Sport.pl

T-Mobile Ekstraklasa. Śląsk Wrocław - Wisła Kraków 0:1. Mistrz Polski wraca do gry

Krakowianie zwyciężyli pierwszy raz pod wodzą Kazimierza Moskala. Wygrana na wyjeździe ze Śląskiem Wrocław może okazać się bezcenna w walce o obronę mistrzostwa Polski
Dawno nie było tak, by Wisła miała czego zazdrościć fanom zaprzyjaźnionego Śląska. Ale tym razem było inaczej i to z trzech powodów. Stadion krakowian przy wrocławskim wygląda jak samochód składany z części różnego pochodzenia, które ktoś montował w przydomowym garażu. Za to obiekt Śląska już z zewnątrz robi ogromne wrażenie. W środku jest spójny, znakomity pod względem akustycznym, a przede wszystkim kibic siedzi dużo bliżej murawy niż na stadionie Wisły. Kolejny powód do pozazdroszczenia to miejsce w tabeli. Śląsk jest liderem ekstraklasy, a Wisła przed meczem traciła do niego aż 10 punktów.

Do tego niezbyt chciany na Wiśle trener Orest Lenczyk pokazuje Bogusławowi Cupiałowi, właścicielowi mistrzów Polski, prezesowi Bogdanowi Basałajowi i dyrektorowi sportowemu Stanowi Valcksowi, że jednak w T-Mobile ekstraklasie można zbudować zespół głównie z polskich zawodników. Zagraniczni napastnicy gospodarzy Cristian Diaz i Johan Voskamp jedynie potwierdzają, że w Polsce łatwiej wychować dobrego bramkarza niż snajpera. We Wrocławiu pokazują także, że można przyciągnąć na stadion ponad 40 tysięcy ludzi. Podczas gdy prezes Basałaj bezskutecznie marzy, by średnio obiekt przy Reymonta wypełnić fanami choćby w 2/3 (czyli około 22 tys.).

Broniąca tytułu Wisła była w o tyle trudnej sytuacji, że nawet remis we Wrocławiu niewiele jej dawał. Zdawał sobie z tego sprawę trener Kazimierz Moskal i po bardzo słabym występie przeciwko Górnikowi Zabrze (0:1) u siebie w podstawowym składzie przeprowadził rewolucję. W porównaniu do meczu sprzed niespełna tygodnia w wyjściowej jedenastce dokonał aż pięciu zmian. Michał Czekaj - w nagrodę za bardzo dobrą postawę z Górnikiem - zagrał od pierwszej minuty. Na rotacjach Moskala skorzystali też Rafał Boguski, Cwetan Genkow, Michael Lamey i Cezary Wilk.

Słaby występ przeciwko Górnikowi na ławce odpokutowali David Biton, Łukasz Garguła, Marko Jovanović i Daniel Brud. Po tych zmianach krakowianie od początku prowadzili wyrównaną grę z liderem ekstraklasy. Mieli nawet lepsze okazje, by objąć prowadzenie. Na lewym skrzydle dobrze radził sobie Ivica Iliew i po jego podaniu Gervasio Nunez strzelił tuż obok słupka. Groźnie uderzali też Tomas Jirsak i Wilk. Niezłe widowisko było też zasługą gospodarzy. Bardzo aktywny był Waldemar Sobota (cztery strzały) i Diaz. Tuż po przerwie Sobota bezmyślnie sfaulował w polu karnym Nuneza i sędzia Marcin Borski podyktował rzut karny, który wykorzystał, pomimo ogłuszających gwizdów Boguski.

To pierwszy gol Wisły w ekstraklasie od 33 dni (w sumie od 360 minut), a pomocnika mistrzów Polski od 14 miesięcy. Sobota wkrótce mógł się zrehabilitować i to nawet dwukrotnie. Kolejną znakomitą okazję miał także Diaz. Ale Sergiej Pareiko rozegrał we Wrocławiu chyba najlepszy spotkanie w tym sezonie. Nie tylko bronił to co się od bramkarza oczekuje, ale kilka razy zapracował na wysoką ocenę. Gospodarze do końca próbowali odwrócić losy meczu, ale mistrzowie Polski nie pozwolili im wygrać piątego meczu z rzędu. Dzięki zwycięstwu Wisła ma szansę na spokojną zimę. Ostatnie dwa mecze w tym roku (awansem z rundy wiosennej) rozegra u siebie - z Widzewem i Polonią Warszawa.

Więcej o: