Cezary Wilk: W Wiśle gorąco to dopiero będzie

Wisła niepowodzenia w Lidze Europy miała powetować sobie w ekstraklasie, ale przegrała już czwarte spotkanie i do prowadzącego Śląska Wrocław traci siedem punktów. - Zawiedliśmy na całej linii. Tak ważnych meczów nie możemy kończyć bez choćby punktu - przyznaje Cezary Wilk, kapitan mistrzów Polski.
Ekskluzywne materiały i ciekawostki o Wiśle tylko na Facebooku Kraków - Sport.pl »

Więcej o Wiśle na krakow.sport.pl »

Piotr Krukowski: Czego zabrakło, by pokonać Cracovię?

Cezary Wilk: Na gorąco ciężko to wszystko analizować. Szkoda tylko, że po raz kolejny tracimy bramkę po stałym fragmencie gry.

Po rzutach wolnych i rożnych straciliście cztery z sześciu bramek, które strzeliły wam Podbeskidzie Bielsko-Biała, Fulham i Cracovia. Po każdym meczu mówicie, że trzeba nad tym pracować, a efektów nie widać.

- Ciężko znowu się z tego tłumaczyć. Każda stracona w ten sposób bramka boli bardziej niż poprzednie. Nie mamy nic na swoją obronę.

Sytuacji na odrobienie strat mieliście jednak sporo.

- Takie okazje trzeba wykorzystywać. Niezależnie od tego, czy stwarzamy jedną, czy 10 na mecz.

Gorąco było nie tylko na trybunach, ale też na boisku. W drugiej połowie niewiele brakowało... Pan jeszcze przed przerwą dostał żółtą kartkę za przepychankę ze Sławomirem Szeligą.

- Nie wiem, za co ta kara. W emocjach wymieniliśmy między sobą parę zdań, a sędzia [Dawid Piasecki - przyp. red.] wlepił nam po kartce.

Po takiej serii w Wiśle można spodziewać się wszystkiego, także zwolnienia trenera Roberta Maaskanta.

- Przede wszystkim musimy pracować nad swoją grą i myśleć o tym, co poprawić, a nie zastanawiać się nad tym, czy będziemy mieli nowego szkoleniowca. Dyskusje na temat zmiany trenera są bezzasadne. Między sobą w ogóle o tym nie rozmawiamy.

Był pan najlepszym zawodnikiem Wisły. Nie brakowało panu wsparcia?

- To, że zagrałem dobrze, nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia. Cała drużyna ponosi odpowiedzialność za porażkę.

Teraz przed wami dwutygodniowa przerwa.

- Nie będziemy mogli szybko powetować sobie serii porażek, ale wbrew pozorom to idealny moment na odpoczynek. Atmosfera się uspokoi. Będziemy mieli też czas, by spokojnie popracować. To powinno przynieść efekty, bo nie wyobrażam sobie, że zła passa będzie trwała nadal.

Nie ma pan wrażenia, że Cracovii bardziej zależało na wygranej? Rywale grali ambitniej.

- Nie zgadzam się. Pod tym względem niczego nam nie zabrakło. Zawiedliśmy szczególnie, jeśli chodzi i skuteczność. W decydującym momencie nie byliśmy też dostatecznie skoncentrowani.

W szatni po meczu było gorąco, czy raczej siedzieliście w milczeniu?

- Uważam, że gorąco to dopiero będzie.