylko że krakowianie nie zamierzali atakować bramki rywali, tylko podawali sobie piłkę głównie na swojej połowie. Kibice co chwilę wyrywali się z nudów, by pogwizdać na taki scenariusz, a Korona nie bardzo miała pomysł, jak przejąć piłkę. Po przerwie było podobnie, a swoich graczy do ofensywniejszej gry nie zagrzewał nawet trener Tomasz Kulawik.

Zobaczyli to kielczanie i coraz śmielej atakowali. Kilka razy pod bramką Wisły było gorąco, ale kubeł zimnej wody zapewnił gospodarzom Vlastimir Jovanović, który dostał drugą żółtą kartkę. Tyle że w ostatniej minucie regulaminowego czasu został też wyrzucony Michał Szewczyk, który dwie żółte kartki dostał w pięć minut...

Mimo to wydawało się, że Wisła wygra, ale Korona w końcu dopięła swego. Maciej Korzym wyszedł sam na sam z Sergiejem Pareiko i niemal ostatnim kopnięciem dał gospodarzom remis.

Wisła z Koroną zagrała