Sport.pl

Liga Europy. Wynik Wisły Kraków zszedł na dalszy plan

PRZEGLĄD PRASY. "Polscy fani rozczarowani", "Londyński koszmar Wisły", "Pozostaje liczyć na cud" - tak piątkowe gazety tytułują relację z wczorajszej porażki mistrzów Polski z Fulham (1:4). Najmniej o meczu pisze "Przegląd Sportowy", który skupia się głównie na otoczce spotkania
Więcej o Wiśle na krakow.sport.pl »

- Wynik - negatywny, bo Wisła przegrała - zszedł na dalszy plan, bo dla ponad 5 tysięcy Polaków, którzy przyszli na mecz, to była okazja do zamanifestowania patriotyzmu. Tak wielka liczba kibiców gości wywołała wściekłość Anglików -przekonuje korespondent gazety. - Na godzinę przed meczem na murawę wyszedł trener Robert Maaskant, a za nim sztab szkoleniowy. Holender spojrzał tylko na trybunę i szeroko się uśmiechnął. Przywitała go burza braw i polskie okrzyki. Za chwilę salwy radości pozdrawiały piłkarzy Wisły.

Fani Fulham ożywiali się, gdy przy piłce był Gervasio Nunez. W pierwszym meczu odepchnięty przez Moussę Dembele Argentyńczyk złapał się za twarz i teatralnie upadł, a Belg dostał czerwoną kartkę. - Wieść, że winowajca z Krakowa nosi żółte buty, szybko rozniosła się po angielskich sektorach. Od tego czasu za każdym razem, gdy znajdował się przy piłce, słychać było buczenie i krzyki "Cheat! Cheat!" (oszust!). Niestety, taki sam kolor obuwia dobrał też Dudu Biton i przez długi czas obrywał za Argentyńczyka - relacjonuje "PS".


Nunez zagrał na lewej pomocy, bo trener Robert Maaskant nie zdecydował się na wystawienie Ivicy Iliewa, który miał problemy z wizą. - Wyprawa do Londynu zaczęła się koszmarnie od zmiany lotniska z powodu mgły, a potem zatrzymania trzech Serbów i zakończyła się koszmarnym wynikiem. Kolejny raz Wisła wraca z Londynu na tarczy. Poprzednio przegrała tam w 2008 roku z Tottenhamem Hotspur, ale 1:2. Różnica nie była więc duża. Wczoraj była ogromna, podobnie jak w Enschede, gdzie wiślacy przegrali z Twente również 1:4 - pisze "Dziennik Polski".

Mniej surowo grę mistrzów Polski ocenia "Gazeta Krakowska". - Wisła była zespołem gorszym, ale przegrała nieco za wysoko, bo aż takiej różnicy klas, jak wskazuje wynik nie było widać na boisku. Cóż, znów dały o sobie znać stare grzechy, czyli m.in. fatalna gra w obronie przy stałych fragmentach gry. W ten sposób krakowianie stracili wczoraj dwie bramki.

Więcej o:
Najczęściej czytane