Wisła Kraków. Niepewna przyszłość Dragana Paljicia

Obrońcy mistrzów Polski w czerwcu kończy się kontakt, ale choćby dziś może podpisać umowę z nowym zespołem. - Nie mam żadnych sygnałów ze strony Wisły - przyznaje piłkarz.
29-letni zawodnik gra przy Reymonta od półtora roku. Po podpisaniu umowy reklamował się jako wszechstronny zawodnik, ale preferował grę w pomocy. Na tej pozycji miejsca jednak nie zagrzał, bo musiał awaryjnie łatać dziury w obronie. Spisał się nieźle i defensorem został na dobre.

W poprzednim sezonie opuścił tylko dwa mecze ligowe, a 27 z 30 spotkań rozpoczął od pierwszej minuty. Jesienią było niewiele gorzej - nie zagrał tylko dwa razy.

Wisła na razie nie sprecyzowała jednak planów wobec zawodnika. - W sprawie Dragana nikt z Krakowa się z nami nie kontaktował, ale będziemy chcieli poznać ich plany. W przyszłym tygodniu liczę na rozmowę z władzami klubu i powinno być wiadomo coś więcej - usłyszeliśmy w agencji One Touch Sport Consulting, która reprezentuje Paljicia.

Serb z niemieckim paszportem jest jednym z dziewięciu zawodników, którym w czerwcu kończą się kontrakty. Dla krakowian jest o tyle ważny, że na lewej obronie gra jeszcze tylko Junior Diaz, ale Kostarykanin zdecydowanie lepiej radzi sobie jako stoper. Poza tym w czerwcu kończy się jego wypożyczenie z FC Brugge.

Paljić nawet dziś może podpisać umowę z nowym klubem, bo do końca jego kontraktu z Wisłą zostało mniej niż pół roku. - Jakieś kluby już się o Dragana pytały, ale na razie chcemy porozmawiać z Wisłą - zapewniają w One Touch.

Rozmowa z Draganem Paljiciem

Katarzyna Bobińska, Piotr Jawor: Pański kontrakt wygasa w czerwcu. Chciałby pan zostać w Krakowie?

Dragan Paljić: Na razie nic nie wiem o przedłużenia umowy. Decyzja nie należy jednak do mnie. W Krakowie czuję się bardzo dobrze i mam nadzieję, że klub też jest zadowolony. Nie tylko mnie wygasa kontrakt, ale też ośmiu innym piłkarzom. W najbliższych tygodniach wszystko powinno się wyjaśnić.

Wisła nikogo nie sprowadziła. Ten skład wystarczy na obronę tytułu?

- Oczywiście. Na każdej pozycji mamy po kilku zawodników, ale zawsze dobrze, gdy przychodzi ktoś nowy. Pierwsza część sezonu nie wyglądała najlepiej, ale teraz wszystko zależy od nas. Musimy pokazać się z dobrej strony, lepiej niż jesienią.

W ostatnim meczu ligowym z Polonią Warszawa zderzył się pan z jednym z przeciwników i boisko opuścił w karetce.

- Miałem sporo szczęścia. Upadek wyglądał groźnie, ale ostatecznie nic poważnego się nie stało. Obyło się bez złamania, z moją twarzą też wszystko w porządku. Skończyło się na kilku szwach, a przez tydzień czułem się słabo i byłem trochę zamroczony. Ale 10 dni po wypadku nie już było śladu po kontuzji.

Przygotowania do sezonu zaczęliście późno. Wystarczy czasu na dojście do formy?

- Faktycznie, inne drużyny wybiegły na boisko wcześniej, ale te kilka dni nie powinno mieć znaczenia. Mamy czas, by trenować dwa, trzy razy dziennie. Będziemy ciężko pracować w Hiszpanii i jestem pewien, że przygotujemy się na mecz z Legią [11 lutego w Warszawie].

W Lidze Europy zagracie ze Standardem Liege. Zna pan jakichś zawodników tej drużyny?

- Nie, ale zdarza mi się oglądać ligę belgijską. Mecze stoją na niezłym poziomie. Standard jest mocny, wystarczy spojrzeć na ich wyniki w LE. Ale my też mamy atuty. Oba spotkania powinny być bardzo wyrównane. Zadecyduje dyspozycja dnia.

Co jest dla pana ważniejsze: mistrzostwo Polski czy awans do 1/8 LE?

- To trudne pytanie. Zawsze chcę osiągnąć jak najwięcej, dlatego mam nadzieję, że uda się zrealizować oba cele.