Sport.pl

Wisła Kraków. Robert Maaskant nie dał rady urzędnikom

Trener mistrzów Polski walczył z biurokratyczną machiną i był jeszcze bardziej bezradny niż jego drużyna podczas ubiegłosezonowej kompromitacji z Podbeskidziem Bielsko-Biała. W sobotę (godz. 18) na swoim boisku krakowianie mają wziąć rewanż na beniaminku.
Ekskluzywne materiały i ciekawostki o Wiśle tylko na Facebooku Kraków - Sport.pl »

Krakowianie trenowali w piątek po południu, ale nie było z nimi Maaskanta. Szkoleniowiec nie planował opuszczenia zajęć, ale wyjątkowo długą wizytę zaserwował mu urząd stanu cywilnego. - Uczyłem się polskiej biurokracji - uśmiechał się Holender.

Maaskant wraz z oficjalnym tłumaczem poszedł zarejestrować syna i natrafił na problem, bo w Polsce nie wolno mieć trzech imion, a szkoleniowiec planował nazwać dziecko Maas Kaziu Flynn. W końcu zrezygnował z jednego z nich, ale wtedy pojawił się kolejny kłopot, bo zakazane jest również nadawanie zdrobnienia imion, więc należało zrezygnować z "Kaziu". - Wszyscy urzędnicy byli bardzo mili, ale nie potrafili mi wytłumaczyć, czemu tak jest. Na moje pytania odpowiadali tylko: "bo tak" - dziwił się Maaskant, który w końcu dał synowi imiona Mass KaziuFlynn, ale przyznał, że całe zamieszanie trwało blisko trzy godziny.

- Imię Maas nie jest popularne. Może z dziesięć osób rocznie na świecie je otrzymuje - żartował dwa tygodnie temu szkoleniowiec. - Tak naprawdę historia tego imienia jest taka, że w mojej rodzinie wszyscy mężczyźni nazywani są "Maas". Kiedy dzwonię do ojca, mówię tak do niego, a on do mnie. Również wujek jest tak nazywany, więc w rodzinie jest Duży Maas, Mały Maas To był pomysł mojej żony. Powiedziała, że skoro i tak nasz syn będzie tak nazywany, to dajmy mu to imię.

Również drugie imię chłopca, Kaziu, wzbudza zainteresowanie. Syn trenera Maaskanta otrzymał je na cześć króla Polski. - Nadaliśmy mu takie imię, bo jesteśmy w Polsce. A Flynn to na wypadek, gdyby mieszkał w innym miejscu na świecie - śmiał się Maaskant.

Więcej o: