Sport.pl

Wisła nie wykorzystała ogromnej szansy

Krakowianie nie byli gorsi od Standardu Liege, ale to Belgowie zagrają w 1/8 finału Ligi Europy. Mistrzowie Polski znów kończyli mecz w dziesiątkę, przez 90 minut nie zagrozili bramce rywali i tylko zremisowali 0:0Andrzej Klemba, Liege
Przed spotkaniem belgijska policja obawiała się, czy nie dojdzie do awantur między kibicami. Tym bardziej że kibole Standardu zaognili sytuację, gdy tydzień temu odpalili race i rzucali nimi w sektor fanów gospodarzy. Przed meczem w centrum miasta było kilkuset sympatyków Wisły, ale było dość spokojnie (jedynie śpiewy i okrzyki, ale niezrozumiałe dla Belgów i kilka rzuconych petard hukowych). Policja była, ale z boku obserwowała zachowanie kibiców Wisły, a funkcjonariusze w cywilu śledzili chodzące po mieście grupki.

Na stadionie było bardziej nerwowo. Wiślacy wypełnili dwa sektory - było ich ponad 1500 osób. Przejechali ponad 1200 km, by przekonać się czy Wisła to drużyna na miarę zespołu, który na początku 2003 roku grał w 1/8 finału Pucharu UEFA. Odpalili kilkanaście rac (klub dostanie pewnie kolejną karę), ale przynajmniej nie rzucali nimi w kibiców Standardu. Za to nie uszanowali minut ciszy w związku ze śmiercią trenera przygotowania fizycznego belgijskiej drużyny.

Za krakowianami przemawiało wiele - dobra gra w pierwszym spotkaniu, niemal pełna kadra do dyspozycji trenera Kazimierza Moskala i większe doświadczenie. Szkoleniowiec był zadowolony z postawy piłkarzy tydzień temu i dlatego dokonał tylko dwóch wymuszonych zmian. Za Patryka Małeckiego zagrał Ivica Iliew, a za Michała Czekaja Kew Jaliens.

Jose Riga, trener Standardu nie mógł skorzystać aż z siedmiu piłkarzy, a humor mógł mu tylko niewiele poprawić powrót między słupki podstawowego bramkarza Sinana Bolata (nie zagrał ostatnio w lidze).

Krakowianie musieli strzelić gola, więc zaatakowali. Ta taktyka odpowiadała Standardowi, który lubi grać z kontrataku. Podopiecznym trenera Moskala gra w ataku pozycyjnym zupełnie nie wychodziła. - Było bardzo mało miejsca - tłumaczył Cezary Wilk, kapitan Wisły

Gospodarze skupili się na bronieniu korzystnego dla nich wyniku. Maor Melikson i Iliew próbowali grać szybko, ale natychmiast doskakiwało do nich po dwóch rywali i akcja najczęściej kończyła się stratą lub podaniem do tytułu. Wiślacy zupełnie nie mogli zagrozić bramce Bolata. Próbowali za to niesportowymi zachowaniami zyskać przewagę. Gervasio Nunez symulował, że został uderzony przez rywala, a Cwetan Genkow chciał wymusić rzut karny. Za to rywale po półgodzinie gry zdecydowali się zaatakować większą liczbą piłkarzy. Bliski strzelenia gola był Gohi Bi Cyriac, ale uderzył głową obok bramki.

Wiśle zostało tylko 45 minut, by wywalczyć awans. Ale po przerwie to gospodarze przeważali. Pod bramką Sergieja Parieki robiło się coraz goręcej. Belgowie atakowali niemal na wysokości pola karnego i goście mieli problemy z wyprowadzeniem piłki. Sytuację pogorszyła druga żółta, a w konsekwencji czerwona kartka dla Nuneza. Wiślacy do końca walczyli, odkryli się i mieli jedną jedyną szansę, ale Andraż Kirm fatalnie skiksował.

Standard Liege - Wisła Kraków 0:0

Standard: Bolat - Pocognolli, Felipe, Gershon, Ciman - Goreux Ż (89. Gakpe Ż), Belhocine, Bjarnason Ż, Buyens - Cyriac Ż (90. Opare), Tchite (85 Batshuayi).

Wisła: Pareiko Ż - Jovanović (76. Biton), Chavez, Jaliens Ż, Diaz - Wilk Ż (87. Jirsak), Nunez ŻCz - Iliew, Garguła, Melikson - Genkow.

Pierwszy mecz: 1:1. Awans Standardu

Więcej o: