Wisła i jej wojna na trzy fronty

Ekstraklasa, Liga Europy, Puchar Polski... Robert Maaskant, trener Wisły, jak ognia unika deklaracji, że jedne rozgrywki poświęci kosztem drugich. - Chcę wygrywać wszystko - zapowiada
Ekskluzywne materiały i ciekawostki o Wiśle tylko na Facebooku Kraków - Sport.pl »

Jesienią Wisła rozegra w sumie 31 spotkań. To daje zawrotne tempo i mecz średnio co cztery dni. Statystycznie mniej zapracowani w tym okresie będą nawet piłkarze słynnych klubów Real Madryt czy Manchester United (mecz co pięć dni). Maaskant zdaje sobie z tego sprawę, dlatego w 1/8 finału Pucharu Polski z Limanovią pozwolił odpocząć m.in. Ivicy Iliewowi i Davidowi Bitonowi, a dał szansę młodym Michałowi Czekajowi oraz Danielowi Brudowi.

- Nie da się ukryć, że przez grę na trzech frontach straciliśmy już kilka punktów - nie ukrywa szkoleniowiec.

Przed decydującym meczem o awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów sięgnął po posiłki z Młodej Ekstraklasy. W rezultacie po bezbarwnej grze wiślacy bezbramkowo zremisowali z Koroną Kielce. W dodatku roszady nie zaprocentowały, bo wiślacy i tak przegrali później z APOEL-em Nikozja, a potem nie podnieśli się na kolejny mecz w lidze (0:1 z Lechią Gdańsk).

- Ale gdyby do podobnej sytuacji doszło w przyszłym roku, to postąpiłbym tak samo. Staram się do każdego meczu wystawiać najsilniejszy skład. Gra w trzech rozgrywkach jednocześnie nie wychodzi nam na złe. Wystarczy przykład Lecha Poznań z ubiegłego sezonu, który kosztem europejskich pucharów zawodził w lidze. A my mamy tylko punkt straty do lidera - podkreśla Holender.

Za specjalistów od gry na trzech frontach mogą w Wiśle uchodzić Marko Jovanović i Ivica Iliew. W ubiegłym sezonie z Partizanem Belgrad zakwalifikowali się do fazy grupowej Ligi Mistrzów, ale występy w prestiżowych rozgrywkach nie przeszkodziły im w sięgnięciu po podwójną koronę (puchar i mistrzostwo Serbii). - Pod koniec października też traciliśmy dwa punkty do lidera tabeli Crvenej Zvezdy Belgrad, a już na półmetku byliśmy liderem. I pierwszego miejsca nie oddaliśmy do końca - wspomina Iliew.

Różnica polega na tym, że Wisłę nawiedziła plaga kontuzji. Zdrowi są jedynie wszyscy bramkarze, a kłopoty ciągną się od obrony (urazy Gordana Bunozy i Jovanovicia), przez pomoc (Radosław Sobolewski, Maor Melikson, Patryk Małecki), po atak (Cwetan Genkow). Trener Partizana przed rokiem miał komfort wyboru.

- Inna różnica jest taka, że Partizan nie miał szans na wyjście z grupy LM, więc graliśmy dla zabawy i prestiżu. Tutaj sprawa jest nieco bardziej skomplikowana, bo ciągle liczymy na wyjście z grupy LE. Zmęczenia grą co trzy dni nie da się uniknąć, ale jesteśmy na to gotowi. Do zdrowia wracają kolejni piłkarze, więc nasza sytuacja będzie coraz lepsza - uważa Iliew.

Testem siły i charakteru będzie dla wiślaków najbliższy tydzień. W sobotę czeka ich najłatwiejszy mecz (z Podbeskidziem Bielsko Biała), w czwartek najtrudniejszy (z Fulham Londyn), a za kolejne trzy dni najbardziej prestiżowy (derby z Cracovią). Maaskant przekonuje, że nie będzie rotował składem i we wszystkich trzech spotkaniach wystawi najsilniejszy.

Wpadka w choć jednym z nich będzie mu długo wypominana. - Dlatego nie mamy wiele czasu na odpoczynek. Podbeskidzie po prostu musimy pokonać. A jeśli chcemy awansować do kolejnej rundy LE, to z Londynu trzeba przywieźć co najmniej punkt - podkreśla trener.