Puchar Polski. Hat trick Cwetana Genkowa i awans Wisły Kraków

Piłkarze Wisły Kraków przez prawie godzinę nie potrafili nawet trafić w bramkę beniaminka III ligi - Lubońskiego KS. Gdy jednak gospodarze opadli z sił, krakowianie łatwo strzelili im pięć goli, choć mogli więcej i pewnie awansowali do 1/8 finału.
Trener Michał Probierz wyjściową jedenastką pokazał, że dla III-ligowca nie zmierzał stosować żadnej taryfy ulgowej. Wystawił właściwie najmocniejszy skład, a "ofiarą" taktyki 4-4-2 okazał się Radosław Sobolewski. W ubiegłym sezonie krakowanie grali zwykle z dwoma defensywnymi pomocnikami, teraz jest miejsce tylko na jednego. Szkoleniowiec wolał postawić na Cezarego Wilka.

W podstawowym składzie krakowian wybiegł Arkadiusz Głowacki, który przed sezonem wrócił z Trabzonsporu. W Wiśle zagrał ponownie po 819 dniach przerwy na występy w Turcji. I od początku był niemal bezbłędny.

Gospodarze agresywną grą i ambicją starali się nadrobić różnicę między III ligą a ekstraklasą. I w pierwszej połowie byli groźniejszym zespołem, ale brakowało im zdecydowania pod polem karnym. Próbowali zaskoczyć kontratakami i po jednym z nich Głowacki ratował się taktycznym faulem, za który dostał żółtą kartkę.

Wiślacy byli piłkarsko lepsi, ale indywidualne akcje nie przynosiły efektów. Trudny do zatrzymania był Maor Melikson - rywale go nie oszczędzali i najczęściej jedynym sposobem był faul. Tyle że stałe fragmenty w wykonaniu Łukasza Garguły nie stwarzały zagrożenia. Dopiero w 31 min po jego podaniu z rzutu wolnego Gordan Bunoza trafił do siatki, ale asystent sędziego podniósł chorągiewkę, bo jego zdaniem Bośniak był na spalonym. Chwilę później Melikson powinien strzelić gola, ale za długo zwlekał z uderzeniem.

Do przerwy gospodarze zasłużyli na oklaski ponadtysięcznej widowni. Wstydzić powinni się za to wiślacy, bo nawet nie oddali celnego strzału. - Na razie mecz nam się nie układa - przyznał przed zejściem do szatni Głowacki.

Po przerwie Wisła zaczęła osiągać przewagę, ale długo efektów w ofensywie nie było. W końcu trener Probierz zdjął najsłabszego w swojej drużynie Daniela Sikorskiego. Wszedł Romell Quioto i po chwili oddał pierwszy celny strzał w tym meczu. Wejście Honduranina dało zastrzyk energii wiślakom. W 60 min Melikson idealnie dośrodkował do Cwetana Genkowa, a Bułgar pięknie uderzył głową i było 1:0. Po chwili napastnik powinien podwyższyć, ale z 3 m strzelił nad bramką. Szybko jednak się zrehabilitował i dał Wiśle prowadzenie 2:0, czym właściwie rozstrzygnął losy awansu. W końcówce krakowianie dobili III-ligowców kolejnymi trzema golami.

W 78 min gości uratował słupek po potężnym strzale z rzutu wolnego Przemysława Wyrwy.

- W szatni trener mówił: "Spokojniej, grajcie dokładnie i cierpliwie." Wyszliśmy bardziej skoncentrowani i efekty przyszły. Cieszymy się, że strzeliliśmy aż pięć goli - mówił Garguła. - Teraz trzeba wyjść na boisko i w lidze zmazać plamę z poprzedniego sezonu.

Luboński KS - Wisła Kraków 0:5 (0:0)

Gol: Genkow (60., 66., 87.), Garguła (85.), Boguski (89.)

Luboński KS: Maćkowski - Piotrowski, Pytlak, Imbiorowicz, Smuniewski - Jeżewski (74. Izydorczyk), Nowaczyk, Radomski, Manelski - Skrzycki (70. Wyrwa), Kubiak.

Wisła: Pareiko - Jaliens, Chavez (62. Sobolewski), Głowacki, Bunoza - Iliew (71. Boguski), Garguła, Wilk, Melikson - Sikorski (57. Quioto), Genkow.

Co Wisła zdziała w tym sezonie?