Dla Wisły Kraków i Lecha Poznań puchar ostatniej szansy

- To najważniejsze spotkanie w sezonie - twierdzą w Poznaniu. - Dla mnie każde jest najważniejsze - odpowiada Michał Probierz, trener Wisły. Zespół, który we wtorek (godz. 18.30, TVN Turbo) odpadnie z Pucharu Polski, marzenia o występach w Europie będzie musiał raczej odłożyć co najmniej o rok
Nie będziesz mógł obejrzeć meczu? Relacja na żywo w komórce na m.sport.pl


W erze Bogusława Cupiała przy Reymonta zdobycia PP nigdy nie traktowano priorytetowo. Choć trenerzy zapewniali, że chcą zgarnąć wszystkie trofea, to zawsze najważniejsze było mistrzostwo. Na rywalizację w PP często przymykano oko i wystawiano rezerwowych, którzy i tak potrafili przejść kilka rund czy nawet awansować do finału. Choć kilka razy takie podejście skończyło się wstydliwymi porażkami, które nie przystoją mistrzowi Polski (np. z RKS-em Radomsko, Górnikiem Łęczna czy Podbeskidziem Bielsko-Biała). Wisła w ciągu ostatnich 15 lat zdobyła osiem tytułów; PP jej piłkarze wznosili tylko dwukrotnie. Tyle że krakowianie zwykle nie musieli martwić się o zakwalifikowanie się do europejskich pucharów.

Teraz sytuacja jest inna, bo szanse na obronę tytułu wiślacy mają niewielkie. Druga pozycja też wydaje się poza zasięgiem (Śląsk Wrocław ma dziewięć punktów więcej), ale do trzeciego miejsca dającego prawo występów w eliminacjach Ligi Europy tracą pięć punktów. Strata do Ruchu jest do odrobienia, tyle że o Europie myślą także w Chorzowie, Kielcach i w Warszawie (Polonia).

Dlatego dużo łatwiejsza wydaje się droga do pucharów przez PP. Może okazać się, że wystarczy wyeliminować Lecha i jeszcze jeden zespół, by znów zagrać w LE. Stałoby się tak, gdyby w finale poza Wisłą zagrał także nowy mistrz Polski. Tyle że zdają sobie z tego sprawę także w Poznaniu. Lech ma jeszcze mniejsze szanse na dostanie się do pucharów przez ligę, a oficjalna strona klubu określa wtorkowe spotkanie jako "najważniejszy mecz sezonu".

- Nie mamy już nic do stracenia. Albo wygramy i przejdziemy do kolejnej rundy, albo trzeba będzie zrobić bardzo poważne zmiany - zapowiada Mariusz Rumak, trener Lecha.

Wisła po szczęśliwym zwycięstwie w pierwszym meczu w Poznaniu (gospodarze m.in. dwa razy trafili w poprzeczkę) ma większe szanse na półfinał, ale już 10 dni wcześniej w Krakowie w meczu ligowym lechici udowodnili, że są bardzo wymagającym rywalem.

A na dodatek trener Probierz nie może wystawić najsilniejszego składu. Kilku piłkarzy jest kontuzjowanych, a dwóch będzie pauzowało za żółte kartki. - Podczas powrotu z Bełchatowa martwiłem się, by pogoda się nie popsuła i nikt przez to się nie rozchorował - żartował wczoraj Probierz.

Szkoleniowiec nie wiedział jeszcze, na których piłkarzy może dziś liczyć. Jego podopieczni ostatnio często bywają w gabinetach lekarzy. W sobotę w Bełchatowie nie mogli zagrać z powodu urazów m.in. Cezary Wilk, Maor Melikson i Sergiej Pareiko. - Ostatnio więcej pracy niż ja ma sztab medyczny. I chwała mu za to, że robi wszystko, by postawić piłkarzy na nogi - podkreśla Probierz.

Trener Wisły tym razem za nic nie chce zdradzić, kto nie będzie mógł usiąść nawet na ławce rezerwowych. - Na pewno Junior Diaz i Tomas Jirsak, bo pauzują za kartki. A pozostali? Wierzę, że doktorzy zrobią wszystko, by postawić kontuzjowanych na nogi, bo najbliższe mecze w lidze będą decydowały o tym, jaki będzie na koniec układ tabeli. Chcemy w nich zagrać w jak najsilniejszym składzie - mówi szkoleniowiec.

Probierz zapewnia, że dopiero we wtorek rano dowie się, kto będzie gotowy do gry. W Poznaniu jego drużyna wygrała 1:0. - To oczywiste, że lepiej bronić rezultatu, niż odrabiać straty, ale oba zespoły mają podobny potencjał. Na pewno nie ułatwimy im zadania. Lech w tym roku jeszcze nie strzelił gola? To problem ich trenera, a nie mój - kończy Probierz.