T-Mobile Ekstraklasa. Remis, który dla Wisly i Lecha jest porażką

Wisła i Lech udowodniły, czemu w tym sezonie ich meczu nie można nazwać hitem, tylko spotkaniem średniaków. W Krakowie mistrz Polski zremisowałz poznaniakami 0:0
W debiucie przy Reymonta trener Michał Probierz musiał stawić czoła nie lada wyzwaniu. Nie mógł liczyć na chorego Cwetana Genkowa, a na ławce musiał posadzić Maora Meliksona, który niemal cały tydzień nie trenował. W tej sytuacji wydawało się, że pewne miejsce na boisku ma Łukasz Garguła, ale były reprezentant Polski chyba nie ma wysokich notowań u Probierza, bo drugie spotkanie zaczął jako rezerwowy. Skorzystał z tego Dragan Paljić, który musiał przypomnieć sobie jak gra się na skrzydle. Co prawda do Krakowa przychodził jako pomocnik, ale szybko został przesunięty do obrony. Z Lechem wrócił jednak na swoją pozycję, ale spisywał się równie słabo jak reszta kolegów.

Wszystko co najlepsze w pierwszej części piłkarze zaserwowali w 17 sekundzie. Mateusz Możdżeń stojąc pięć metrów przed bramką Sergieja Pareiki nie zdołał pokonać Estończyka. To mogła być zapowiedź wielkich emocji w trakcie hitowego spotkania, a tak naprawdę był to niemal punkt kulminacyjny. Później zawodnicy rzadko raczyli kibiców celnymi strzałami, brakowało rajdów i efektownej gry jeden na jeden. W środku pola ostro walczyli reprezentant Polski Rafał Murawski i Cezary Wilk, którego Franciszek Smuda nie zmieścił nawet do szerokiej kadry. Po wczorajszym spotkaniu selekcjoner powinien jeszcze raz zastanowić, czy aby na pewno zawodnik Lecha bije na głowę ligową konkurencję.

Zdecydowanie mniejszą ochotę na rywalizację nie mieli czołowi snajperzy ekstraklasy. Artjoms Rudniew, lider klasyfikacji strzelców (18 bramek) trochę pouprzykrzał życie Osmanowi Chavezowi, zgrał kilka piłek w polu karnym, ale w pierwszej części strzelał tylko raz i to niecelnie. Jeszcze słabiej spisał się David Biton, który kręcił się w polu karnym rywali, ale rzadko dostawał piłkę.

Po godzinie kiepskiej gry Probierz postawił wszystko na jedną kartkę i wpuścił Meliksona oraz Gargułę, którzy mieli pokierować grą mistrzów Polski. Cztery minuty później zadanie było jeszcze łatwiejsze, bo Możdżeń dostał drugą żółtą kartkę i tym razem to Wisła grała w przewadze (bez jednego gracza krakowianie w tym sezonie kończyli już oba spotkania ze Standardem Liege oraz mecz z Koroną Kielce). Wilk od razu pobiegł po wskazówki do Probierza i krakowianie mieli zacząć oblężenia bramki Lecha. To jednak nie był szturm, ale nieśmiałe próby.

Skandalicznie zachowali się kibole Lecha. Podczas minuty ciszy poświęconej zmarłemu Włodzimierzowi Smolarkowi wyklinali rywali, przed i w trakcie spotkania rzucali petardami hukowymi w stronę kibiców gości. Chuligani z obu stron próbowali też przełamać pleksi odgradzające sektory.

Tymczasem wkrótce może wyjaśnić się przyszłość Patryka Małeckiego. Zawieszony pomocnik na dniach ma polecieć na testy do Middlesbrough FC, czwartej drużyny angielskiej Championship (drugi poziom rozgrywek).