Sport.pl

Ekstraklasa. Maaskant: Moja przyszłość w Wiśle? Zapowiada się fantastycznie

Wisła przegrała trzeci mecz z rzędu, a piłkarze bali się nawet podejść do swoich kibiców. Ale w jeszcze gorszej sytuacji jest ich trener. - Moja przyszłość w Wiśle? Zapowiada się fantastycznie - nie traci pewności siebie Robert Maaskant.
Najciekawsze akcje Cracovia - Wisła na Ekstraklasa.tv »

Po spotkaniu mistrzowie Polski nie chcieli nawet podejść do swoich kibiców. Część szybko zniknęła w szatni, a resztę pod trybuny musiał niemal zaganiać Cezary Wilk, kapitan zespołu. W końcu ośmiu zawodników podeszło po linię końcowa, ale pod sektor już się nie odważyli. Prawdopodobnie usłyszeli bluzgi i kilka sekund później już w drodze do szatni.

W tym samym miejscu krakowianie rok temu świętowali wygraną po golu w ostatniej sekundzie, a kilka miesięcy później świętowali mistrzostwo. W niedzielę w szatni atmosfera musiała być jednak grobowa. - Ostatnio czytałem, że podobno atmosfera w naszym zespole jest zła. Zapewniam, że to wielkie kłamstwo! - podkreślał Robert Maaskant, trener Wisły.

Jego zespół ostatnio przegrywa wszystko jak leci - poległa u siebie z Podbeskidziem Bielsko, w czwartek w Londynie niemal straciła szanse na wyjście z grupy Ligi Europy (porażka z Fulham 1:4), w niedzielę przegrała z Cracovią, a do tych porażek Bogusław Cupiał, właściciel Wisły przywiązuje wielką wagę. Mimo tego szkoleniowiec nie traci humoru. - Jak będzie moja przyszłość w Wiśle? Fantastyczna - mówił po spotkaniu trener. Później jednak stracił nerwy i na pytanie: "jak się czuję jako trener Wisły, która przegrała przy Kałuży pierwszy raz od 27 lat" odpowiedział: - Przykro mi, ale to głupie pytanie.

Szkoleniowiec robi jednak dobrą minę do złej gry, bo przy Reymonta niewiele osób jest pewna, że Maaskant choćby do końca rundy nie straci pracy. Co prawda jego kontrakt obowiązuje do końca sezonu, ale wyniki go nie bronią. Na razie krakowianie zastępcy nie mają, ale Cupiał w każdej chwili może wydać polecenie poszukiwania nowego szkoleniowca.

W obu klubach liczyli, że derby będą trampoliną, z której odbiją się i zaczną marsz w górę w tabeli. Cracovia niemal tradycyjnie jest w strefie spadkowej, a jej kibice zaczynają zastanawiać się, czy ktoś czasem nie rzucił na zespół klątwy, która przywiązała ją do dna tabeli. Z kolei Wisła gra jak za czasów kryzysu sprzed roku, gdy Robert Maaskant dopiero obejmował rządy w szatni. Dziś jednak jego zespół gra brzydko, osuwa się w tabeli, a na Reymonta po zwycięstwo jak po swoje przyjeżdża nawet beniaminek Podbeskidzie Bielsko - Biała.

W derbach Krakowa nie zagrał żaden krakowianin i tylko siedmiu Polaków. Dlatego kibice dobę przed meczem zdecydowali się dodatkową motywację zawodników. Wiślacy na meczu futsalu, na który przyszli także mistrzowie Polski wywiesili transparent "Każdy piłkarz niech pamięta, wynik derbów to rzecz święta". Z kolei kibice Cracovii zjawili się na sobotnim treningu z flagą "Walczyć, trenować Cracovia musi panować". Ostatni z 14 tys. biletów sprzedano mniej więcej dobę przed rozpoczęciem spotkania. Mecz niestety odbywał się przy akompaniamencie bluzgów, między sektorami latały różne przedmioty, a raz służby porządkowe musiały oddać strzał ostrzegawczy.

Większość ostatnich derbów była kiepska, ale emocjonująca. Gole padały w końcówkach i przesądzały np. o utrzymaniu Cracovii lub stracie mistrzostwa przez Wisłę. W niedzielę też zaczęło się obiecująco - było kilka niezłych akcji, strzałów i ostrych wejść, a oba zespoły z mniej więcej podobną częstotliwością przemieszczały się pod bramkę rywali. Tak było do zdobycia gola przez Cracovię, którą strzelił Koen Van der Biezen. W poprzednim sezonie w drugiej lidze holenderskiej zdobył 16 bramek, a w Polsce na pierwszą musiał czekać aż do 13. kolejki. Ale w tym sezonie napastnicy mogą skończyć każdą czarną serię, jeśli tylko potrafią jako tako potrafią ustawić się przy stałym fragmencie gry. Po rzutach rożnych i wolnych krakowianie stracili już cztery z jedenastu goli w ekstraklasie, a jeszcze gorszą średnią mają w LE. - Od pewnego czasu to nasz wielki problem. Szkoda, bo zaczęliśmy nieźle.

Zobacz jak polska myśl szkoleniowa podbijała inne kraje »




Więcej o: