Wisła. "Jak zdrowie? Kiedy wracasz" - to najczęściej słyszy Rafał Boguski

Jedni grali mniej niż trzy mecze na sezon, inni dziś mają problemy na lotniskach. Do formy wrócili nieliczni. Teraz chce to zrobić Rafał Boguski.
"Jak zdrowie? Kiedy wracasz" - te pytania Boguski słyszy najczęściej. A gdy już wybiegnie na boisko i przypomni o sobie kibicom, to znowu ląduje w gabinecie lekarza. Ale takich i większych pechowców było w Wiśle więcej.

Stadion przy ul. Reymonta to fatalne miejsce na wracanie do formy po kontuzji, a najlepszym przykładem jest Andrzej Niedzielan. Miał być kluczowym napastnikiem, ale zerwał więzadła w kolanie. "Jestem zły. Czas skończyć udawać, że Andrzej Niedzielan to wiecznie uśmiechnięty koleś, który w ogóle nie przejmuje się wszystkim, co się wokół niego dzieje. Nie, jestem sfrustrowany. Nie znalazłem się nawet w kadrze na spotkanie z Górnikiem Zabrze, co oznacza, że mijają kolejne tygodnie, a ja nie jestem coraz bliżej powrotu do podstawowej jedenastki. Wniosek - jestem niepotrzebny" - napisał w swoim blogu.

W końcu rozwiązał z Wisłą kontrakt. Zaufali mu w Ruchu Chorzów i odwdzięczył się siedmioma bramkami w 18 meczach. Rok później jeszcze lepiej spisywał się w Koronie Kielce, ale teraz zdecydowanie gorzej idzie mu w Cracovii.

Kolejni trenerzy Wisły liczyli też na powrót Tomasza Dawidowskiego. Już zaczynał trenować, miał grać w sparingach i... znowu odzywały się problemy z kolanami. O fatalne i mordercze metody leczenia obwiniał klub. Skończyło się tym, że Dawidowski zagrał dla Wisły łącznie osiem meczów ligowych i przez pięć lat zarabiał blisko milion złotych rocznie.

Kilka lat temu żartowano, że dla krakowskich rehabilitantów nadeszła hossa, bo z Dawidowskim ich gabinety odwiedzali Marcin Kuźba i Jacek Paszulewicz. Pierwszy w Wiśle spisywał się tak dobrze, że trafił do Olympiakosu Pireus. Później jego karierę rozbiły kontuzje - przed urazem strzelił dla Wisły 21 goli w sezonie, a później już tylko pięć w trzy lata. Paszulewicz po kontuzji już w Wiśle nie zagrał. Obaj rozwiązali umowy za porozumieniem stron, a dziś z powodu metalowych wstawek w kolanach mieliby małe szanse na bezproblemowe przejście bramek na lotniskach.

Taki sam kłopot mógłby mieć Łukasz Garguła. Tuż przez przeprowadzką do Krakowa zerwał więzadła w kolanie i choć jest jednym z najlepiej zarabiającym Polaków w lidze, to przez dwa i pół roku nie zagrał olśniewającego meczu.

Nie wszyscy piłkarze Wisły po ciężkiej kontuzji na stałe przyklejali się do ławki. Tomasz Frankowski miał 10 miesięcy przerwy, ale w następnym sezonie zdobył z Wisłą mistrzostwo, rok później strzelił 25 bramek w 26 meczach, a w poprzednim sezonie został królem strzelców w Jagiellonii.

Boguski właśnie skończył trzecią długą przerwę spowodowaną kontuzją. Przez uraz stracił blisko połowę sezonu 2009/2010, w poprzednim zagrał osiem razy, a jeszcze niedawno był nadzieją na Euro 2012, a nawet kapitanem reprezentacji. Do formy miał wrócić w tym sezonie, zaliczył ładną asystę z Widzewem i... wylądował u lekarza. Teraz walczy o kolejny powrót i w ostatnim sparingu z Dalinem Myślenice zdobył trzy bramki.

- Powrót nigdy nie jest łatwy, zwłaszcza w czołowej drużynie. W Wiśle jest duża konkurencja i na pewno łatwiej byłoby Rafałowi, gdyby grał np. w Górniku Zabrze. Nie mogę sobie pozwolić na podejście: "zagraj, zobaczymy, jak ci idzie". Muszę stawić na najlepszych. Ale wierzę w Rafała. Już raz wrócił po kontuzji i zagrał dobre spotkanie w Białymstoku. Teraz liczę na to samo, choć czasem jest za ostrożny, ale to taki typ - podkreśla Robert Maaskant, trener Wisły.