Gdzie trenuje Wisła Kraków? W słoweńskim Ciechocinku

W linii prostej ma 800 m, a boiska skrywa w polach kukurydzy. Ożywa właśnie teraz, ale nie z powodu piłkarzy Wisły, ale tysiąca emerytów. Witajcie w Moravskich Toplicach, oazie ciszy i spokoju
Żeby przemierzyć całe Moravskie Toplice, wystarczy minuta samochodem, trzy na rowerze lub dziesięć pieszo. Od jednej tablicy z nazwą miejscowości do drugiej jest 800 m

Po drodze kościół, pizzeria, salon kosmetyczny i sklep ogrodniczy. W nocy ani żywej duszy, w południe spotkaliśmy rowerzystę, pieszego i kilka osób przy kawiarnianych stolikach. - Miasteczko? Bez przesady. To normalna słoweńska wieś. Niewiele się tu dzieje. Można wyjść na pizzę, ale pubu nie ma. Najbliższy w Murskiej Sobocie, 7 km stąd - opowiada pani w punkcie informacyjnym.

Wieś nie ma planu, choć wystarczająco czytelny zmieściłby się na niewielkiej kartce z notesu. Jest za to mapa regionu, w którym godne polecenia są wielki park, największy zamek Słowenii i mumia (pani z informacji mówi, że inna niż te w Egipcie). Mimo to przyjazd piłkarzy z Krakowa do Moravskich Toplic nie był największym wydarzeniem, bo wczoraj zaczął się X jubileuszowy zjazd emerytów. 500 m od hotelu wiślaków stoi wielki biały namiot na boisku przypominającym orlika, tyle że trzy razy większym. Można tam grać w koszykówkę, piłkę nożną i hokeja na trawie.

W namiocie bawiło się co najmniej tysiąc osób, na parkingu stało ponad sto samochodów, a kolejni goście zjeżdżali autokarami. Każda miejscowość miała stolik ze swoją nazwą, choć były też miejsca VIP. Biesiadnicy popijali wino i piwo, śpiewali oraz tańczyli do muzyki granej przez orkiestrę. - Tutaj ludzie wiedzą, jak spędzać wolny czas na emeryturze - przyznał jeden z wiślaków, choć sam o imprezie nie wiedział.

Gdzieś na odludziu pod granicą węgierską...

Piłkarzy Wisły spotkaliśmy dopiero w hotelu. Czterogwiazdkowy, z ekskluzywnym basenem i SPA, ale we wsi są lepsze. Na przykład taki z sześcioma basenami i czterema zjeżdżalniami, do którego tłumie przyjeżdżają Słoweńcy, by zażyć kąpieli termalnych. Tuż obok jest pole golfowe, na którym grały trzy osoby - oczywiście emeryci. - Tacy ludzie tu przeważają, dla młodszych centrum rozrywki to raczej nie jest - przyznaje pani w punkcie informacyjnym.

Wisła wszystko, czego potrzebuje, ma jednak pod nosem. Do dyspozycji są siłownia, odnowa biologiczna i dwa boiska (obowiązkowo otoczone polem kukurydzy, która rośnie chyba wszędzie w tym rejonie Słowenii). Murawa może nie jest w idealnym stanie, ale zawodnicy o kontuzje nie muszą się obawiać. Bardziej mogą narzekać mieszkańcy znajdującego się nieopodal hotelu, bo czasem nawet dwa razy dziennie muszą wysłuchiwać głośnych i dosadnych uwag trenera Michała Probierza. A ludzie w Moravskich Toplicach hałasu raczej nie lubią, bo albo dni spędzają na tarasie, albo jeżdżą na rowerach po ścieżkach.

Wiślacy spokój i ciszę mogli docenić już podczas pierwszego zgrupowania w Prusimiu, w którym mieszka 141 osób, a lokalizacji nie wskazuje nawet część map internetowych. Środowy sparing z Fenerbahce Stambuł mieli zagrać w 40-tysięcznym Wiener Neustadt, ale dzień przed spotkaniem Turcy ze względu na murawę przenieśli mecz do austriackiego Ritzing, czyli gdzieś na odludzie pod granicą węgierską.

Po zjechaniu z autostrady droga do tej wsi wiodła według schematu: pola zbóż, słoneczniki, kukurydza, pola zbóż, kukurydza. W końcu na horyzoncie pokazała się wieża kościoła, a tuż obok jupitery. Biznesmen zajmujący się branżą informatyczną zbzikował na punkcie piłki i w rodzinnej wsi mającej tysiąc mieszkańców postawił obiekt na 4 tysiące widzów. Obiekt, którego pozazdrościłby niejeden polski ekstraklasowiec - cztery boiska, profesjonalna odnowa, kręgielnia, restauracja oraz boiska do squasha i badmintona. To wszystko do dyspozycji mają piłkarze z trzeciej ligi.

Pianino dla zabicia czasu

Dla części wiślaków cisza i spokój to nie jest raj na ziemi. Na co dzień w wolnym czasie przesiadują w kawiarniach na Rynku, chodzą po galeriach handlowych i zaliczają kolejne pozycje z repertuarów kinowych. A w Moravskich Toplicach sami muszą sobie organizować rozrywkę. Część relaksuje się przy basenie, inni czytają książki, oglądają filmy lub biją rekordy w grach komputerowych. A np. Osman Chavez lubi zagrać na hotelowym pianinie. - Nie jest tak bardzo nudno, jak by się mogło wydawać. Zdecydowanie bardziej wymęczyłem się w na pierwszym zgrupowaniu, gdzie w promieniu 50 km nie było nic. Tu jest dużo lepiej. Możemy skorzystać z basenów, jest też gdzie usiąść na kawie. Nawet jeszcze nie zdążyłem obejrzeć wsi, bo ciągle jesteśmy zajęci. Tylko trening, odpoczynek, trening, odpoczynek - podkreśla Gordan Bunoza, obrońca Wisły.

Piłkarze nie są ani zaskoczeniem, ani atrakcją dla mieszkańców wsi, bo na zgrupowaniach w Moravskich Toplicach było już kilka drużyn. - Często tu przyjeżdżają, ale nie znam ich. Piłka nożna to zdecydowanie nie mój temat - uśmiecha się pani w informacji.

Za to hotel chętnie chwali się kilkunastoma referencjami, np. słowackiego, polskiego i holenderskiego związku piłki nożnej oraz Korony Kielce, Żeljeznicara Sarajewo czy Olimpii Lublana. - Fajnie tu, choć pewnie starszym zawodnikom to miejsce bardziej odpowiada. My, młodsi, czasem wolimy jakąś kawiarnię czy kino - uśmiecha się 23-letni obrońca.

Zamiast tego w pobliżu Moravskich Toplic w ten weekend odbędzie się wielki festiwal muzyki ludowej.

Co Wisła zdziała w tym sezonie?
Więcej o: