Wisła Kraków. David Biton: Mam do wyrównania rachunki z bramkarzem Standardu Liege

- To dla mnie bez różnicy, czy wchodzę na boisko z ławki, czy występuję od pierwszej minuty. Bez względu na to, ile zagram, postaram się strzelić bramkę Sinanowi Bolatowi, którego nie udało mi się pokonać rok temu, gdy grałem w barwach Charleroi - przekonuje napastnik mistrza Polski.
Katarzyna Bobińska: Oglądał Pan mecz Standardu z Anderlechtem?

Dawid Biton: Całego spotkania nie widziałem, tylko fragmenty. Standard przegrał niezwykle ważne spotkanie, ale jego rywalem była świetna drużyna, która zajmuje pierwsze miejsce w lidze.

Na jakich zawodników klubu z Liege trzeba szczególnie zwrócić uwagę?

- Nie wymienię konkretnych piłkarzy, ale jest tam kilku bardzo dobrych. Jednak nie mamy się czego obawiać, bo w Wiśle też są indywidualności. Belgowie na pewno przyjadą tutaj z najsilniejszym składem. Zapowiada się zacięte spotkanie, bo każdej z drużyn bardzo zależy na wygranej. Liczę, że kibice tłumnie przyjdą na stadion i dadzą nam porządnego kopa.

Zna Pan bramkarza Standardu, Sinana Bolata?

- Pamiętam go dość dobrze z ubiegłego sezonu. To bardzo mocny zawodnik, pewny siebie. W zeszłym sezonie, gdy grałem przeciwko niemu, przegraliśmy 0:2 [z Charleroi - przyp. red.], i mam nadzieję, że tym razem uda mi się go w końcu pokonać. Trzeba jednak pamiętać, że cała drużyna jest naprawdę silna, bramkarz to nie jedyny mocny punkt.

Standard w meczu z Anderlechtem z minuty na minutę słabł. Myśli Pan, że to kwestia złego przygotowania?

- Przypuszczam, że mogą odczuwać zmęczenie, bo mieli krótką przerwę w rozgrywkach. Drugą połowę faktycznie zagrali słabiej, ale to nie ma znaczenia. Mecz w Krakowie będzie zupełnie inny. Nasi rywale na pewno dadzą z siebie wszystko, bo zależy im na awansie tak samo jak nam.

W sparingu z Sandecją Maor Melikson zagrał w roli napastnika. Jak Pan ocenia jego występ?

- Maor jest zawodnikiem ofensywnym i nie ma dla niego różnicy, czy gra w pomocy, czy w ataku. Na obu pozycjach radzi sobie dobrze, w końcu to kwestia tylko kilku metrów różnicy w ustawieniu.

Byłby Pan na niego zły, jeśli zająłby Pana miejsce?

- Nie, skądże (śmiech). Jeśli tylko pomaga zespołowi, to nie ma znaczenia na jakiej pozycji występuje. W zeszłej rundzie Maor nie mógł grać z powodu kontuzji. Bardzo się za nim stęskniliśmy i liczymy, że teraz wniesie do zespołu dodatkową jakość.

W drugiej połowie spotkania z Sandecją Nowy Sącz wystąpił Pan u boku Cwetana Genkowa. Jak się Panu grało w takim ustawieniu?

- Faktycznie, to była nowa sytuacja, zarówno dla mnie, jak i dla Cwetana, bo nie często zdarza nam się występować razem. Oczywiście w przeszłości grałem już u boku drugiego napastnika, więc nie jest to dla mnie nowość. Mam tylko nadzieję, że jeśli wystąpimy właśnie w takim ustawieniu, to nie dlatego, że trzeba będzie gonić wynik. Ostateczna decyzja należy do trenera.

Jako rezerwowy zawodnik także strzela Pan wiele bramek.

- Jeśli chodzi o zdobywanie goli, to nie ma różnicy, czy wybiegam na boisko w podstawowej jedenastce, czy wchodzę jako rezerwowy. Jestem gotowy zagrać od początku, ale jeśli trener posadzi mnie na ławce, to nie będę narzekał. Po dwumiesięcznej przerwie czuję się świetnie, nie mogę się już doczekać atmosfery meczu i dopingu publiczności.

Czy nastroje w drużynie są podobne do tych sprzed meczu z APOEL-em Nikozja?

- Tak, dlatego, że stawka tego meczu jest podobna. Spotkanie może przypominać mecz z APOEL-em, ale mam nadzieję, że tym razem wynik będzie inny.