Patryk Małecki przemówił. Przyznał się do winy? Nie do końca

24-letni pomocnik udzielił obszernego wywiadu portalowi prowadzonemu przez kibiców. Wynika z niego... no właśnie, co? Małecki przyznaje, że przeprosił kolegów z Wisły, a za chwilę... rzuca oskarżeniami o brak zaangażowania. Wprost do winy przyznać się nie chce, ale nie ukrywa m.in., że "często mówi głupstwa".
To pierwszy wywiad Małeckiego po meczu ze Standardem Liege, podczas którego nie podał ręki trenerowi Kazimierzowi Moskalowi i kopnął w stanowisko kamerzysty. Pomocnik stwierdził, że to była po prostu "sportowa złość". - Wiem, że trener może mieć ze mną problemy. Ja za bardzo chcę i nie umiem radzić sobie z porażkami - opowiada Małecki dla Stowarzyszenia Kibiców Wisły Kraków.

Jak poinformował dwa dni po meczu ze Standardem Adrian Ochalik, rzecznik prasowy Wisły, Małecki nie stawił się na umówione spotkanie z trenerem. Piłkarz twierdzi, że... o spotkaniu nie wiedział. - Nie było osoby, która by powiedziała, że trener Moskal na mnie czeka. Ja uczestniczyłem w zajęciach normalnie, później miałem indywidualny trening z trenerem Michalczykiem, po czym ubrałem się i porozmawiałem chwilę ze Stanem Valcxem. No a później podszedł do mnie kierownik i powiedział, że nie jadę na mecz [do Lubina z Zagłębiem - przyp. red.] - twierdzi Miałecki.

Relacjonuje też rozmowę z drużyną. I wysuwa mocne zarzuty: - Sytuacja była dosyć napięta. Doszliśmy do takiego momentu, że ja powiedziałem, że w tej drużynie na wynikach zależy najbardziej tylko mnie i Sobolowi [Radosław Sobolewski - przyp. red.]. Później trener miał do mnie pretensje, że innych zawodników nie szanuję. Prawda jest jednak taka, że kiedy Wisła przegrywała, to my z Sobolem najbardziej to przeżywaliśmy. (...) Potem jednak trener mi przyznał rację, choć na początku był na mnie zły. Sam jednak zobaczył, że nikt z piłkarzy nie wstał i nie powiedział: "Mi zależy na Wiśle", tylko każdy był przyczajony.



Małecki twierdzi też, że jedynym piłkarzem, który okazał mu wsparcie, był... Osman Chavez. Honduranin miał powiedzieć m.in., że "wszystko się jakoś ułoży". - Większość drużyny nic nie zrobiła. Ale ja nie liczę na drużynę, tylko liczę zawsze na siebie. Niestety od jakiegoś czasu jest taka sytuacja, że w Wiśle każdy patrzy na siebie i do tego się przyzwyczaiłem.

W innym miejscu Małecki przyznaje, że "często mówi głupstwa". I zapewnia, że jest gotowy przyjechać na trening nawet o 23. Tyle że na razie będzie musiał trenować sam, bo został zawieszony na pół roku.

Pytany, czy teraz postąpiłby tak samo, odpowiada: - Na pewno bym nie kopnął w stanowisko kamerzysty. A szczerze, to teraz bym podszedł do trenera, podał mu rękę, a na drugi dzień bym zapytał, dlaczego tak było a nie inaczej. Człowiek uczy się na błędach i następnym razem będę wiedział, że lepiej zacisnąć zęby i siedzieć cicho.