Nadeszły ciężkie chwile dla Honduran w Wiśle Kraków

Mają szansę zrobić rodakom reklamę, ale na razie są w dołku. Osman Chavez nie łapie się do meczowej kadry, a Romell Quioto od najbliższego spotkania będzie próbował naprawić nadszarpniętą reputację.
W polskiej ekstraklasie jest tylko dwóch zawodników z Hondurasu i obaj grają w Wiśle. Chavez pod Wawel przyleciał w 2010 r., nie miał problemów z aklimatyzacją i w dwóch sezonach zaliczył większość spotkań.

Zdecydowanie gorzej wystartował Quioto, który po boiskach ekstraklasy łącznie biegał niespełna dwie godziny (w trzech meczach), a kolejne pięć spotkań z powodu dyskwalifikacji oglądał z trybun (to kara za nadepnięcie Łukasza Piątka z Polonii). W większości przypadków mógłby mu towarzyszyć Chavez, który w tym czasie tylko raz (!) usiadł na ławce rezerwowych, a w pozostałych meczach był poza kadrą.

28-letni obrońca w osiemnastce nie mieścił się zarówno u trenera Michała Probierza, jak i Tomasza Kulawika. Poprzedni szkoleniowiec mógł mieć do niego zastrzeżenia (m.in. Chavez pojechał na zgrupowanie kadry z lekkim urazem i pogłębił kontuzję), z kolei obecny trener tylko przez kilka dni miał możliwość przyjrzeć się grze Honduranina, bo piłkarz znowu poleciał na mecze reprezentacji. - Nie było go prawie dwa tygodnie, a do tego w kadrze nie zagrał ani minuty. Nie mogę ryzykować wystawienia takiego zawodnika - podkreśla Kulawik.

Teraz Chavez ma dodatkowe treningi, więc przy Reymonta spędził część soboty i niedzieli. Oprócz tego trenuje również z zespołem. - Nie mogę powiedzieć, że odstaje, ale na pewno nie jest w takiej formie jak w poprzednim sezonie - przyznaje Kulawik.

Rytmu meczowego nie zgubił Quioto, bo mimo dyskwalifikacji mógł występować w Młodej Ekstraklasie. Zaliczył trzy spotkania, strzelił bramkę i uczył się gry na nowej pozycji. - Występował na skrzydle, a nie w ataku, bo taka była sugestia trenera Probierza - zaznacza Kulawik.

Dyskwalifikacja Quioto już się skończyła i będzie brany pod uwagę przy ustalaniu kadry na piątkowy mecz z Widzewem w Łodzi. Nie wiadomo jednak, czy znajdzie się dla niego miejsce w autokarze. - Meczów jest jeszcze sporo i jeszcze na pewno dostanie szanse - ucina Kulawik.