Syn Clebera wspomina wypadek ojca: Upadł i miał spojrzenie piłkarza, który kiedyś zmarł na jego oczach

16-letni Lucas Guedes zaczyna karierę w poważnym futbolu, ale jego rozwój po części hamuje... kontuzja ojca sprzed niespełna dwóch lat. - To było przerażające. Mama zaczęła krzyczeć, a ja nie wiedziałem, co robić. Wyłączyłem telewizor i zacząłem dzwonić. Od tamtej pory nie skaczę do pojedynków główkowych - opowiada Lucas Guedes, piłkarz Wisły Kraków.
Cleber przez trzy lata był podstawowym zawodnikiem Wisły Kraków i jednym z najtwardszych zawodników w ekstraklasie. W październiku 2010 r. musiał jednak przedwcześnie zakończyć karierę. W meczu z Lechem Poznań zderzył się z przeciwnikiem, upadł na murawę i został przewieziony karetką do szpitala. To zdarzenie w telewizji śledził jego syn - Lucas.

- To było przerażające. Jak widziałem karetkę, przypomniałem sobie, jak na boisku zmarł Miklosz Feher. Jego Benfika Lizbona grała z Victorią Guimaraes mojego taty. Ojciec pierwszy do niego podbiegł, a Miklosz miał tak dziwny wzrok... Upadł na ziemię i patrzył identycznie jak tata w meczu z Lechem. Gdy to widziałem, poczułem okropny ból w brzuchu. Niby ojciec zawsze powtarzał, że jak upada na boisko, to chwilę leży po to, by odpocząć, ale wówczas wzrok miał podobny do Fehera. Nie miałem pojęcia, co robić. Mama zaczęła krzyczeć, więc widziałem, że trzeba ją uspokoić. Wyłączyłem telewizor i zacząłem dzwonić - opowiada 16-letni zawodnik w rozmowie z krakow.sport.pl.

Zaraz po wypadku Lucas próbował skontaktować się z kilkoma osobami z Wisły, ale nikt nie odbierał telefonu. Po jakimś czasie oddzwonił jeden z członków sztabu szkoleniowego i powiedział, że Cleberowi nic nie grozi. - Pojechaliśmy do Poznania, ale w połowie drogi zadzwonił tata i oznajmił: "Macie nie przyjeżdżać. Wszystko jest w porządku". To było najdłuższe pięć minut i najgorszy moment w moim życiu - przyznaje Lucas.

Od tamtego czasu 16-letni chłopak ma uraz o ostrej walki. Mimo że został włączony do kadry pierwszego zespołu (choć z niewiadomych przyczyn nie pojechał na zgrupowanie), to ciągle nie może przełamać się i unika pojedynków główkowych. - Zawsze ostro walczyłem, ale od tamtego momentu ani razu nie wyskoczyłem do pojedynku powietrznego. Zero, ani razu! Muszę nad tym pracować, ale bardzo się boję. Nie chcę sobie przypominać tego momentu, ale gdy piłka jest w powietrzu, to obraz z Poznania wraca - podkreśla Lucas.

- Ale jak chcesz zostać kompletnym piłkarzem, to musisz się przełamać - zagadujemy.

- Wiem. Liczę, że z czasem przejdzie... - odpowiada zawodnik.

Cała rozmowa z Lucasem Guedesem na krakow.sport.pl

Więcej o: